sobota, 8 października 2016

Rozdział XII

          Czas leciał nieubłaganie i po kilku tygodniach morderczych treningów, awantur z ojcem, wciąż nieznośnie nadciągających do mnie esemesów od anonimowego szantażysty, a także show biznesowej sielanki z Zaynem, nadszedł dzień turnieju. Od rana biegałam po domu niczym poparzona, próbując jak najlepiej przygotować się do niemalże śmiertelnej dawki stresu, która czekała mnie podczas konkursu. Matty calutki weekend spędzał pod opieką rodziców Eveline, co sprawiało, że miałam nieco mniej na głowie, jednak mimo to z niczym nie mogłam się wyrobić.

          - Vera, do jasej cholery, pospiesz się! Spóźnimy się, zdyskwalifikują nas i tyle będzie z naszej wygranej!- nie cierpliwił się Charles, pospieszając mnie już po raz trzeci.

          Wiedziałam, że w jego słowach jest sporo racji, jednak nic nie mogłam poradzić na to, że przez całe te zamieszanie, nie mogłam się zebrać. Za każdym razem, kiedy wydawało mi się, że jestem gotowa i możemy wychodzić, nagle przypominało mi się, że czegoś nie wzięłam lub jak było to za drugim razem, nie wyłączyłam żelazka. Rzecz może i błaha, ale dom mógłby pójść przez nią z dymem.

          - Jestem gotowa- oznajmiłam w końcu, zagarniając do ręki klucze i z nerwowym uśmiechem spoglądając w stronę chłopaka.

          - Taa, już to słyszałem- mruknął rozzłoszczony, po czym ruszył ku wyjściu.

          Postanowiłam nie komentować jego słów. Obrzuciłam jedynie dom ostatnim spojrzeniem, w głowie dokładnie analizując, czy tym razem na pewno wszystko wzięłam, po czym zakluczyłam drzwi i z pokrzepiającym westchnieniem ruszyłam za blondynem.

          Droga do centrum muzyki i tańca przeleciała nam szybko. O tej porze na szczęście uniknęliśmy korków i zaledwie kilka minut przed godziną siedemnastą byliśmy już na miejscu. Wyglądało na to, że ze wszystkich uczestniczących w konkursie par, dotarliśmy jako ostatni. Starałam się jednak nie myśleć o tym w kategorii złego omenu i z niepodobną do siebie pogodą ducha pożartowałam nawet na ten temat wraz z kobietą, która po wejściu do budynku wręczyła nam identyfikatory i poinformowała nas gdzie powinniśmy się udać.

          W większości uczestnicy rozgrzewali się już na backstage'u i robili ostatnie mini próby swoich występów, kiedy my zdyszani i lekko oszołomieni ze stresu wbiegliśmy na miejsce przeznaczone dla tancerzy. Po krótkiej obserwacji swoich rywalek zaczęłam trochę żałować, że nie wynajęłam kogoś kto by mnie uczesał i pomalował. Dziewczyny prezentowały się niczym modelki wyciągnięte wprost z rozkładówki Vouge'a, natomiast mój skromny i naturalny makijaż wyglądał dość blado na ich tle. Od zawsze jednak uznawałam, że tancerki mają przykuwać uwagę swoimi umiejętnościami, a nie wyglądem, dlatego też i w tym przypadku miałam zamiar trzymać się tej zasady i lśnić na parkiecie swoim tańcem, a nie powiekami.

          Czułam się już całkiem rozgrzana i w stu procentach gotowa do występu, kiedy do moich uszu dobiegły jakieś krzyki. Ciężko było w tym harmidrze rozróżnić pojedyncze słowa, jednak gdzieś z tyłu głowy wciąż odnosiłam wrażenie, że ktoś mnie woła. Po którymś razie rozejrzałam się po sali, aż mój wzrok zatrzymał się na Eveline, która wesoło i energicznie machała w moją stronę. Dopiero po chwili zauważyłam Zayna, który z nikłym uśmiechem na twarzy, stał tuż obok niej. Rzuciłam ręcznik w kąt i czym prędzej pobiegłam w ich stronę.

          - Przyszliśmy życzyć Ci powodzenia- zaczęłam od razu blondynka, po czym bez żadnego ostrzeżenia zagarnęła mnie do uścisku.

          Rozbawiona poklepałam ją delikatnie po plecach, po czym zerknęłam w stronę Malika. Wyglądał jakby nie do końca wiedział jak się zachować. Zupełnie niczym nie on trzymał się nieco na uboczu i spokojnie oczekiwał aż skończymy i nadejdzie jego kolej. W jego postawie nie było nic pretensjonalnego, przez co zaczęłam zastanawiać się, czy to nasze ostatnie spotkanie go tak odmieniło, czy po prostu pilnował się ze względu na ludzi, którzy mogli nas w tym czasie obserwować. Nie miałam jednak zbyt wiele czasu, ani też ochoty na dłuższe rozmyślanie, dlatego szybko odrzuciłam je od siebie i niewiele myśląc, posłałam mu delikatny uśmiech. O dziwo chłopak natychmiastowo go odwzajemnił, a ja poczułam, że robi mi się nieco cieplej na sercu. Jego miłe zachowanie, lecz nie te, które serwował mi przy ludziach, na pokaz, a te zupełnie szczere i prawdziwe, wciąż sprawiały, że zaczynałam wierzyć, że ta znajomość rzeczywiście może jeszcze prowadzić do czegoś dobrego. Tak było również i tym razem.

          Eve w końcu się ode mnie odkleiła i najwyraźniej chciała jeszcze coś powiedzieć, jednak widząc, że wymieniamy z Zaynem spojrzenia, burknęła tylko, że zobaczymy się po wszystkim, a zaraz później zniknęła gdzieś w tłumie.

          - Powinienem chyba też cię przytulić. To chyba to co zrobiłby przykładny chłopak?- podsunął brunet, a ja jedynie bezmyślnie kiwnęłam głową.

          Nie musiałam czekać na jego reakcje zbyt długo. Nim ponownie zdążyłam nabrać powietrza do ust, Zayn objął mnie, wciskając moją twarz wprost na swój tors. Całkiem nieświadomie zaciągnęłam się zapachem jego męskich perfum, delikatnie przymykając przy tym powieki. Było w tym uścisku coś tak intymnego, że miałam wrażenie, że moje policzki w sekundę nabrały koloru dojrzałego pomidora. Po chwili stania w kompletnym bezruchu, Malik zaczął delikatnie gładzić moje plecy, a ja poczułam się tak, jakby dokładnie tam było moje miejsce na ziemi, właśnie w jego ramionach. Błogość, która mi przy tym towarzyszyła, nie trwała jednak zbyt długo. Zasadniczo dość szybko zdałam sobie sprawę z tego, jak absurdalnie brzmi to nawet w moich myślach, dlatego odchrząknęłam cicho, próbując oswobodzić się z uścisku.

          - Muszę już iść- powiedziałam przepraszająco, uciekając wzrokiem jak najdalej od zawiedzionej miny chłopaka.

          Nie rozumiałam go. Jego zachowanie było dla mnie tak nielogiczne, że w żaden sposób nie potrafiłam ogarnąć tego swoim umysłem. Emocjonalna sinusoida, którą serwował mi Zayn na co dzień powoli doprowadzała mnie do obłędu. Tylko on potrafił być dla mnie najmilszą i najbardziej wyrozumiałą osobą na świecie, żeby zaraz potem zrównać mnie z ziemią. O ile na początku można było zauważyć w tym prostą zależność, tak w późniejszym czasie jego nastroje zmieniały się bez żadnego powodu, a przynajmniej bez takiego, który byłabym w stanie dostrzec.

          - Powodzenia Vera- powiedział cicho, po czym bez ostrzeżenie musnął swoimi wargami mój policzek.

         Cała ta scena całkowicie zbiła mnie z pantałyku i jeszcze długą chwilę po tym, kiedy chłopak zostawił mnie samą i wrócił na widownię, ja stałam, nie mogąc się ruszyć i doprowadzić swoich myśli do porządku.

***

          Przez całe moje ciało raz po raz przelatywała ogromna fala dreszczy. Stres, który temu towarzyszył odebrał mi zdolność odbierania w prawidłowy sposób wszystkich bodźców. Stałam nieruchomo, praktycznie nawet nie oddychając i tępo wpatrując się w jakiś nieznany punkt przed sobą. Nie zwracałam żadnej uwagi na ogromny chaos, który z sekundy na sekundę rozprzestrzeniał się wokół mnie. Za nic miałam krzyki Eveline, oklaski publiczności, a nawet to, że Charles mocno szarpał mnie za rękę, próbując zwrócić moją uwagę. Wygraliśmy i tylko to w tym momencie się liczyło.

          - Vera, jesteśmy pierwsi, rozumiesz?!- Charles potrząsnął silnie moimi ramionami i dopiero w tym momencie się ocknęłam.

          Przeniosłam powoli na niego swój wciąż nieco nieprzytomny wzrok, a zaraz potem na moje usta zaczął wpełzać szeroki uśmiech. To wszystko trwało prawdopodobnie ułamki sekund, jednak dla mnie czas się zatrzymał. Kiedy nareszcie naprawdę dotarło do mnie to co się stało, niewiele myśląc wpadłam w ramiona swojego partnera, który uniósł mnie wysoko do góry, jak gdyby w geście zwycięstwa.

          Kiedy trochę się uspokoiliśmy, przewodniczący jury wręczył nam kwiaty, medale oraz certyfikaty, które gwarantowały nam pełne stypendium w najbardziej prestiżowej szkole tańca w całym naszym kraju. Ciężko było określić słowami to, co czułam w tym momencie. Radość, duma, a przede wszystkim satysfakcja, że udowodniłam ojcu, że potrafię i że taniec to właśnie to, czym powinnam zająć się w swoim życiu. Żałowałam trochę, że Zachary po raz kolejny pokazał jak bardzo interesuje go moje życie i nawet nie pofatygował się, aby tu przyjechać. Wybrał pracę, a nie jeden z ważniejszych dni w życiu swojej córki. Prawdę mówiąc, nie dziwiło mnie to już aż tak bardzo i nie sprawiało mi tyle przykrości co kiedyś, jednak poczułam delikatne ukłucie w sercu, kiedy zdałam sobie sprawę z tego, że w istotnych momentach nie towarzyszy mi żaden rodzic. To było gorzkie uczucie, którym nie chciałam sobie psuć swojego triumfu, dlatego szybko odrzuciłam je gdzieś na bok.

          Oboje z Charlesem byliśmy w iście szampańskich nastrojach. Mieliśmy stypendium w kieszeni, zapewniony urlop od treningów na przynajmniej dwa tygodnie, a do tego czekała nas zabawa do białego rana w gronie przyjaciół. Niewiele było takich rzeczy na świecie, które mogłyby mnie wtedy wyprowadzić z równowagi, jednak życie po raz kolejny pokazało mi, że nie powinnam nazbyt wcześnie cieszyć się, bo jeszcze wszystko może się spieprzyć.

          - Wygrała, bo posuwa ją sam Zayn Malik! Taka z niej tancerka, jak ze mnie śpiewaczka operowa- wyciągałam właśnie swoje rzeczy z torby, kiedy dobiegł do mnie głos jednej z uczestniczek.

          Błyskawicznie odwróciłam głowę, robiąc przy tym kilka niewielkich kroków w jej stronę.

          - Słucham?- chrząknęłam, patrząc wyzywająco prosto w jej twarz.

          Miałam ogromną nadzieję, że to moja chora wyobraźnia płata mi figle i że tylko się przesłyszałam, a cała ta sytuacja to tylko jakiś koszmar, z którego za moment się wybudzę. Jednak blondynka, Kelsey, z którą miałam okazję konkurować już wcześniej w kilku turniejach, nie wyglądała na kogoś kto żartuje. Jej twarz przypominała pyszczek wkurzonego chihuahua, a cieniutki głos, którym się posługiwała, idealnie wpasowywał się w ten obraz. Z pewnością, gdyby nie wściekłość, która mnie ogarnęła, ta sytuacja mogłaby mnie nawet rozbawić.

          - Mówię, że wygraliście dzięki twojemu sławnemu chłoptasiowi- dziewczyna wyraźnie zaakcentowała każdą sylabę, jakby chcąc dodatkowo podkreślić swoje słowa, czym bardzo prędko doprowadziła mnie do czystej furii.

          - Odszczekasz to- syknęłam złowieszczo, po czym automatycznie rzuciłam się w jej stronę.

          Sama do końca nie wiem co tak naprawdę chciałam zrobić. Pobić ją? Nigdy wcześniej nie brałam udziału w żadnej bójce, nie byłam nawet pewna, czy dałabym radę zadać jej choć jeden porządny cios. Musiałam jednak wyglądać na cholernie zdeterminowaną, ponieważ blondynka natychmiastowo schowała się za swoim partnerem, w pierwszej kolejności osłaniając swoją twarz. Logiczne myślenie poszło wtedy zupełnie w odstawkę i Bóg jeden wie, co stałoby się, gdyby w ostatniej chwili silne ramiona Charlesa nie zagarnęłyby mnie do kolejnego tego dnia uścisku. Próbowałam się wyrywać i szarpać, wciąż wykrzykując coraz to bardziej kreatywne epitety na temat swojej rywalki, jednak chłopak pozostawał niezłomny.

          - Puść mnie! Przyłożę jej, nauczy się trzymać twarz na kłódkę- darłam się desperacko.

          Moje krzyki bardzo szybko przyciągnęły tłum gapiów, który ustawił się wokół nas i z widocznym zainteresowaniem wyczekiwał dalszego rozwoju akcji. Byłam taka wściekła, że nie zwracałam na nich nawet najmniejszej uwagi. Miałam gdzieś to, że mogę mieć przez tę sytuację spore kłopoty. Nawet to, że przez to karygodne zachowanie mogliby odebrać nam stypendium, nie było w stanie mnie zatrzymać. Szarpałam się niczym kompletna wariatka w swym szaleńczym amoku. Nie potrafiłam się uspokoić, nawet słysząc wszystkie te pokrzepiające słowa przyjaciela. Słowa blondynki dotknęły mnie tak bardzo, że z bezsilności miałam się ochotę rozpłakać. Moje siły powoli słaby, a ruchy stawały się coraz wolniejsze, natomiast Charles nawet na chwilę nie poluzował swojego uścisku, przez co w końcu dałam za wygraną.

          - Muszę stąd wyjść- powiedziałam cicho, obracając się w stronę blondyna i spuszczając swój wzrok.

          Czułam, że łzy cisną mi się do oczu, a furia wcale nie ustępuje, dlatego gdy tylko chłopak uwolnił mnie z uścisku, pędem rzuciłam się w stronę drzwi, łapiąc w biegu jedynie swoją torbę, w której trzymałam kluczyki do auta. W pośpiechu zaczęłam przegrzebywać swoje rzeczy w ich poszukiwaniu, a wzrok Charlesa, który puścił się w pościg za mną, wcale mi nie pomagał.

- Co ty wyprawiasz?! Nie możesz prowadzić w takim stanie!- wrzeszczał na mnie, próbując wyrwać mi torbę.

          Chciał pomóc, jednak w tamtym czasie nie odbierałam tak tego. Zadziałało to na mnie niczym płachta na byka. Miałam zamiar wdać się w kolejną awanturę, tym razem dotyczącą kluczyków, kiedy czyjeś silne dłonie sięgnęły po moją torbę, uniemożliwiając przy tym dostęp do niej zarówno mnie, jak i Charlesowi.

          - Odwiozę ją- szorstki głos Zayna rozległ się tuż nad moim uchem, a Perry, jedynie skinął porozumiewawczo głową w jego stronę i odpuścił. Najwyraźniej uznał, że Malik jest w stanie poradzić sobie z rozszalałą burzą emocji, którą wtedy byłam i doprowadzić mnie jakoś do porządku, czego ja osobiście nie byłam taka pewna.

          Bez słowa wsiadłam do auta i wyczekująco spojrzałam w stronę bruneta, który zwinnie usiadł na miejscu kierowcy. On również milczał. W ciszy skupił się na wyjechaniu z parkingu, zaciskając przy tym szczękę. Wyglądał wtedy nad wyraz atrakcyjnie i pewnie gdyby nie całe moje zdenerwowanie, rozwodziłabym się nad tym nieco dłużej.

          - Dokąd mam jechać?- nieco zdezorientowana odwróciłam głowę od szyby, zdając sobie sprawę z tego, że chłopak nie jest jasnowidzem i niestety nie jest w stanie odgadnąć moich myśli.

- Regent Street- zachrypiałam cicho, po czym ponownie skupiłam swoją uwagę na bocznej szybie.

         Próbowałam się uspokoić, ukoić jakoś swoje skołatane myśli czymś przyjemnym. Nic jednak nie przynosiło upragnionego skutku. Wciąż byłam tak samo wściekła, a kiedy zaczynałam się nad tym głębiej zastanawiać, moja irytacja rosła na nowo. Kelsey prawdopodobnie właśnie to chciała uzyskać- wyprowadzić mnie z równowagi. Nie zdawała sobie chyba jednak sprawy z tego, jak idealnie trafiła w ten najbardziej bolesny punkt. Mogła mi zarzucać wszystko, nawet puszczalstwo, jednak podważanie moich tanecznych umiejętności było dla mnie najgorsze. Ta perfidna manipulantka sprawiła, że i ja sama zaczęłam zastanawiać się, czy moja wygrana jest kwestią mojego talentu, czy może jednak związku z celebrytą. W końcu większe zainteresowanie mediów konkursem i szkołą tańca na pewno byłoby przydatne, może znaleźliby się nowi sponsorzy, a posiadanie znaczącego nazwiska, tak silnie powiązanego z jednym z zwycięzców z pewnością by to zapewniło. Ta myśl wierciła mi kolosalną dziurę w głowie i sprawiała, że coraz to nowsze łzy pojawiały się w moich oczach, wyciskając poprzednie. Skoro nawet moja wiara we własne umiejętności została zachwiana, to jak musiało być z innymi? Z całą pewnością nikt nie miał już żadnych wątpliwości co do tego, że jestem zwykłą oszustką i dzięki znanemu chłopakowi pnę się po szczeblach kariery. Taką łatkę ciężko byłoby od siebie odlepić i doskonale zdawałam sobie z tego sprawę. Świadomość, że całkowicie niesłusznie będę musiała z tym walczyć podczas swoich pierwszych miesięcy w akademii wprawiała mnie w całkowitą frustrację, którą pragnęłam jak najszybciej wyładować.

          Chciałam właśnie pospieszyć Zayna, kiedy zdałam sobie sprawę z tego, że jesteśmy na miejscu. Niczym oparzona wyskoczyłam z samochodu i nie zwracając na chłopaka żadnej uwagi, pobiegłam w stronę wejścia do kancelarii. Wkroczyłam tam niczym burza z piorunami, nie zważając ani trochę na recepcjonistkę, która próbowała mnie zatrzymać, tłumacząc, że ojciec jest teraz niesamowicie zajęty i nie jest to pora na przyjmowanie gości, ruszyłam w stronę jego gabinetu. Z impetem otwarłam drzwi i wdarłam się do środka. Mężczyzna siedział wygodnie rozwalony na swym skórzanym krześle, spokojnie przeglądając jakieś papiery. Jego całkowite opanowanie, nie wiedząc dlaczego, jeszcze bardziej mnie rozjuszyło.

          - Zniszczyłeś mi życie!- krzyknęłam oskarżycielsko już na samym wstępie.

          Zachary mozolnie odłożył dokumenty i ze stoickim spokojem wymalowanym na twarzy uśmiechnął się perfidnie.
\
          - Ciebie też miło widzieć Vera, co złego tym razem ci się przydarzyło?- spytał tak jakby w tej rozmowie chodziło o to jaką pogodę mamy za oknem.

          - O to, że przez twoją pieprzoną umowę nikt nie bierze mnie na poważnie! Zdajesz sobie w ogóle sprawę co zrobiłeś, zmuszając mnie do tego fikcyjnego związku?!- łzy niemalże strumieniami lały się z moich oczu, a ja nawet nie starałam się ich zatrzymywać. - Straciłam chłopaka, którego kochałam, przyjaciele myślą, że go zdradziłam, a teraz wszyscy mają mnie za zdzirę, która puszcza się w zamian za odrobinę rozgłosu! Czy to jest właśnie to czego chciałeś?!

          Zachary westchnął głęboko, a wyglądał przy tym tak, jakby przygotowywał się do tego, że musi wytłumaczyć malutkiemu dziecku jakąś zupełnie oczywistą sprawę.

          - Nie bądź taką egoistką, dzięki tej umowie moja firma zyskała kontrakt, który utrzyma nas na długie lata. Matty pójdzie na dobre studia właśnie za te pieniądze- jego głos zacierał się wręcz o łagodność. Wiedziałam, że wspomnieniem na temat Matty'ego próbuje wzbudzić we mnie współczucie i ugrać przy tym święty spokój dla siebie, jednak tym razem jego manipulacje zdawały się być na nic.

          - Mama nigdy by na to nie pozwoliła..- szepnęłam rozgoryczona.

          - Twoja matka była wariatką, a ty stajesz się dokładnie taka sama!

          Nie wiem co bardziej zabolało mnie tego dnia. To, że zostałam osądzona całkiem niesłusznie po swojej wygranej, czy to jak ojciec wyraził się na temat Lily. Od jej śmierci często darliśmy koty, jednak zawsze na temat mamy oboje wyrażaliśmy się z całkowitym szacunkiem. Jakby tylko ona wraz z Mattym byli jedyną kartą przetargową podczas naszych kłótni. Tym razem mimo tego, iż sprawa w zupełności nie dotyczyła tej dwójki, to właśnie temat Lily końcowo przelał dla mnie czarę goryczy.

          - Nienawidzę cię!- tymi właśnie słowami zakończyłam dyskusję, czym prędzej wybiegając z pomieszczenia.

          Nie udało mi się jednak zabiec zbyt daleko, ponieważ kiedy tylko drzwi się zatrzasnęły, ja napotkałam na przeszkodę, z którą gwałtownie się zderzyłam. Byłam taka rozżalona, że dopiero po kilku sekundach zdałam sobie sprawę z tego, że tą przeszkodą był Zayn. Nie miałam już nawet siły na krycie przed nim łez. Chłopakowi najwyraźniej zrobiło się mnie żal, ponieważ natychmiastowo owinął wokół mnie ramiona, mocno mnie ściskając. Jego bliskość wiele wtedy dla mnie znaczyła i byłam mu naprawdę wdzięczna, że mimo wcześniejszych uprzedzeń, potraktował mnie jak człowieka. Nie zadając mi żadnych zbędnych pytań szybkim krokiem poprowadził mnie w stronę samochodu, otworzył drzwi i pozwolił wejść do środka, po czym błyskawicznie zajął miejsce kierowcy. Tak jak wcześniej całkowicie milczał, tym razem jednak zerkał na mnie co kilka sekund, jak gdyby chcąc sprawdzić w jakim jestem stanie i ile jeszcze wytrzymam. Ja natomiast czułam się niczym na pograniczu jawy i snu. Może i cała ta moja histeria nie miała żadnego sensu i niepotrzebnie narobiłam tyle zamieszania, jednak w tamtej chwili ciężko było mi się opanować. To tak jakby lawina wszystkich negatywnych emocji, które dusiłam w sobie od jakiegoś czasu, nagle kompletnie niespodziewanie na mnie spadła i zabarykadowała mi każdą możliwą drogę ucieczki.

          Po kilku minutach drogi zatrzymaliśmy się na jakimś odludziu. Nie było tutaj żadnych budynków, chodników, a nawet świateł, co o tej godzinie sprawiało, że cała okolica spowita była w totalnej ciemności. Wierzbowe alejki zdawały się ciągnąć w nieskończoność, a ich upiorne cienie tańczyły gdzieś na środku jedynej asfaltowej drogi, która płynęła przez ich środek.

          Zayn nie odezwał się nawet wtedy, kiedy wyłączał silnik i wyszedł z samochodu. Wyciągnął z kieszeni paczkę papierosów, po czym zgrabnie wyciągnął jednego z ich i wsunął między wargi. Zwinnie go odpalił, po czym wsadził ręce do kieszeni i dopiero wtedy ponownie spojrzał w moją stronę. Nieco speszona jego wzrokiem niczym na rozkaz również wysiadłam z pojazdu, mimo iż nie byłam pewna, czy to własnie tego ode mnie oczekuje. Byłam tak zaintrygowana miejscem,w które mnie zabrał, ale również jego zachowaniem, że chwilowo zapomniałam o całej swojej wściekłości. Stanęłam obok niego, z niecierpliwością wyczekując jego następnego ruchu. Wystarczyło, że jedynie na moment odwróciłam od niego uwagę i rozejrzałam się wokół, kiedy chłopak złapał delikatnie moją dłoń i poprowadził w nieznanym mi kierunku. Podążaliśmy jedną z alejek, aż na naszej drodze pojawił się wysoki na około metr murek. Zayn puścił moją rękę i bez najmniejszego problemu wdrapał się na betonowy podest. Na szczęście byłam dość wysportowaną osobą, dlatego również i mnie nie przysporzył on zbyt wiele kłopotów i już kilka sekund później oboje siedzieliśmy ze swobodnie spuszczonymi w dół nogami. Miejsce, w którym się znajdowaliśmy nie było położone na żadnym wzniesieniu, więc dostrzeżenie panoramy miasta niestety nie było możliwe, jednak przed nami tlił się obraz świateł i miejskiego życia i to w zupełności wystarczyło.

          Całkowicie pogrążyłam się w grobowej ciszy, która nas otaczała i starałam się odprężyć choć odrobinę. Wychodziło mi to najwyraźniej nie najgorzej, ponieważ już po chwili niemal całkowicie zapomniałam o obecności chłopaka, dlatego kiedy przemówił, podskoczyłam nieco na swoim miejscu.

         - Przyjeżdżałem tu pomyśleć po każdej kłótni z chłopakami i zarządem- ostatni raz zaciągnął się, po czym wyrzucił niedopałek gdzieś w bok.

          Poczułam się w pewnym sensie dość wyjątkowo. Jego słowa świadczyły o tym, że to miejsce naprawdę coś dla niego znaczy, a ja mimo usilnych starań, nie mogłam pozbyć się myśli, że byle kogo nie zabiera się w swoje "kryjówki". Wizja tego, że stałam się dla Zayna kimś ważnym całkowicie przysłoniła mi świat na kilka sekund.

         O tej porze roku było już naprawdę chłodno na dworze, a ja nie byłam specjalnie ubrana na taką pogodę, dlatego już po chwili zrobiło mi się całkiem zimno. Zayn zdawał się to zauważyć, ponieważ jego ciepłe palce ponownie ułożyły się na mojej dłoni. Westchnęłam cicho i spojrzałam w jego stronę. Był wyjątkowo spokojny, w jego rysach nie było nic surowego, jak bywało to zazwyczaj, a w ciemnych oczach pojawił się pewnego rodzaju błysk, którego nie widziałam nigdy wcześniej. Nim zdążyłam cokolwiek powiedzieć, Malik nachylił głowę w moją stronę, a jego ciepłe wargi dotknęły moich ust. W pierwszej sekundzie to było jedynie niczym muśnięcie, jak gdyby chciał sprawdzić, czy mnie tym nie wystraszy. Widząc jednak, że wcale od niego nie uciekam, stał się nieco odważniejszy. Uniósł dłoń ku mojej twarzy i nie przerywając pocałunku, przejechał kciukiem po moim policzku, zakańczając jego trasę na mojej szyi. Ciarki przechodziły całe moje ciało, a w głowie aż kołowało mi się od nadmiaru myśli. Jego dotyk tylko i wyłącznie jeszcze bardziej mącił mi w umyśle, on jednak nie przestawał. Pewnie nawet gdybym uważała za niestosowne to co robimy, raczej i tak nie byłabym w stanie tego przerwać. Zayn doskonale wiedział co robi. Przyciągnął mnie nieco bliżej siebie i pogłębiając pocałunek, po raz kolejny przebiegł palcami mojej szyi. To wszystko działało na mnie lepiej niż jakikolwiek znany ludzkości afrodyzjak i sama nie wiem jak daleko posunęlibyśmy się tej nocy, gdyby nie fakt, że nagle, zupełnie niczym w jakiejś żałosnej amerykańskiej komedii, zaczął padać deszcz, studząc nasze pragnienia.











Nie przepraszam za swoją nieobecność, ponieważ coś zrozumiałam w ostatnim czasie i wydaje mi się, że Wy też powinnyście to zrozumieć. Powiem kilka słów i mam nadzieję, że to nieco rozjaśni Wam moją sytuację. Otóż kiedy zaczęłam pisać te ff miałam dziewiętnaście lat. Teraz mam ich dwadzieścia dwa (tak kurwa, jestem taka stara) i podczas tych trzech lat wydarzyło się w moim życiu tyle rzeczy, że naprawdę pisanie o One Direction to zazwyczaj była ostatnia rzecz, o której myślałam. Przeżyłam naprawdę wiele porażek w tym czasie, które mocno zachwiały moją psychiką. Między innymi wyrzucili mnie z ukochanej pracy, w tym samym czasie straciłam osobę, którą bardzo kochałam, a wielu ludzi się ode mnie odwróciło. Przez kilka naprawdę długich miesięcy leżałam w depresji, nie mogąc znaleźć dla siebie miejsca na świecie. Później zaczęłam nową pracę, zajęcia, poznałam nowych ludzi i starałam się jakoś to wszystko pozbierać do kupy, ogarnąć się i poukładać swoje życie. Ciężko było mi w tym okresie zorganizować sobie czas na pisanie i żałuję tego, na serio, ale czasu nie cofnę. Chcę tylko powiedzieć, że życzę Wam zawsze tego, żebyście czuły się wychujane przez lubianego przez siebie autorkę ff, a nie przez życie.
Druga sprawa jest taka, że zdaję sobie sprawę z tego, że rozdział jest słaby, a mój styl bardzo się pogorszył. Muszę teraz nad sobą popracować i zajmie mi trochę czasu, aż wrócę do formy. Cholernie trudno było mi przełamać się z napisaniem tego rozdziału. Zaczynałam go z tysiąc razy. Dwa razy miałam już nawet poważną część napisaną, kiedy traciłam wszystkie pliki i takie sytuacje naprawdę potrafią zdeprymować. Teraz postaram się być tu dużo częściej i mam nadzieję, że jeszcze chociaż trochę lubicie czytać to opowiadanie.
Pozdrawiam serdecznie i zapraszam do rozmowy :)

czwartek, 11 sierpnia 2016

Did you miss me?

Dostaję od Was w ostatnim czasie naprawdę masę wspaniałych komentarzy i wiadomości. Wierzcie mi, że dzięki temu rzeczywiście chce się żyć! Kocham Was tak bardzo i chciałabym obiecać, że doprowadzę historię do końca, ale nie mogę tego zrobić, bo nie lubię rzucać słów na wiatr, a z moim zapałem bywa różnie. Mogę jedynie zapowiedzieć, że w przyszłym tygodniu pojawi się nowy rozdział! Cieszycie się? hihi

sobota, 5 września 2015

Powrót?

Witam kochani. Z racji nagłych i dość nieprzewidzianych zmian w moim życiu, od kilku dni mam ogromne zasoby wolnego czasu i prawdę mówiąc, nie za bardzo wiem, co z nimi zrobić. Pomyślałam więc o powrocie do blogowania, pytanie jednak brzmi, czy ktoś miałby jeszcze ochotę czytać Whoppera, czy Stabilisera, a może kompletnie nowy projekt? Na każdą z tych opcji mam już coś tam przygotowane, nie wiem tylko, na czym faktycznie powinnam była się skupić. Dajcie znać co myślicie i do napisania, mam nadzieję! :)

wtorek, 30 grudnia 2014

Rozdział XI

          Miałam całkowicie wolny dzień. Zero treningów, głupich spotkań z pracownikami Modest!, a nawet żadnego spotkania z Zaynem. Krótko mówiąc- ten dzień należał w całości tylko i wyłącznie do mnie. Z początku sama nie do końca byłam pewna w jaki sposób mam zamiar go spędzić. Kusiło mnie, aby złapać swoją torbę treningową i pojechać do studia, i najzwyczajniej w świecie poświęcić wolny czas na samodzielne ćwiczenie, jednak uznałam, że i od tańca przyda mi się chociażby chwilowa przerwa. Ciągłe treningi i godziny spędzone na doskonaleniu układu powoli dawały mi się we znaki i wyglądało na to, że nie tylko mnie, ponieważ to Charles, mój partner, odwołał dzisiejszy trening, tłumacząc, że kompletnie nie ma dziś siły i potrzebuje się porządnie wyspać. Nie miałam mu tego za złe. Właściwie między innymi właśnie za to tak bardzo go lubiłam. Nie obwijał w bawełnę i nie starał się wymyślić jakiś niestworzonych historii, aby się usprawiedliwić, wolał powiedzieć prawdę i być w stosunku do mnie fair. Wyjątkowo to sobie w nim ceniłam i w takich momentach jak ten, naprawdę doceniałam, że to właśnie on jest moim tanecznym partnerem. Dogadywaliśmy się niespotykanie dobrze, oboje stawialiśmy na szczerość, która okazała się być prawdziwym kluczem do sukcesu, czego zazdrościły nam wszystkie inne pary z naszej grupy.

          Ostatecznie postanowiłam spędzić ten wolny czas na zabawie z Mattym. Ostatnio rzadko kiedy bywałam w domu i nie poświęcałam mu tyle uwagi co zwykle, dlatego jak najbardziej należało mu się to zadośćuczynienie. Rano zwlokłam go z łóżka na śniadanie, aby miał siły na dzień wypełniony figlami. Po kilku godzinach intensywnej zabawy w berka, chowanego i wszystko inne, co tak bardzo cieszyło mojego brata, oboje padliśmy na dywanie w salonie, dysząc ciężko i wciąż cicho chichocząc. Leżeliśmy tak, wpatrując się w śnieżnobiały sufit, a przyjemna cisza rozniosła się po całym domu, kiedy staraliśmy się uspokoić nasze nierówne oddechy.

          - Vera, myślisz, że mama nas widzi?

          Cichy i nieco niepewny głos Matty'ego dobiegł do moich uchu, sprawiając, że w moim gardle momentalnie pojawiła się niewidzialna gula wielkości piłki tenisowej, która skutecznie uniemożliwiała mi wypowiedzenie jakiegokolwiek słowa. Oblała mnie fala smutku i chociaż bardzo nie chciałam dać tego po sobie znać, to w jednej chwili zrobiło mi się naprawdę bardzo żal mojego brata. Nigdy nie dane było mu poznać swojej matki i choć wiedziałam, że jej temat niesamowicie go nurtował i powodował, że na usta cisnęło mu się wiele pytań, to starał się nie poruszać tego tematu. Matty miał jedynie pięć lat, był ciekawski, jak to bywa z dziećmi w jego wieku, jednak jego niewiarygodna intuicja najwyraźniej podpowiadała mu, że z jakiś powodów ani ja, ani tym bardziej ojciec, nie lubimy rozmawiać o Lilian. Był cholernie bystry i zawsze kiedy głębiej zaczynałam się nad tym zastanawiać, dochodziłam do wniosku, że tak naprawdę to wcale nie ułatwia sprawy. Malec rozumiał dużo więcej niż przeciętne dzieci w jego wieku, a co za tym szło, nie mogłam już dłużej unikać wyjaśnienia mu tego co stało się z mamą. Opowieści o aniołkach mieszkających na chmurkach powoli przestawały być wystarczające, a perspektywa tego, że już niebawem nadejdzie czas na poważną rozmowę o mamie, była tak przerażająca, że strach paraliżował mnie na sama myśl o tym.

         - Oczywiście, że tak, skarbie. Widzi i jest dumna, że wyrosłeś na takiego wspaniałego chłopca- powiedziałam spoglądając na jego twarz i zakręcając kosmyk jego jasnych włosków na palec.

         Przez dłuższą chwilę po prostu patrzyliśmy sobie w oczy w kompletnym milczeniu. Czułam jednak jak moje serce pęka kawałek po kawałeczku, kiedy spoglądam w te mądre, dziecięce oczy, które z tak wielką ufnością patrzyły w moją stronę. Matty wyglądał na coraz bardziej przygnębionego, a widok jego zmartwionej twarzyczki był ostatnim jaki chciałabym oglądać, dlatego niewiele myśląc podciągnęłam się na łokciach i bez żadnego wcześniejszego ostrzeżenia przycisnęłam palce do boków chłopca, aby kilka sekund później zaatakować go łaskotkami. Blondyn zawył głośno, a zaraz potem z jego ust wyrwała się fala głośnego, pogodnego śmiechu, który działał na mnie niezwykle kojąco. Nie mogłam sobie inaczej wymarzyć odpoczynku od stresów i ciągłych treningów. Zabawa z Mattym i radość na jego twarzy najlepiej mnie rozluźniła. Gdy na zegarze wybiła godzina piętnasta, postanowiłam, że pora na obiad. Wysłałam brata do pokoju, aby w końcu przebrał się z piżamy, a sama usadowiłam się na kanapie. Od niechcenia zerknęłam na telefon, na którego wyświetlaczu widniała koperta oznaczająca nową wiadomość tekstową.

          Znam Twój brudny sekret. Powinienem go ujawnić, jak myślisz?

          Momentalnie całe moje ciało ogarnęło niewiarygodne ciepło. Czułam jak czerwienieję na twarzy, a moje dłonie niemal w jednej chwili oblały się zimnym potem. Miałam wrażenie, jakby na tamten krótki moment moje serce zaprzestało swojego bicia i po prostu zatrzymało się na kilka sekund, powodując, że zaczęłam denerwować się jeszcze bardziej. Wiadomość została wysłana z nieznanego numeru, a do tego nie była do końca jasna, natomiast ja byłam w stu procentach przekonana o tym, że dotyczy tylko i wyłącznie jednej tajemnicy, a perspektywa tego, że kiedykolwiek mogłaby ona ujrzeć światło dzienne, była cholernie ponura. W głowie niemal od razu zaczęły układać mi się najczarniejsze scenariusze tego, co mogłoby się wydarzyć, gdyby prawda o moim związku z Malikiem dotarła do większej grupy osób i choć naprawdę starałam się jak najszybciej znaleźć jakieś odpowiednie wyjście z sytuacji, to w głowie miałam kompletną pustkę. Gorączkowo myślałam o tym co powinnam była zrobić i jedynym rozwiązaniem, które przyszło mi do głowy, było po prostu zadzwonienie pod podejrzany numer, dowiedzenie się tego, kim jest osoba, która próbuje wpędzić mnie w kłopoty i jak najszybsze powstrzymanie jej przed tym. Nie czekając ani sekundy dłużej, wcisnęłam odpowiednią ikonkę i drżącą ręką przyłożyłam telefon do ucha. Nie wiem czego tak właściwie się spodziewałam. Czy naprawdę sądziłam, że ten ktoś odbierze i że uda mi się go nastraszyć jednym telefonem? Może. Jednak rzeczywistość bardzo szybko wylała na mnie kubeł zimnej wody, kiedy do moich uszu dobiegł komunikat, iż ów numer został wyłączony. Prawdopodobnie mogłam to przewidzieć, jednakże w amoku i totalnej dezorientacji, w której aktualnie się znajdowałam, nie wszystko było takie oczywiste. Kolejne przerażające wizje nawiedziły moją głowę, więc by je odpędzić, pognałam w stronę pokoju Mattego, aby jak najprędzej zabrać jego rzeczy i udać się do Eveline. Potrzebowałam czyjejś rady i wsparcia, a tylko i wyłącznie u niej mogłam je otrzymać.

          Droga do panny Berry zajęła nam dosłownie kilkanaście minut. Możliwe, że w pośpiechu ominęłam kilka znaków stopu i lekko przekroczyłam prędkość, ale wszystko w maksymalnie bezpiecznym tonie, nie zapominając o tym, że wiozę ze sobą dziecko. Matty nie wyglądał na specjalnie przestraszonego, właściwie miałam wrażenie, że całe to łamanie przepisów szalenie go bawi i ekscytuje. Nigdy wcześniej nie zachowywałam się przy nim w taki sposób. Zawsze starałam się jeździć według ustalonych norm i utrzymywać wysokie skoncentrowanie się na drodze, aby ani jemu, ani mi nie stała się żadna krzywda. Jednakże dzisiejsza sytuacja wymagała ode mnie wyjątkowych zachowań, przed którymi jednak mimo wszystko miałam zamiar przestrzegać brata.

          - Wiesz, że nie powinno się tak jeździć?- spytałam ostrzegawczo, odrywając na ułamek sekundy wzrok od jezdni i zerknąwszy na brata, który żywo zaczął kiwać głową.

          - To wyjątkowa sytuacja, więcej się nie powtórzy, więc lepiej nikomu o niej nie wspominaj..

          Jak tylko znaleźliśmy się pod domem mojej przyjaciółki, wyskoczyłam z samochodu jak oparzona. Biedny Matty próbował za mną nadążyć. Poczułam lekką ulgę, gdy usiadłam na skórzanej kanapie w salonie Eveline i wyrzuciłam z siebie wszystko. Zupełnie jakby ktoś otworzył tamę i każdy najmniejszy smutek, żal czy strach nagle wypłynęły, zostawiając za sobą odpowiednią ilość emocji. Potrzebowałam tego, aby uspokoić własne sumienie i aby ktoś mnie przekonał, że nic złego się nie wydarzy. W końcu Modest! tego dopilnuje.

***

          Mój wolny dzień skończył się zaraz po dostaniu anonimowego smsa, dlatego cieszyłam się, gdy z powrotem wróciliśmy z Charlesem do treningów. Tamtego felernego dnia odczytałam jeszcze dwie anonimowe wiadomości i każda utwardzała mnie w przekonaniu, że chodzi o sprawę z Malikiem. Oprócz wsparcia Eveline potrzebowałam jeszcze rady kogoś, kto zna się na całym tym bałaganie i „show-biznesie”, dlatego nie myśląc zbyt długo, skontaktowałam się z Liamem. A tak dokładnie to napisałam mu wiadomość tekstową, licząc na to, że znajdzie dla mnie chociaż pół godziny. W międzyczasie siedziałam z Charlesem w studio, trenując układ. Konkurs miał odbyć się za niecałe trzy tygodnie, tymczasem nasza próba przypomniała totalną katastrofę i było to tylko i wyłącznie moją winą. Nietrudno było zauważyć, że jestem kompletnie rozkojarzona, a skupienie się na układzie stało się dla mnie czynnością, praktycznie niemożliwą. Wciąż myliłam kroki, gubiłam rytm i jakoś gorzej niż zwykle radziłam sobie z partnerowaniem. Cóż, sprawa miała się naprawdę fatalnie i doskonale zdawałam sobie sprawę z tego, że nie jestem jedyną osobą, która tak myśli. Charles kręcił głową, pomrukując jakieś nieznane mi frazesy, jednak za wszelką cenę starał się nie dać mi odczuć, że ma mi to za złe. Z jednej strony byłam mu za to naprawdę wdzięczna, ostatnimi czasy nie brakowało mi stresujących sytuacji, a jego niezadowolona mina mogła tylko i wyłącznie dolać oliwy do ognia. Z drugiej zaś miałam wrażenie, że w rzeczywistości potrzebuję prawdziwego kopa w tyłek, który w końcu zmusiłby mnie jakoś do skoncentrowania się na sprawach istotnych i odłożenia innych na dalszy plan chociażby na krótki moment. Charles nie wybrał jednak ani jednej z tych dróg i zdecydował się po prostu na przełożenie treningu, twierdząc, że dziś nic ze mnie nie będzie, z czym najprawdopodobniej miał rację.  

          Nie miałam nawet siły zaprotestować, dlatego posyłając mu jedynie jeden, wdzięczny uśmiech pognałam w stronę szatni. Wpadłam do niej z impetem już po kilku sekundach i pierwsze co postanowiłam zrobić, to sprawdzić swój telefon. Odblokowałam ekran i z ulgą odetchnęłam, zdając sobie sprawę z tego, że czeka na mnie jedna nieodczytana wiadomość. Miałam nadzieję, że nadawcą ów wiadomości jest nie kto inny, jak po prostu Liam, dlatego zaciskając mocno palce na urządzeniu, otwarłam ją.

          Wiedziałam, że zgodzi się na spotkanie. Nigdy nikomu nie odmówiłby pomocy i byłam tego pewna, mimo tego, iż znałam go zaledwie kilka tygodni. Postanowiłam nie czekać ani chwili dłużej i niemal od razu udałam się do parku, w którym postanowiliśmy się spotkać, a kiedy tam dotarłam, Liam już czekał.

          - Hej Vera- chłopak rozpromienił się na mój widok, jego usta rozciągnęły się w szerokim uśmiechu, a sarnie oczy zmierzyły mnie dokładnie, jakby chcąc wybadać mój nastrój. Jego głos był pogodny jak zawsze, natomiast kryła się w nim nuta troski, która z pewnością pojawiła się z powodu mojej nieoczekiwanej wiadomości. Brunet z pewnością nie spodziewał się, że danie mi swojego numeru ma jakiś sens i że kiedykolwiek odezwę się do niego, prosząc o spotkanie lub pomoc. Właściwie sama byłam całkowicie zaskoczona swoim zachowaniem, mimo to postanowiłam nie cofać pochopnej decyzji, którą podjęłam, będąc wciąż całkowicie przerażoną anonimową wiadomością, którą dostałam dzień wcześniej.

          - Liam, cześć- uśmiechnęłam się nieznacznie, unosząc lekko głowę, kiedy chłopak musnął wargami mój policzek.

          Przed spotkaniem najadłam się wielu nerwów, co jak się później okazało, było zupełnie niepotrzebne. Obecność Liama w żaden sposób mnie nie krępowała, nie czułam się przy nim nieswojo

          - Co u ciebie? Może chciałabyś się przejść? Stopy mi trochę odmarzają..- powiedział, zabawnie przestępując z nogi na nogę, jakby chcąc dodać wiarygodności swoim słowom, skinęłam więc głową i ruszyłam wzdłuż alejki, która prowadziła w głąb parku.

          O tej porze roku niewiele osób gościło na terenie parku. Było zimno, najczęściej mokro przez nieustanny, londyński deszcz, a drzewa i krzewy nie zachwycały swoim wyglądem, tak jak to miało miejsce wiosną, czy latem. Ja jednak lubiłam te ponure, późno jesienne krajobrazy, które tylko i wyłącznie przyczyniały się do tego, że park cieszył się pustkami, dzięki czemu można było napawać się ciszą i spokojem. Dobrze było mieć miejsce, w którym można po prostu zaczerpnąć świeżego powietrza i odpocząć od całego tego zgiełku dnia codziennego, a to było jedno z takich miejsc.

          - Wszystko w porządku? Marnie wyglądasz..- po kilku minutach spaceru w kompletnej ciszy, ciepły głos Payne otulił moją twarz, przypominając mi o jego obecności.

          - Tak.. Tak, jestem tylko troszkę przemęczona. Przygotowuję się do konkursu i spędzam godziny w sali treningowej- odparłam częściowo zgodnie z prawdą, choć doskonale zdawałam sobie sprawę z tego, że mój fatalny wygląd głównie jest skutkiem tajemniczej wiadomości, która od dwóch nocy spędzała sen z moich powiek.

          - Jesteś tancerką, prawda? Zayn coś wspominał- słysząc słowa chłopaka, uniosłam brwi wysoko do góry, patrząc na niego zaskoczona.

          Nie wiedzieć kiedy przyjemne ciepło rozlało się gdzieś w okolicach mojego serca, kiedy tylko wyobraziłam sobie sytuację, w której Zayn rozmawia z kimś na mój temat i nie używa przy tym tylko i wyłącznie przekleństw i wyzwisk. Była to naprawdę przyjemna wizja, a uczucie, które jej towarzyszyło było mi kompletnie nieznane, przynajmniej względem Malika.

          - Zayn? Coś wspominał? O mnie?- spytałam z niedowierzaniem, patrząc prosto na twarz Liama, który uśmiechał się nieco nerwowo. Milczał kilka sekund, bawiąc się przy tym breloczkiem zawieszonym przy swoich kluczach, aż w końcu parsknął: - No dobra, wygooglowałem cię.

          Otworzyłam usta ze zdziwienia, po czym wybuchnęłam niekontrolowanym śmiechem. Chłopak przez moment patrzył na mnie z dziwnym wyrazem twarzy, ale zaraz potem dołączył do mnie, śmiejąc się przy tym naprawdę bardzo głośno.

          - Nie sądziłam, że ktoś kiedyś będzie sprawdzał mnie na google- powiedziałam wciąż rozbawiona, kiedy odrobinę się uspokoiliśmy.

          - Jesteś teraz celebrytką, przyzwyczaj się.

          - Nigdy w życiu!

          Przez większość czasu naszej przechadzki po prostu śmialiśmy się i żartowaliśmy, dzięki czemu naprawdę udało mi się choć na chwilę zapomnieć o sprawach, które od jakiegoś czasu mnie trapiły. Liam był świetnym chłopakiem, który nie tylko potrafił zainteresować mnie swoimi opowieściami, ale przede wszystkim potrafił słuchać. Mogłam rozwodzić się na temat największych bzdur świata, ale jeśli tylko uważałabym to za ważne dla siebie, on na pewno uważnie by mnie wysłuchał. Byłam raczej przyzwyczajona do tego, że to ludzie mi się zwierzają, mówią do mnie, a ja po prostu siedzę cicho i ich słucham, natomiast z Liamem było zupełnie inaczej. Biła od niego jakaś nieznana siła, która sprawiała, że w jego towarzystwie mój język po prostu się rozwiązywał, a ja stawałam się dużo bardziej otwarta, niż kiedykolwiek wcześniej.

          - W końcu jesteś Daddy Direction- zaśmiałam się cicho, a widząc jego zdezorientowaną minę, dodałam szybko: - Okej, może ja też was wygooglowałam?

          - To było dawno, teraz nie zawsze jestem w stanie im pomóc.. To stało się dużo bardziej skomplikowane- nie wiedząc kiedy rozmowa nagle zaczęła być całkowicie poważna, a ja nie do końca byłam przekonana o tym, czy chciałam, aby przybrała właśnie taki ton.

          - To chyba trudne? Ta cała sprawa z byciem idolami nastolatek na całym świecie- podsunęłam lekko, aby pociągnąć trochę dalej rozmowę.

          - Łatwo jest się pogubić- odparł posępnie, po czym zamilkł na kilka chwil, posyłając mi nerwowy uśmiech.

          W tamtym momencie na usta cisnęło mi się sporo pytań, na tyle dużo, że nie potrafiłam zdecydować się na żadne z nich. Chciałam wiedzieć, jak to się stało, że Zayn się tak stoczył, a reszta twardo stąpała po ziemi. Przecież nie różni ich zbyt wiele.

          - A jak jest z tobą? –zapytał nagle, spoglądając w moją stronę.

          - Co masz na myśli?

           - Coś cię trzyma przy sprawie z udawanym związkiem. To twój brat, nie mylę się, prawda?
Przełknęłam głośno ślinę i odpowiedziałam:

          - Został sam, ma tylko mnie.

          - To bardzo.. szlachetne, że poświęciłaś się dla niego – Liam lekko się uśmiechnął, jakby chciał mnie zapewnić, że nie potępia mojego zachowania.

          - Nie bardzo, na moim miejscu zrobiłbyś dokładnie to samo – ucięłam krótko, powodując, że między nami nastała kolejna cisza.

          Szliśmy przez chwilę milcząc, aż w końcu Liam postanowił się odezwać.

          - Chodź, postawię ci gorącą czekoladę i odwiozę do Zayna, mówił mi, że jesteście umówieni.

***

          Drogę do domu Malika odbyliśmy praktycznie w kompletnej ciszy, przerywanej jedynie cichymi pomrukami silnika. Liam nucił coś cicho pod nosem, stukając palcami o kierownicę i uważnie wpatrując się w drogę przed sobą, natomiast ja sama całą swoją uwagę skupiłam na widokach za oknem. Wcześniejsza rozmowa z Liamem dała mi trochę do myślenia, a do tego wciąż trapiła mnie myśl o anonimowych smsach, dlatego wzdrygnęłam się nieznacznie, kiedy ciepły głos chłopaka przerwał panującą w pojeździe ciszę. Wyglądało na to, że tak bardzo pochłonęły mnie własne myśli, że nawet nie zauważyłam, kiedy dojechaliśmy na miejsce.

          - Vera, mogę o coś zapytać?- spytał ostrożnie, a ja niepewnie zerknęłam w jego stronę.

          - Jasne, pytaj o co chcesz- odparłam pogodnie, chociaż w środku zaczęłam coraz poważniej się denerwować. Nie byłam już taka pewna tego, iż chce się z Liamem podzielić swoimi problemami, dlatego wolałam odkładać ten moment tak długo, jak tylko się dało.

          - Dlaczego chciałaś się dziś ze mną spotkać?

          Milczałam, wlepiając wzrok w opuszki swoich palców, którymi delikatnie przebierałam po rogu kurtki, zagryzając przy tym dolną wargę. Miniaturowa bitwa odegrała się wewnątrz mnie, starając się podjąć jak najtrafniejszą decyzję.

          Sama nie wiem ile tak siedzieliśmy. Może i było to właściwie kilka krótkich sekund, jednak dla mnie czas ten niemiłosiernie się dłużył, przez co miałam wrażenie, że zdążyły minąć już całe wieki. Dłuższe przeciąganie tej chwili nie miało sensu, dlatego już prawie zabierałam się do opowiedzenia chłopakowi o tajemniczym anonimie, który od kilku dni nie dawał mi spokoju i ewidentnie próbował wpędzić mnie w kłopoty, kiedy nagle zza drzwi budynku wyłoniła się postać Zayna. Brunet żwawym krokiem podążał w naszą stronę, więc nie było mowy, że w tym momencie zdradzę Liamowi swoją tajemnicę. Przełknęłam więc z ulgą nadmiar silny, po czym przenosząc wzrok z powrotem na Payne'a, uśmiechnęłam się przepraszająco, po czym odrzekłam:

          - Pogadamy o tym innym razem.

          Ucałowałam szybko jego policzek i czym prędzej wyskoczyłam z samochodu. Zayn posłał mi dziwnego rodzaju spojrzenie, po czym nieznacznie kiwnął głową w stronę Liama. Nie wiedzieć czemu odczułam, że moja przyjaźń z jego kolegą z zespołu nie bardzo mu odpowiadała, a nasze spotkanie nie do końca było dla niego powodem do zadowolenia. Poniekąd go rozumiałam. W końcu Liam był jego przyjacielem, to on powinien móc z nim zawsze pogadać, więc mógł czuć się przeze mnie lekko zagrożony. Ostatecznie uznałam, że komentowanie tej sprawy na głos nie jest zbyt dobrym pomysłem i najlepszym co mogę teraz zrobić, jest po prostu przemilczenie tego. Wyglądało na to, że mój plan jest nie najgłupszy, bo kiedy samochód Payne'a zniknął za rogiem, twarz Malika minimalnie złagodniała, a ciemne oczy zaczęły przyglądać się mojej twarzy z prawdziwą ciekawością, jakby chcąc odczytać ze mnie czego dotyczyło nasze spotkanie. Najwyraźniej świdrowanie wzrokiem niewiele mu dało, bo po chwili odpuścił i zapraszającym gestem wskazał na posesję, która rozciągała się przed nami.

          - Chodź, wygląda na to, że będziesz musiała kogoś poznać. Cóż.. Um, ja nie planowałem tego, ale najwyraźniej nie mamy wyboru- nie miałam pojęcia o czym on mówi, dlatego nieco zdezorientowana ruszyłam za nim.

          Nie zdążyłam jeszcze pozbierać się po spotkaniu z Liamem i jego tajemniczymi odpowiedziami, więc umysł wciąż miałam lekko stępiały i nie do końca docierało do mnie wszystko co działo się dookoła. Jakże więc ogromne było moje zaskoczenie, kiedy po wejściu do domu chłopaka dobiegł do nas czyjś kobiecy głos i chociaż starałam się uspokoić i wyprzeć tą myśl z głowy, przeczuwałam do kogo mógł on należeć. Moje obawy potwierdziły się moment później, kiedy z salonu wyłoniła się niewysoka kobieta o przyjaznych rysach twarzy i oczach tak łudząco podobnych do tych Zayna, że nie miałam żadnych wątpliwości co do tego, że jest jego matką.

          - Och, to pewnie Vera, cóż za urocza niespodzianka! Już od dawna chciałam cię poznać- kobieta uśmiechając się szeroko, ruszyła w moją stronę, rozkładając ramiona w zapraszającym geście.

          Nie zdążyłam zareagować w jakikolwiek sposób, kiedy brunetka przyciągnęła mnie do siebie, zakleszczając w silnym uścisku. W sposobie, w którym mnie obejmowała było coś, co sprawiało, że miałam ochotę się rozpłakać. To jakby matczyna siła po prostu biła od niej tak bardzo, że ciężko było mi to znieść. Ostatkiem sił zdusiłam w sobie łzy, które niepowołanie cisnęły się do moich oczu, kiedy kobieta odsunęła się odrobinę tak, aby móc swobodnie mi się przyjrzeć.

          - Jestem Trisha, mów mi po imieniu- rzuciła pogodnie, a ja jedynie kiwnęłam delikatnie głową
 - Chodź kochanie, usiądziemy i opowiesz mi jak się poznaliście, znasz Zayna, nie jest skory do takich rozmów- ćwierkała, a ja nie miałam zielonego pojęcia jak powinnam się zachować.

          Jej zachowanie wydawało mi się być kompletnie niedorzeczne. Traktowała mnie w taki sposób, jakbym rzeczywiście była nową dziewczyną jej syna, a co więcej, wydawała się być niesamowicie podekscytowana faktem, że może mnie poznać. Nic się ze sobą nie zgadzało i czułam się naprawdę głupio wobec tego wszystkiego, dlatego postanowiłam nie mówić zbyt wiele, przynajmniej do momentu aż sprawa stanie się dla mnie chociażby odrobię bardziej jasna.

          - Zaynie, zrób nam herbatę, nie stój tak- powiedziała, kierując swoje kroki w stronę salonu i ciągnąc mnie za sobą.

          Zanim Malik zniknął z pola mojego widzenia, posłałam mu zdezorientowane spojrzenie i jestem pewna, że gdyby moje życie odgrywało się w kreskówce, zamiast oczu namalowane miałabym pytajniki. Niestety życie to nie bajka, więc musiałam jakoś stawić czoła sytuacji i niczego nie spieprzyć, co wcale nie było takie łatwe, jak mogłoby się wydawać, szczególnie dlatego, że nie miałam pojęcia na czym tak naprawdę stoję.

          Z początku wszystko było bardzo niezręczne. Byłam onieśmielona, a fakt, że w żaden sposób nie byłam gotowa na to spotkanie, wcale nie pomagał. Trisha zadawała mi dużo pytań, była ciekawa wszystkiego co dotyczyło mojego związku z Zaynem i sprawiała wrażenie, jakby w żadnym wypadku nie pomyślała o tym, że to wszystko jest tylko i wyłącznie jednym wielkim przedstawieniem. Z czasem jednak wszystko zaczynało być coraz łatwiejsze. Po kilku wyczerpujących opowieściach dała sobie spokój z wypytywaniem mnie o Zayna i zaczęła poruszać inne tematy, które już nie wprawiały mnie w tak wielkie zakłopotanie. Tak naprawdę Trisha okazała się być przemiłą kobietą, która nie przejawiała nawet minimalnej niechęci wobec mnie, a co więcej wciąż obsypywała mnie niekończącymi się komplementami. A to o tym jaka jestem śliczna, a to o tym, że taka miła, że otwarta i dobrze wychowana. Te słowa nieco mnie peszyły, ale za każdym razem dziękowałam cicho i szybko zmieniałam temat, próbując nie patrzeć na Zayna, który wydawał się być tak samo zawstydzony jak ja, co po dłuższym przemyśleniu było całkiem zabawne.
Brunet przez większość czasu siedział w milczeniu i po prostu przysłuchiwał się naszej rozmowie. Z początku wydawał mi się być kompletnie niezainteresowanym tym o czym mówimy, ale kątem oka mogłam zauważyć, kiedy marszczy czoło w koncentracji, kiedy rozmowa wybiega na poważniejszy tor, a rozluźnia się, kiedy pleciemy na temat fryzur i kosmetyków.

          Byłabym w stanie zupełnie zapomnieć o jego obecności, gdyby tylko nie fakt, że przez cały ten czas trzymał moją dłoń w swoich, kciukiem kreśląc na niej miniaturowe kółka. Chłopak wyglądał na kompletnie niewzruszonego, natomiast ja przeżywałam osobisty mini zawał serca za każdym razem, kiedy jego kościste palce delikatnie muskały moją skórę. Nigdy wcześniej nie reagowałam w taki sposób na dotyk Zayna, a przecież nie był to pierwszy raz, kiedy okazywał mi fałszywą czułość. W końcu od kilku dobrych tygodni uchodziliśmy za parę i mieliśmy już za sobą to i owo. Jednak tym razem było w tym coś intymnego, coś co kompletnie mnie onieśmielało i chwilami sprawiało, że traciłam wątek. Trisha jednak nie wyglądała na zniechęconą, czy zdegustowaną moim zachowaniem. Powiedziałabym raczej, że jej uśmiech rósł z sekundy na sekundę, kiedy tylko na moje policzki wpływał szkarłatny rumieniec, czy język plątał mi się tak bardzo, że ciężko było zrozumieć o co tak naprawdę mi chodzi.

          Ciężko mi powiedzieć ile czasu spędziłyśmy na rozmowie o wszystkim i o niczym i prawdę mówiąc, przestałam zwracać na to jakąkolwiek uwagę, aż do momentu, kiedy kobieta zakomunikowała nam, że musi wykonać ważny telefon i że na chwilę zostawi nas samych. Jej słowa były dla mnie niczym policzek prosto w twarz, który dość skutecznie otrzeźwił mój umysł i błyskawicznie przywołał do mnie pytania, które przez cały czas siedziały gdzieś tam w mojej głowie.

          - Nie powiedziałeś jej?!- syknęłam, kiedy tylko Trisha zniknęła z pola mojego widzenia, wyrywając tym samym dłoń z uścisku bruneta.

          Zayn wyglądał na kogoś, kto jak najbardziej spodziewał się takiego ataku z mojej strony, co po dłuższym przemyśleniu wcale nie było specjalnym wyczynem w jego wykonaniu. Moje zachowanie było dość przewidywalne w zaistniałej sytuacji, dlatego Malikowi udało się mnie tak dobrze wyczuć. Rzucił odpowiedź w przeciągu jedynie kilku sekund.

          - Po co mam jej mącić w głowie? To nie potrzebne- odpowiedział jakby od niechcenia, choć w jego tonie dało się wyczuć nutę niepewności, zupełnie jakby nie był do końca przekonany o własnej racji.

          - Może po to aby nie okłamywać własnej matki?!

          Traciłam panowanie nad swoimi nerwami, wprost nie mogąc uwierzyć w to, w jaki sposób chłopak podchodzi do całego tematu. Zachowywał się tak, jakby zupełnie nic się nie stało, a jego działania były całkowicie oczywiste i zgodne z normą, choć jak dla mnie, były naprawdę dalece od tego. Nie potrafiłam zrozumieć dlaczego nie wspomniał Trshii o całym tym przedstawieniu, w którym braliśmy udział. Była to dość istotna informacja i raczej nie była czymś, o czym po prostu zapomina się wspomnieć bliskim osobom. Tak wyglądał mój tok myślenia, natomiast ten Zayna znacznie się od niego różnił.

          - Posłuchaj, ona nie wie o całym tym gównie, przez które muszę się z Tobą męczyć.

         Wraz z jego słowami poczułam pewnego rodzaju ukłucie w okolicach serca. Nie powinno było mnie to dotknąć w jakikolwiek sposób, w końcu Zayn bardzo często mówił dużo gorsze słowa, mimo wszystko zabolało i to dużo bardziej niż mogłabym się tego spodziewać. Myślałam, że od ostatniego wspólnego poranka zaszła jakaś zmiana w naszej relacji, że zrobiliśmy krok wprzód i że to wszystko idzie w dobrym kierunku, że może w końcu się dogadamy i wszystko stanie się dużo łatwiejsze. Jednak Zayn po raz kolejny uświadomił mnie, że każdy przejaw jego człowieczeństwa jest jedynie chwilową i niesamowicie kruchą anomalią, która nie trwa zbyt długo. To było przykre, ciągłe rozczarowania i to cholerne uczucie bycia tak głupią i naiwną, że dałam się nabrać kolejny raz.
Nim zdążyłam przemyśleć co robię, szybko podniosłam się z miejsca i poderwałam swoją torbę, wyzywająco patrząc w ciemne oczy Malika.

         - Męczyć? Wiesz co? Pieprz się Zayn!- krzyknęłam rozzłoszczona, po czym ruszyłam w stronę korytarza, mamrocząc cicho pod nosem: - Myślałam, że coś się zmieniło między nami, ale najwyraźniej jeśli ktoś jest sukinsynem, to już zawsze nim będzie. Wychodzę, pożegnaj ode mnie Trishę i powiedz, że miło było ją poznać.

          Na tamten moment moje porywcze zachowanie wydawało mi się wysoce uzasadnione i może to wina okresu, przez który stawałam się emocjonalną sinusoidą, która zmieniała się w tak zawrotnym tempie, że sama miałam problem, aby za sobą nadążyć. Nie miałam jednak wtedy głowy do tego, aby zajmować się myśleniem o tym. Całą swoją uwagę skupiłam na słowach wypowiedzianych przez Malika i przez które poczułam się tak okropnie niechciana i stłamszona. Trochę chciało mi się płakać, ale wylałam już zbyt dużo łez, jak na jednego dupka, dlatego postanowiłam być twarda i jakoś zatrzymać to dla siebie.

          Wybiegłam z domu nim Trisha zdążyła pojawić się z powrotem i w zawrotnym tempie wypadłam na ulicę, zatrzymując nadjeżdżającą taksówkę. W drodze do domu siedziałam cicho, tępo wpatrując się w szybę i dogłębnie analizując wydarzenia ostatnich dni. Pojednanie się z Zaynem, cholerne anonimy, gówniany trening, spotkanie z Liamem, poznanie Trishii i kolejna kłótnia z Malikiem, która, jak mi się wtedy wydawało, doszczętnie zmiażdżyła szanse na to, że kiedykolwiek się dogadamy. Inaczej to ujmując: miałam naprawdę słaby tydzień i wszystko wskazywało na to, że moja zła passa ma znaleźć swoją kontynuację w dalszym życiu, jednak coś się zmieniło, kiedy otworzyłam smsa, który przyszedł, kiedy dojeżdżałam do domu.

          Przepraszam, nie miałem tego na myśli. xx

          Przeczytałam wiadomość kilkanaście razy, aby upewnić się w stu procentach co do jej treści. Nie była ona jakaś porywająca i może nie były to najlepsze przeprosiny jakie w życiu dostałam, ale to wszystko było nieważne. Liczyło się to, że Zayn poczuł się na tyle winny, że postanowił napisać i to zmieniało naprawdę wiele.




















Czy dalej ktoś to w ogóle czyta? 
Dno, ale musicie to jakoś przełknąć, sorka. Mam fatalny czas.
W każdym razie pozdrawiam Was serdecznie i całuję gorąco! Żyjcie dobrze w Nowym Roku! <3

+ Whopper doczekał się również swojej publikacji na WATTPAD :)

piątek, 24 października 2014

Rozdział X

          Muzyka dudniła w moich uszach, a wypity alkohol buzował w żyłach. Tańczyłam, śmiałam się i rozmawiałam z ludźmi, z którymi normalnie nie byłabym w stanie zamienić nawet jednego słowa, ale byłam pijana, dlatego było mi wszystko jedno. Najlepszym było jednak to, że czułam się z tym tak cholernie dobrze, ta nagła swoboda i lekkość niemal wznosiły mnie ku górze. Choć na tych kilka chwil nie myślałam o Marcusie, milionie napływających połączeń i smsów od tego dupka i o tym, że rankiem będę musiała stawić temu wszystkiemu czoła i to było dobre. Nawet Zayn nie mógł zmienić mojego wyśmienitego nastroju, nie dziś. To był mój wieczór zapomnienia o problemach i bólu, który ze sobą niosły. W zamyśle ten dzień należał do jednego z najbliższych przyjaciół Zayna, Josha, który obchodził właśnie swoje dwudzieste trzecie urodziny, ale mnie nie bardzo obchodziło świętowanie. Jedynym powodem, dla którego zgodziłam się na przyjście do klubu, było zapomnienie i to właśnie na tym miałam zamiar się skupić.

          Sama nie byłam pewna, ile tak naprawdę zdążyłam już wlać w siebie tej nocy alkoholu, ale rozmyty obraz przed moimi oczami sugerował mi, że było to o wiele więcej niż planowałam. Byłam niemal w stu procentach pewna, że następnego ranka będę mieć gigantycznego kaca, którego nie będę potrafiła wyleczyć żadnym ze znanych mi sposobów, ale nie dbałam o to. Sam fakt, że byłam tancerką powinien przestrzegać mnie przed nadmiernym spożywaniem napojów wieloprocentowych i z reguły faktycznie tak było. Wolałam odpuścić imprezowanie, aby w żadnym wypadku nie musieć odwoływać treningów, jednak tym razem uważałam, że potężna dawka alkoholu to coś, co po prostu mi się należy po tak gównianym dniu. Może i zalewanie się w trupa nie było najlepszym rozwiązaniem i wyjściem z beznadziejnej sytuacji, w której aktualnie się znajdowałam, ale dawało mi chociaż chwilową i złudną nadzieję na to, że moje problemy w jednej chwili po prostu znikną niczym pękająca bańka mydlana. To jak zachowałam się tego wieczoru było niedojrzałe i nieodpowiedzialne, a to że byłam tego całkowicie świadoma niestety niczego nie zmieniało. Fakt, może powinnam była zadzwonić do Eveline, porozmawiać z nią, wyżalić się i wypłakać, ale hej, miałam dwadzieścia lat i ogromne tendencje do popełniania błędów.

          Od dłuższej chwili siedziałam na miejscu obok Zayna i raczej ze znikomą uwagą przysłuchiwałam się jego rozmowie z Jamie'm. Czułam się już lekko znudzona, a zarazem znużona tym ciągłym siedzeniem i piciem, dlatego mimowolnie zaczęłam szukać sobie jakiejś rozrywki. Rozglądałam się właśnie po sali, kiedy w tłumie przemknęła znajoma postać. Niemal od razu ożywiłam się na nowo, a kiedy ów osoba stanęła przy naszym stoliku pisnęłam niczym stuknięta nastolatka.

          - O mój Boże, Liam!- krzyknęłam, niezdarnie próbując podnieść się ze swojego miejsca.

          Wypity alkohol dawał mi się we znaki, dlatego wszystkie moje ruchy przypominały nieco pierwsze kroki nowo narodzonego jelonka, albo małej żyrafy i z pewnością nie należały do tych najzgrabniejszych. Jednak ta wizja była ostatnią, którą miałam zamiar zawracać sobie głowę, dlatego czym prędzej odrzuciłam te myśli na bok i przytrzymałam się ramienia siedzącego obok Malika, po czym nieporadnie okrążając stolik, doskoczyłam do zaskoczonego Liama, aby zaraz potem wpaść prosto w jego ramiona i zakleszczyć go w niedźwiedzim uścisku.

          - Dobrze się dziś bawisz, co Vera?- spytał rozbawiony, kiedy w końcu odkleiłam się od jego torsu.

          Pokiwałam jedynie energicznie głową, ponieważ usta miałam zajęte sączeniem kolejnego drinka, którego moment wcześniej podsunął mi mój "chłopak". Liam zaśmiał się cicho, po czym z uśmiechem spojrzał po reszcie towarzystwa. Zaczął się z nimi witać, na co nie zwracałam już specjalnej uwagi, ponieważ z głośników właśnie zaczęła sączyć się jedna z moich ulubionych, klubowych piosenek tego lata. Bujałam się w jej rytm, uważnie rozglądając się po sali. Przez chwilę rozważałam samotną wyprawę na parkiet, jednak magiczny napój odwagi, zwany potocznie alkoholem, sprawił, że zmieniłam zdanie. Odłożyłam pustą już szklankę na stolik, po czym bez wahania złapałam dłoń Zayna, dając mu do zrozumienia, aby poszedł ze mną. Mulat spojrzał w moją stronę z początku kompletnie zaskoczony takim obrotem wydarzeń, jednak kilka sekund później jego twarz pociemniała, a silna ręka pociągnęła mnie w jego ramiona. Tego dnia moje ruchy były dużo bardziej nieskoordynowane niż zawsze, przez co zachwiałam się niebezpiecznie, aby zaraz potem bezwładnie opaść na kolana bruneta. Jestem pewna, że gdyby nie to, że chłopak w mgnieniu oka zagarnął mnie do uścisku, z impetem uderzyłabym głową o stolik.

          - Ja nie tańczę- syknął prosto do mojego ucha, przejeżdżając nosem po jego płatku.

          Przez ten niespodziewany gest momentalnie naprężyłam wszystkie swoje mięśnie, a po moim ciele mimowolnie przeszły porażające dreszcze. Spojrzałam mętnie w jego ciemne, w słabym, klubowym świetle, wyglądające na prawie czarne, oczy, po czym delikatnie kiwnęłam głową. Nie miałam ani siły ani też ochoty na sprzeczki, dlatego po prostu dałam za wygraną. Już chciałam podnieść się i odejść , gdy chłopak owinął swoje ręce wokół mojej talii, uniemożliwiając mi tym samym jakikolwiek ruch. Ponownie przeniosłam wzrok na jego twarz, dając mu do zrozumienia, że nie podoba mi się to przekraczanie granicy. Tego wieczoru naprawdę niewiele rzeczy było w stanie mnie prawdziwie zdenerwować, ponieważ przysięgłam sobie pozostać niewzruszoną przez całą noc, jednak to wszystko nie znaczyło wcale, że takie zachowanie chłopaka było mi obojętne. Jego przesadna bliskość i zbyt częste okazywanie sobie czułości nadal było dla mnie tak samo niekomfortowe jak wcześniej i fakt, czy byłam wściekła na Marcusa, czy nie, nie miał na to kompletnie żadnego wpływu.

          Przez moment oboje po prostu patrzyliśmy sobie w oczy, pozostając w kompletnej ciszy i bezruchu, i było to o wiele mniej niekomfortowe i niezręczne, niż mogłabym się tego spodziewać. W tej jednej krótkiej chwili poczułam się, jakby te wszystkie sprzeczki i spięcia, które pomiędzy nami były, nigdy się nie wydarzyły. To było dziwne uczucie i było mi z nim cholernie nieswojo, dlatego kiedy tylko jego gorąca fala zaczęła zalewać cały mój umysł, postanowiłam interweniować.

          - Zayn- szepnęłam ostrzegawczym tonem, wciąż wpatrując się w jego oczy.

          Brunet przez moment jakby rozważał wszystkie dostępne wyjścia, po czym najzwyczajniej w świecie wyswobodził mnie ze swojego uścisku, przenosząc wzrok na Liama i wdając się z nim w jakąś zupełnie niezobowiązującą pogawędkę. Odetchnęłam cicho, po czym podniosłam się z miejsca. Zachowanie Zayna odrobinę wyprowadziło mnie z równowagi, jednak postanowiłam nie dać tego po sobie znać. Moja ulubiona piosenka niestety zdążyła się już skończyć, natomiast zarejestrowałam, ze zastąpił ją kolejny, bardzo znany i nośny hit. Potrzebowałam wtedy chwili bez Zayna i jego głupawych zagrywek, dlatego samotny taniec wydał mi się całkiem przyzwoitym wyjściem z sytuacji. Z początku chciałam dać znać Malikowi i reszcie, że idę potańczyć, jednak po krótkim namyśle uznałam, że i tak z pewnością niewiele ich to obchodzi i że jeśli zniknę na moment, to i tak nie zauważą mojej nieobecności. Odwróciłam się więc na pięcie i najzwyczajniej w świecie wtopiłam się w tłum, szukając sobie odpowiedniego miejsca na taniec.

***

          Siedząc tu, w klubie, wśród swoich najlepszych przyjaciół, pod wpływem alkoholu i otoczony pięknymi kobietami, które bezustannie rzucały mu kokieteryjne spojrzenia, Zayn Malik czuł się naprawdę niczym ryba w wodzie. Neonowe światła co chwilę rozjaśniały jego surową twarz, gdy ten popijał kolejnego drinka, uważnie rozglądając się po sali. Uwielbiał te zatłoczone kluby, zmieszany zapach czegoś, co mogło być po prostu potem, alkoholem i fajkami, jednak on zdecydowanie bardziej wolał to nazywać "seksem", ale najbardziej w tym wszystkim lubił to, że tutaj problemy znikały. To była nieprawda i on doskonale zdawał sobie z tego sprawę, jednak dużo wygodniej było mu okłamywać samego siebie. Pił i przestawał się przejmować. Bawił się i nie myślał o tym, co go martwi. Sypiał z przypadkowo poznanymi panienkami i zapominał o tym, co go trapi. To była doskonała ucieczka od rzeczywistości, która tak cholernie go wkurzała, szkoda tylko, że była ona taka krótka. Tym razem nie mógł jednak pozwolić sobie nawet na tą jedną chwilę zapomnienia. Była tutaj Vera, co nieustannie przypominało mu o ultimatum, które dał mu zarząd. Nie miał wyboru. Chciał, czy nie, musiał dostosować się do zaleceń kontraktu, który wyraźnie zabraniał mu tego typu wybryków. Teraz oficjalnie związany był z panną Stinson i to ona była jedyną kobietą, z którą miał prawo być widywany. Żadnego przypadkowego seksu, jednonocnych romansów i wszystkiego, co w jakikolwiek sposób mogło zakłócić idealny wizerunek jego ustawionego związku. Ta sytuacja strasznie ssała i doprowadzała go do szału, niestety jednak wiedział, że póki co musi po prostu się dostosować.

          Przez dłuższy czas wodził wzrokiem po sali, nie szukając właściwie niczego konkretnego, choć tak naprawdę, gdzieś w najgłębszych zakamarkach swojego umysłu, doskonale wiedział czego szukały jego oczy, a raczej kogo. Vera zniknęła na parkiecie już dłuższą chwilę temu i od tamtej pory nie mignęła mu nawet przez moment. To nie tak, że obchodziło go gdzie jest i co robi, on po prostu nie chciał, żeby przydarzyło jej się coś złego, bo przecież wina od razu przeszłaby na niego, a on naprawdę chciał tego uniknąć. Tu nie chodziło o nic innego, jak o jego własne bezpieczeństwo i dobre imię, naprawdę.

          - Stary, mówię ci, gdybyś to widział, Andy tak się nawalił, że ledwo zdołałem zaprowadzić go do łóżka- Liam wciąż bezceremonialnie kontynuował swoją opowieść o swojej ostatniej imprezie, mimo tego, iż dobrze wiedział, że Zayn nie do końca słucha go już od kilku dobrych minut.

          Przyzwyczaił się, chociaż ciężko uwierzyć, że do takiego traktowania da się w ogóle przyzwyczaić. Powiedzmy, że starał się go zrozumieć i zachowywać się normalnie, podczas gdy jego przyjaciel najwyraźniej przechodził jeden z "tych" momentów, jak sam zwykł to nazywać. Chodziło o to, że ostatnimi czasy Zayn nie był sobą. Rzeczywiście nigdy nie był jednym z tych gości, którzy od samego początku są bardzo otwarci i łatwi do odczytania, jednak i tak nietrudno było zauważyć, że od pewnego czasu Malik przechodził trudny okres. Stał się dużo bardziej mrukliwy, po koncertach zazwyczaj zaszywał się w swoim pokoju lub po prostu wychodził z jakimiś podejrzanymi ludźmi do klubów. Przestał spędzać czas z zespołem, a ich więzi dzień po dniu słaby i to na jego własne życzenie. To martwiło Liama i często próbował dotrzeć do niego w jakiś sposób, co niestety zazwyczaj kończyło się kompletną katastrofą i pogorszeniem się atmosfery między nimi. Nie przestał jednak próbować. Zmienił taktykę i chociaż sam nie do końca wierzył w jej powodzenie, nie poddawał się. Skoro ciągłe pytania, czy wszystko jest w porządku i czy nie chce porozmawiać, tak bardzo drażniły Mulata, postanowił nie pytać o to nigdy więcej. Zdecydował się po prostu być przy nim wtedy, kiedy jest to możliwe i dać mu do zrozumienia, że jeśli kiedykolwiek będzie potrzebował jego pomocy, to zawsze ją otrzyma. Może i to niewiele, ale było to prawdopodobnie maksimum tego, co mógł zrobić w tamtym momencie.

          - Hej, co ty właściwie robisz?!- chłopak zerwał się z miejsca, kiedy tylko zdał sobie sprawę z tego, co wyprawia jego towarzysz.

          Myśli i kolejna próba poukładania sobie tego wszystkiego w głowie pochłonęły go tak bardzo, że na moment przestał zwracać uwagę na Malika, a zarazem na telefon, który co chwilę dawał o sobie znać i który z pewnością nie należał do żadnego z nich. Kiedy jednak na nowo skupił się na chłopaku, zrozumiał, że ten bezceremonialnie przegląda telefon panny Stinson. Cóż, Liam wiedział, że ta dwójka, delikatnie mówiąc, za sobą nie przepada, jednak grzebanie w czyimś telefonie bez względu na to, czy się go lubi, czy nie, wydawało mu się nie na miejscu, dlatego tym bardziej nie spodziewał się takiego zachowania po swoim przyjacielu. Zayn często był porywczy i w złości zachowywał się jak kompletny palant, jednak znał pewne granice, które teraz, jak na gust Liama, zostały przekroczone.

          - Czy nie uważasz, że to lekka przesada?- spytał rozdrażniony, próbując wyrwać urządzenie z rąk bruneta.

          To prawda, ostatnio przymykał oko na wszystkie wybryki Zayna, jednak grzebanie w czyimś telefonie było czymś więcej niż nietaktownym posunięciem. Natomiast Malik za nic miał jego słowa. Całą swoją uwagę skupił na telefonie swojej udawanej dziewczyny i na tym, co całkiem przypadkiem tam zobaczył. Z początku chciał go po prostu wyłączyć i uwolnić się od denerwującego dźwięku, który zwiastował kolejną nową wiadomość lub nadchodzące połączenie, jednak sms, który jako pierwszy rzucił mu się w oczy, mocno go zaniepokoił.

          Ledwo się rozstaliśmy, a Ty już poszłaś się pieprzyć z tym dupkiem. Nie daruję Ci tego Vera, zachowujesz się jak zwykła dziwka. 

          Nie znosił Marcusa. Ten facet najzwyczajniej w świecie go irytował, jednak to sposób w jaki odnosił się do kobiety, a mimo całej swojej niechęci wobec jej osoby, Zayn musiał przyznać, że Vera wciąż nią była, irytował go najbardziej. Nie raz miał ochotę mu przywalić i to nie tylko ze względu na Verę i to jak ją traktował, ale również dlatego, że Marcus nie szanował kompletnie nikogo, a on nie znosił takich osób. W jego mniemaniu Butler był przesadnie pewny siebie, do tego wręcz czerpał przyjemność z pomiatania innymi, w szczególności swoją dziewczyną i Malik naprawdę nie potrafił tego przetrawić. Mogłoby to zabrzmieć nieco cynicznie, ponieważ sam miał ostatnio dość spore tendencje do bycia dupkiem, jednak wydawało mu się, że on i Marcus to kompletnie dwa, nieporównywalne ze sobą, światy.

          Z pewnością długi i męczący wykład na temat tego jak bardzo złe i haniebne było jego zachowanie czekałby na niego, gdyby nie fakt, że telefon dziewczyny po raz kolejny dał o sobie znać. Tym razem jednak dźwięk był o wiele dłuższy i świadczył o niczym innym, jak po prostu o nadchodzącym połączeniu. Oboje spojrzeli w jego kierunku i nim Payne zdążył jakkolwiek zareagować, Mulat przycisnął zieloną słuchawkę i przytknął urządzenie do ucha.

         - Vera w tej chwili wracaj do domu! Wiem, że jesteś z nim!- wyraźnie zdenerwowany głos Butlera rozległ się w słuchawce, na co Malik skrzywił się nieznacznie, choć nie dał zbić się tym z pantałyku.

          Czekał moment na chwilę, w której Marcus ewentualnie będzie kontynuował swój wywód, jednak ta nigdy nie nastała. Wziął więc szybki haust powietrza, po czym wypuszczając go z cichym świstem, rozpoczął.

          - Posłuchaj mnie uważnie- wycedził przez zaciśnięte zęby, a zaraz potem kontynuował - Vera nie wróci do domu, jest ze mną i dobrze się bez ciebie bawi, uwierz. Nie będzie też z tobą rozmawiać, bo nie ma na to ochoty, więc grzecznie cię kurwa proszę, póki jestem jeszcze w dobrym humorze, odpierdol się od niej i daj jej wreszcie spokój. Moja cierpliwość co do ciebie już się kończy, więc na twoim miejscu posłuchałbym mojej rady. Nie uważasz, że wystarczająco już powiedziałeś?

          Słowa wylewały się z jego ust tak szybko, że chłopak po drugiej stronie słuchawki nie miał kompletnie żadnych szans na przerwanie tej wypowiedzi i wtrącenie czegoś od siebie. Malik nie czekając na odpowiedź, rozłączył się i blokując wyświetlacz, odłożył telefon na stolik. Jego ruchy były tak płynne i swobodne, że wyglądał wtedy tak, jakby to wszystko co przed chwilą powiedział, przenigdy nie wypłynęło z jego ust.

          Liam milczał kompletnie osłupiały i zdezorientowany zaistniałą sytuacją. To tak jakby bez powodu ktoś dał mu w twarz, a on w ciągu sekundy starałby się zrozumieć dlaczego. Zszokowany tępo wpatrywał się w przyjaciela, który zdawał się być totalnie niewzruszony. Po prostu wyciągnął paczkę papierosów, po czym wyciągając jednego, wsunął go do ust i szybkim ruchem ręki odpalił zapalniczką.

          - Co?

          - Myślałem, że jej nienawidzisz.

          - Nie nienawidzę jej. Nienawidzę w niej tego, że zgodziła się na całe te gówno dla kasy i rozgłosu. To cholernie słabe.

          Mulat zaciągnął się mocno, po czym patrząc gdzieś w bok, wypuścił kłąb dymu, który owinął się wokół twarzy jego rozmówcy. Liam jedynie zakaszlał krótko i odgarniając ręką chmurę, kontynuował.

          - Może nie wszystko jest takie oczywiste jak się wydaje? Może miała swoje powody by to zrobić?- podsunął cicho, wciąż intensywnie wpatrując się w obojętną twarz chłopaka.

          To nie był najlepszy moment na tego typu rozmowę i brunet zdawał sobie z tego sprawę. Z resztą obiecał Verze, że o niczym nie powie Zaynowi i mimo iż naprawdę bardzo chciał, żeby ta dwójka w końcu się dogadała, to miał zamiar dotrzymać danej obietnicy. Patrzył jednak na przyjaciela, jakby w nadziei, że on sam odczyta z jego oczu prawdę i po prostu domyśli się całej reszty.

          - Porozmawiaj z nią- powiedział miękko, po czym podniósł się z miejsca i spojrzał gdzieś ponad głową bruneta, gdzie jak się chwilę później okazało, stała roześmiana Vera wraz z jednym przyjaciół Zayna - Będę się już zbierał, więc do zobaczenia.

          Chłopak poklepał ramię Mulata, dał szybkiego całusa Verze w policzek, po czym ruszył do wyjścia.

          - Liam! Zaczekaj!- Zayn próbował go wołać i jakoś zatrzymać, jednak nim udało mu się to zrobić, chłopak zniknął gdzieś w tłumie.

***

          W normalnych warunkach mógłby imprezować do rana i spędzić w klubie co najmniej jeszcze kilka godzin, jednak cała ta sprawa z Marcusem i tajemnicze zachowanie Liama wprawiło go w słabo imprezowy nastrój. W jednej chwili stracił ochotę na picie i zabawę. Chciał przemyśleć sobie w spokoju wszystko, co wydarzyło się tego wieczoru i jedynym sposobem, aby mógł to zrobić, był po prostu powrót do domu. Z początku wszystko szło gładko. Vera była pijana w takim stopniu, że prawdopodobnie zgodziłaby się na wszystko co by jej zaproponował i to nie tak, że zdrożne myśli przebiegły po jego głowie, bo przecież gdyby chciał ją mieć, to nie potrzebowałby do tego alkoholu, w końcu do cholery nazywa się Zayn Malik i nie musi upijać dziewczyn, by wskakiwały mu do łóżka. Zamyślony więc zbierał rzeczy dziewczyny, ciskając nimi do jej czarnej, skórzanej torebki. Planował jak najszybciej odwieźć ją do domu, a później zaszyć się w swoim pokoju ze świeżo otwartą paczką papierosów i może szklanką jakiejś dobrej whiskey, by lepiej mu się myślało. Jednak nie zawsze wszystko idzie tak, jakbyśmy tego chcieli i tym razem życie postanowiło zadrwić właśnie z niego.

          - Hej stary, to co? After u ciebie w domu? Będzie odjechanie jak zawsze!- Jamie zawiesił rękę na jego ramieniu, uśmiechając się przy tym głupkowato.

          Zayn starał się protestować. Naprawdę chciał się jakoś z tego wszystkiego wymigać, niestety stado naprutych facetów, którzy wciąż są chętni na dalsze imprezowanie, jest raczej dość ciężkie do zatrzymania. Vera też nie pomagała. Najwidoczniej włączył się jej jakiś nieznany mu wcześniej tryb imprezowiczki, przez co zaczęła podburzać wszystkich do dalszego celebrowania urodzin Josha. I wtedy właśnie Mulat zdał sobie sprawę z tego, że swoim gderaniem i zrzędzeniem nic nie wskóra, bo sprawa została po prostu przesądzona. Zamówił więc dwie taksówki i zadbał o to, aby wszyscy bezpiecznie dotarli na dalszą część imprezy, która o ironio, miała odbyć się w jego własnej posiadłości.

          Na szczęście tak jak myślał, większość z nich odpadła raczej dość szybko. Josh, który z początku był najbardziej skory do balowania, zasnął jako pierwszy siedząc w fotelu. Reszta nie była od niego dużo lepsza. Nawet Vera wyglądała na cholernie pijaną, a jej zażarta rozmowa z Tomem na temat premiera Anglii, tylko i wyłącznie potwierdzała tą teorię. Jakoż zostało już tak niewiele zdolnych do picia osób, postanowił ukrócić tę noc tak bardzo, jak tylko się dało.

          - My będziemy się już zbierać do spania, po prostu padam na twarz- powiedział podnosząc się z miejsca i tym samym ciągnąc za sobą Verę, która nie wyglądała na specjalnie zadowoloną z tego, iż chłopak odciąga ją od tak fascynującej konwersacji.

          Nie protestowała jednak, prawdopodobnie zbyt zmęczona i nawalona, i to rzeczywiście ułatwiało sprawę, która zmieniała swój bieg dosłownie co kilka sekund. Skomplikowała się niedługo po tym, kiedy Zaynowi udało się zaciągnąć pannę Stinson do swojego pokoju. Wiedział dobrze, że muszą tę noc spędzić w jednym pomieszczeniu, co z teoretycznego punktu widzenia wcale nie było takie trudne, natomiast z praktycznego sprawa zupełnie przeobrażała swoją postać.

          W jego pokoju stało tylko jedno łóżko i nie było mowy, aby spali w nim razem. Gdyby chłopak zastanowił się na tym nieco dłużej, z pewnością uznałby, że nie ma nic przeciwko, jednak jedyne czego potrzebował to świętego spokoju, a taka sytuacja z pewnością mu tego nie zapewniała. Gdyby tylko Vera w nocy przebudziła się nieco bardziej trzeźwa i zorientowała się co jest grane, na pewno urządziła mu ogromną awanturę, więc wolał tego po prostu uniknąć. Dziewczyna niemal usypiała w jego ramionach, więc po prostu poprowadził ją w stronę łóżka i ułożył na samym jego środku, przykrywając niemal pod sam czubek nosa. Stał tak chwilę przyglądając się jej roześmianej twarzy i wsłuchując się w cichy chichot oraz bezsensowną paplaninę, która wciąż wydobywała się z pełnych, malinowych ust. Nie trwało to jednak zbyt długo, bo już po chwili całe zmęczenie tego dnia uderzyło w niego niczym pędzący pociąg i zmusiło do szybszego przygotowania się do snu. Zaczął wyciągać koce z szafki, aby moment później ułożyć się na nich na ziemi. Kiedy to robił, odpowiadał na niektóre pomruki brunetki, z których potrafił zrozumieć chociaż niewielką część. Leżał na podłodze, tępo wpatrując się w śnieżnobiały sufit i zastanawiając się nad tym wszystkim co wydarzyło się tego dnia. Vera przestała trajkotać, a przyjemna cisza poczęła koić jego zmysły. Czuł, jak powoli odpływa w krainę Morfeusza, kiedy zdał sobie sprawę z tego, że jedno pytanie nie daje mu spokoju i prawdopodobnie nie da tak długo, aż w końcu go nie zada.

          - Vera?- zagadnął więc cicho, zagryzając kącik dolnej wargi.

          Rozważał, czy dziewczyna może już śpi, ale do jego uszu dotarł cichy pomruk, który można było uznać za odpowiedź. Vera nie spała, a on miał okazję zapytać ją o to wszystko, co spędzało mu sen z powiek, co powodowało, że czuł się tak zły i wkurzony. Wystarczyło po prostu zapytać i może wszystko udałoby się jeszcze naprawić. Przecież to wcale nie musiało tak wyglądać. On nie chciał, aby tak to wyglądało i teraz miał szansę, aby to zmienić.

          - Mogę cię o coś zapytać?- poważny ton głosu, który przybrał w tym momencie, zaskoczył nawet jego samego, dlatego przełknął głośno ślinę, odwracając głowę w stronę łóżka.

          Twarz dziewczyny wyglądała dużo spokojniej, niż zwykł ją oglądać. Oczy miała przymknięte, usta delikatnie rozchylone, a długie, ciemne włosy rozlały się niemal na całej poduszce, tworząc coś na kształt aureoli. Była naprawdę śliczna, a on nigdy wcześniej tak o niej nie pomyślał, aż do teraz.

          W napięciu czekał na odpowiedź jeszcze przez kilka minut, jednak ta niestety nigdy nie nadeszła. Moment później usłyszał ciche pochrapywanie, które utwierdziło go w przekonaniu, że dziewczyna najzwyczajniej w świecie zasnęła, a okazja na jej zrozumienie po prostu przepadła.

***

          Obudził mnie silny, pulsujący ból głowy, który sprawiał, że czułam się, jakby moja czaszka już za moment miała eksplodować na milion kawałków. Próbowałam uchylić powieki, jednak światło, które ledwo przebijało się przez grubą, ciemną zasłonę sprawiało, że piekły mnie oczy. Było mi duszno, co kilka sekund odczuwałam nieznośne skurcze żołądka, a nieprzyjemny smak przetrawionego alkoholu pieklił mój przełyk. Nade wszystko jak cholera kręciło mi się w głowie i to sprawiało, że czułam się jak gówno. Oprócz fatalnego samopoczucia tego poranka zaserwowano mi również kompletną amnezję, która obejmowała niemal cały wczorajszy wieczór, dlatego też niespecjalnie zdziwił mnie fakt, że obudziłam się w pokoju, którego nie widziałam nigdy wcześniej. Początkowo nieco się przeraziłam, jednak mój stan nie dał mi się tym długo przejmować. W jednej chwili poczułam, jak zawartość mojego żołądka podnosi mi się niemal do samego gardła, zaś już w drugiej wyskoczyłam z łóżka niczym oparzona z zamiarem pognania do łazienki. Nie zdążyłam jednak zrobić nawet kroku, kiedy potknęłam się o coś i z impetem wylądowałam na ziemi, która okazała się być nie tylko dużo bardziej miękka, niż by się wydawało, ale również nie być wcale podłogą. Usłyszałam cichy jęk i dopiero wtedy zdałam sobie sprawę z tego, że wpadłam na śpiącego tam Zayna. W normalnej sytuacji z pewnością zbeształabym go za ten idiotyczny pomysł spania tuż obok łóżka, w którym byłam ja, jednakże w tamtej chwili była to ostatnia rzecz, o której myślałam. Jak najszybciej tylko mogłam podniosłam się z ziemi i kontynuowałam swój bieg do toalety, nie zważając na zdezorientowanego chłopaka, którego swoim upadkiem najwyraźniej wyrwałam prosto z głębokiego snu.

          Moment później udało mi się w końcu dobiec do drzwi, które Bogu dzięki, naprawdę prowadziły do toalety. Nie mogłam, a raczej mój żołądek nie mógł, czekać już ani chwili dłużej, dlatego bezceremonialnie otwarłam sedes i padając przy tym na kolana, zwymiotowałam prosto do muszli. Tego ranka naprawdę pokazałam klasę, aż sama miała ochotę wymierzyć sobie siarczysty policzek na opamiętanie. Niestety nie mogłam cofnąć czasu i nie wypić aż tyle, za co teraz przyszło mi słono zapłacić.

          Sama nie wiem ile rzeczywiście ślęczałam nad tą muszlą, jednak sądząc po moich zdrętwiałych kończynach, mogłam przypuszczać, że minęło już całkiem sporo czasu, w czym tylko i wyłącznie utwierdziło mnie ciche, aczkolwiek natarczywe pukanie do drzwi.

          - Vera mogę wejść?- usłyszałam donośny głos Zayna i nim zdążyłam przemyśleć swoją odpowiedź, mruknęłam smętne "tak", czego pożałowałam niemal od razu.

          Fakt, że klęczałam na zimnych kafelkach, z twarzą przyciśniętą do muszli klozetowej, z rozmazanym makijażem, rozczochranymi włosami i oczami przekrwionymi, i pełnymi łez, które wycisnęło ze mnie kilkukrotne zwracanie wczorajszego alkoholu, uderzył we mnie niczym piorun. Poczułam się tak cholernie zażenowana, że momentalnie poderwałam się do góry i podeszłam do umywalki, gdzie szybko przemyłam twarz zimną wodą. Miałam ochotę upiąć swoje włosy w koka, który nieco ułatwiłby mi całą tą akcję z wymiotowaniem, jednak nigdzie nie mogłam znaleźć swojej gumki.

          Zayn jakby czytał mi w myślach, bo już po chwili podszedł do mnie, wyciągając w moją stronę czarną gumkę.

          - Leżała na poduszce, pomyślałem, że może ci się przydać- powiedział cicho, jednak ja nie byłam gotowa, aby odpowiedzieć mu w żaden sposób.

          Zwinnie unikałam jego wzroku, zbyt zażenowana zaistniałą sytuacją. Gdybym mogła, prawdopodobnie zaszyłabym się gdzieś pod ziemią, niestety nie było to możliwe, dlatego pokornie wzięłam od niego gumkę i wróciłam do swojej wcześniejszej pozycji, wciąż nie będąc pewną za swój zszargany żołądek. Tym razem jednak oparłam głowę o ścianę, przymykając powieki i przeklinając cicho pod nosem.

          - Zrobiłem ci herbatę, mnie zawsze pomaga, może ty też poczujesz się lepiej

          Wcześniej nie dostrzegłam kubka, który chłopak położył na szafce tuż obok umywalki, pod którą siedziałam, dlatego jego słowa nieco mnie zaskoczyły. Nie bardzo wiedziałam, jak mam się zachować, dlatego posłałam mu jedynie słaby uśmiech, kiwając przy tym delikatnie głową. Ciężko było mi dobrać jakiekolwiek słowa do tej sytuacji, która jak nieciężko jest się domyślić, była raczej niezręczna. Sam fakt, że Zayn zastał mnie w takim stanie był dla mnie dość niekomfortowy, jednak dochodziły do tego wydarzenia z wcześniejszego wieczoru, których nie byłam do końca świadoma. Prawda była tak, że nie mogłam być pewna, że nie odwaliłam czegoś, albo nie palnęłam jakiejś okropnej głupoty, dlatego czułam się wtedy jeszcze bardziej niepewnie. Nie wiedziałam co ze sobą zrobić, a cisza, która pomiędzy nami panowała, zaczęła mnie coraz bardziej krępować, dlatego nieco drżącymi rękami sięgnęłam po kubek parującego napoju, który przygotował dla mnie Zayn. Trwaliśmy tak jeszcze przez jakiś dłuższy moment, aż w końcu chłopak również usiadł na ziemi opierając się plecami o wcześniej zamknięte drzwi.

         - Niezła noc, co nie?- spytał jakby od niechcenia, jednak na jego spierzchniętych, przesadnie czerwonych ustach można było dostrzec błąkający się cień uśmiechu.

         Tym razem również postanowiłam nie odpowiadać. Nie wiedziałam czego mogę się teraz spodziewać i do czego zmierzał, mówiąc te słowa. Czy właśnie planował zbombardować mnie żenującymi informacjami dotyczącymi mojego zachowania i wyśmiać mnie tak bardzo, jak to tylko możliwe? A może sam nie do końca był pewien jak się zachować, choć tą opcję brałam za raczej niemożliwą. W końcu to był Zayn Malik, on zawsze miał w zanadrzu jakieś docinki i głupie teksty.

          - Josh zarzygał dosłownie cały salon, ciesz się, że tego nie widziałaś. Dupek właśnie biega z mopem- parsknął niespodziewanie, a ja uniosłam głowę, niepewnie spoglądając na jego rozbawioną twarz.

          Sens słów, które wypowiedział przed momentem, dotarł do mnie dopiero po krótkiej chwili i wywołał szeroki uśmiech. To było nic. Zupełnie nic nieznacząca głupota, na którą możliwe, że nie powinnam była zwrócić żadnej uwagi, jednak sprawiła, że poczułam się o niebo lepiej niż przedtem. Oczywiście nadal miałam wrażenie, że w mojej czaszce znajduje się ul pszczół, ale ta krótka wypowiedź sprawiła mi chociaż minimum komfortu psychicznego.

          - Czuję się jak gówno..- burknęłam po kolejnych kilku minutach ciszy.

          Zayn jedynie zaśmiał się dźwięcznie, po czym przeczesując ręką swoje ciemne włosy, pokręcił głową z rozbawieniem.

          - Wlałaś w siebie tyle alkoholu, że dziwię się, że nadal żyjesz. Dawka śmiertelna pękła gdzieś w połowie nocy.

          Próbowałam się zaśmiać na te słowa, jednak zamiast tego z moich ust wydobył się jakiś bliżej nieokreślony skrzek, którego wolałabym nigdy więcej nie usłyszeć. Dopiero wtedy dokładniej przyjrzałam się Zaynowi. Po nim również było widać znikome ślady wczorajszej imprezy i zmęczenia. Oczy miał lekko podkrążone i zaszklone, a włosy pozostawały w totalnym nieładzie. Mimo to wyglądał przystojnie. Był jedną z tych osób, które nieważne kiedy i nieważne w jakiej sytuacji, po prostu wyglądają dobrze, podczas kiedy ty czujesz się jak kupka nieświeżych skarpet futbolistów tuż po wycieńczającym treningu.

          Z pewnością byłoby mi dane rozwodzić się na ten temat dłużej, gdyby nie to, że ciepły głos Zayna owinął moją twarz, sprowadzając mnie tym samym na ziemię.

          - Weź prysznic, to dobrze ci zrobi. Ja pójdę wyrzucić tą bandę kretynów i skombinuję jakieś śniadanie- mówiąc to chłopak stanął na równe nogi i odwrócił się, aby opuścić pomieszczenie.

         Wahałam się przez moment, nie do końca wiedząc co zrobić i czy zrobić cokolwiek, jednak to niebywałe zachowanie chłopaka nie dawało mi spokoju. Tego ranka Mulat pokazał mi się z zupełnie przeciwnej strony od tej, którą reprezentował na co dzień. To było jak wtedy, kiedy widziałam go w Zoo z Mattym. Zachowywał się wtedy, jak ktoś inny. Jak gdyby ten Zayn, który raz po raz serwuje mi coraz to bardziej uszczypliwe uwagi, był jedynie jakimś podstawionym dublerem, który ma za zadanie irytować mnie na każdym kroku. Zayn, który zrobił mi herbatę, siedział ze mną na zimnych łazienkowych płytkach, rozmawiając o głupotach, który próbował polepszyć mi humor w ten fatalny sobotni poranek, na pewno nie był tą sama osobą, a ja naprawdę chciałam w to wierzyć.

          - Zayn?- wykrztusiłam w końcu, a on spojrzał jedynie w moją stronę, unosząc brwi ku górze i jakby zachęcając mnie do kontynuowania.

          - Dziękuję.

          Słowa te zawisły w przestrzeni, a ja miałam wrażenie, że Ziemia na ten jeden krótki ułamek sekundy zatrzymała swój bieg, aby razem z nami niemo celebrować tą dziwną zmianę w tonie mojego głosu, która nie widzieć czemu zwiastowała coś naprawdę wielkiego. Może i było to nic, ale ja poczułam się, jakbyśmy właśnie zrobili olbrzymi krok w przód. Tu, w tej łazience, z posklejanymi od wymiocin włosami i zrujnowanym makijażem poczułam się w towarzystwie Zayna tak dobrze, jak nigdy wcześniej.

          Jeszcze kilka sekund trwaliśmy w tej przyjemnej ciszy, aż w końcu chłopak uśmiechnął się nieznacznie i skinąwszy lekko głową, wyszedł, zostawiając mnie samą z milionem myśli, wątpliwości i oczywiście gigantycznym kacem.






















Czy ktoś to jeszcze czyta?
zwiastun numer jeden
zwiastun numer dwa
Zerknijcie misiaczki.

wtorek, 22 lipca 2014

Rozdział IX

          Reszta wieczoru minęła zdecydowanie dużo spokojniej, niż jego początek. Harry nie odezwał się do mnie nawet słowem, a co więcej nie zaszczycił mnie nawet jednym krótkim spojrzeniem, co uznałam za przejaw jego głębokiej ignorancji i niedojrzałości. To nie tak, że oczekiwałam od niego przeprosin na kolanach i Bóg wie jeszcze czego. Wystarczyłoby zwykłe skinięcie głową, które pokazałoby mi, że chłopak niespecjalnie dumny jest ze swojego wcześniejszego zachowania. Niestety nic takiego się nie wydarzyło, a nieprzyjemne ukłucie w okolicach serca pojawiło się wraz z chwilą, gdy uświadomiłam sobie, że od dziś mam wroga już nie tylko w Zaynie, ale również w tym, na pozór uroczo wyglądającym, chłopcu. Uczucie, które się z tym wiązało było dla mnie czymś zupełnie nowym i możliwe, że zabrzmi to nieco zuchwale, to nigdy wcześniej nie przytrafiło mi się, aby ktoś w tak jawny sposób demonstrował swoją niechęć do mojej osoby. Byłam raczej lubiana, a zawieranie nowych znajomości przychodziło mi z łatwością. Czasem bywałam opryskliwa i chwilami zdawać by się mogło, że moja empatia mieści się gdzieś mniej więcej w łyżeczce do herbaty, a mimo to ludzie w jakiś niewiarygodny sposób lgnęli do mnie i wręcz łaknęli mojej uwagi. Nieważne jak bardzo próbowałam ich od siebie odpychać i być dla nich nieprzyjemna, oni i tak krążyli gdzieś wokół mnie, zawsze gotowi w razie gdybym miała zmienić zdanie. Dopiero poznanie Malika uświadomiło mnie, że nie zawsze moje relacje z ludźmi muszą się układać tak, jakbym tego chciała. Nie byłabym z tego powodu specjalnie smutna, bo Mulat i jego znajomi naprawdę byli ostatnimi osobami, o których sympatię chciałabym zabiegać, jednak spokoju wciąż nie dawał mi fakt, że ci dwaj ocenili mnie z góry. Bez wcześniejszego poznania wrzucili mnie do jednego worka ze swoimi największymi wrogami i w żaden znany mi sposób nie dali mi szansy na zmianę ich negatywnej opinii. Może i nie powinno mnie to obchodzić, jednak chcąc nie chcąc było mi przykro z tego powodu, czego oczywiście nie miałam zamiaru dać po sobie znać.

          - Vera, Zayn- męski, stanowczy głos zabrzmiał gdzieś w końcu sali, a ja słysząc swoje imię, automatycznie uniosłam wzrok ku górze.

          Wszyscy się zbierali i już za moment każdy miał rozjechać się w stronę swoich domów, co jeśli mam być szczera, było dla mnie prawdziwym wybawieniem. Byłam wykończona i jedyne o czym wtedy marzyłam to długa, relaksująca kąpiel, która odciągnie moje myśli od tego cyrku. Zdecydowanie nie miałam ochoty czuć się jak niechciany gość, dlatego jak najszybciej pozbierałam swoje rzeczy, gotowa wręcz wybiec z tego pomieszczenia, byle tylko jak najdalej od nich wszystkich.

          - Pojedziecie jednym samochodem z Zackiem- zakomunikował krępawy mężczyzna, który jak się domyśliłam, był jednym z pracowników Modest!.

          Skrzywiłam się nieznacznie na jego słowa, jednak powstrzymałam się od jakiegokolwiek komentarza. Miałam dość uszczypliwości, jak na jeden dzień, dlatego uznałam, że prowokowanie Zayna, czy Zacka w tej sytuacji nie jest zbyt dobrym pomysłem. Bez słowa podniosłam się z swojego miejsca i ruszyłam ku wyjściu z hali. Gdzieś w połowie drogi poczułam, jakbym zapomniała o czymś cholernie istotnym. Zmarszczyłam brwi, spoglądając na swoją skórzaną torbę, którą zwykle zawieszoną miałam na prawej ręce. Była tam, więc to nie mogło być to. Telefon również wyraźnie czułam w lewej kieszeni swoich obcisłych jeansów, co oznaczało, że dwie rzeczy, które potencjalnie mogłam zgubić, czy gdzieś zostawić, mam, a zagadka mojego nagłego niepokoju nadal pozostała niewyjaśniona. Sama nie wiedząc co robię, zatrzymałam się wpółkroku i przygryzając dolną wargę, rozejrzałam się po pomieszczeniu. Mój wzrok niemal od razu odnalazł wysokiego chłopaka, stojącego gdzieś w kącie sali. Jego brązowe tęczówki wyraźnie spoczywały na mojej twarzy, a kiedy brunet zdał sobie sprawę z tego, że i ja na niego patrzę, uśmiechnął się nieśmiało w moją stronę. Bez namysłu odwzajemniłam jego gest, po czym szybkim krokiem ruszyłam ku niemu.

          - Liam. Ja.. Wiesz.. Miło było cię poznać- język trochę mi się plątał, co bardzo szybko spowodowało, że na moich policzkach pojawiły się szkarłatne rumieńce.

          To nie tak, że Payne onieśmielał mnie swoją osobą. Zdecydowanie bardziej onieśmielała mnie jego dobroć i to, że mimo wszystkich przeciwności zachował się względem mnie bardzo w porządku. Dał mi szansę, a ja nie miałam zamiaru jej zmarnować. On jako jedyny próbował mnie chociaż odrobinę poznać, zanim dokona fatalnego osądu na mój temat. Doceniałam to i byłam mu naprawdę wdzięczna, jednak żadne słowa nie wydawały mi się wystarczająco dobre, aby określić to, co rzeczywiście czuję. Miałam jednak nadzieję, że te mądre, czekoladowe oczy dostrzegą to co we mnie siedzi i że nie będę musiała nic mówić, aby wiedział, że tak jak ja na niego, tak i on może na mnie liczyć.

          - Trzymaj, zapisałem tu swój numer, gdyby coś się działo.. Nie krępuj się- uśmiechnął się ciepło, a ja wsunęłam ręce gdzieś pod jego ramiona i zagarnęłam go do krótkiego uścisku. Chłopak był zaskoczony takim obrotem sprawy niemal tak samo jak ja swoją nagłą otwartością, ale mimo to również owinął ręce wokół mnie, pokrzepiająco pocierając dłońmi moje ramiona.

          - Dziękuję i do zobaczenia- posłałam mu ostatni przyjazny uśmiech, po czym dołączyłam do Zayna, który przyglądał się całej tej scenie z niesmakiem.

          Przez całą drogę do samochodu Malik się nie odzywał, co niespecjalnie mi przeszkadzało, więc również postawiłam na ciszę. Nie zwróciłam nawet większej uwagi na to, kiedy chłopak złapał mnie za rękę i machinalnie splótł ze sobą nasze palce. Powoli uczyłam się podchodzić do tego wszystkiego, jak do zwykłej pracy. Nie jeżyłam się już za każdym razem, kiedy chłopak mnie dotykał, czy całował. Wiedziałam, że to część przedstawienia i póki robił to w odpowiednich momentach, kiedy to nie byliśmy sami, było mi wszystko jedno. Wyszliśmy z budynku, gdzie powitały nas błyski fleszy. "Vera jutro będziesz na okładce, uśmiechnij się!" powiedziałam do siebie w myślach, imitując przy tym skrzekliwy głos Grega, po czym wpuściłam na swoje usta najszerszy, a zarazem najbardziej promienny uśmiech, na jaki było mnie stać w tamtej chwili. Byłam już tak zatopiona w tej grze, że postanowiłam iść o krok dalej i dać w końcu coś z siebie i spróbować sprawić, że mój ojciec będzie ze mnie zadowolony. Niewiele myśląc mocniej ścisnęłam dłoń swojego towarzysza, po czym owijając drugą rękę wokół niego, ciaśniej przylgnęłam do jego ciała. To było dla niego niczym zaproszenie, na którego przyjęcie nie musiałam czekać zbyt długo. Chłopak z udawaną troską zerknął przelotnie na moją twarz, po czym składając krótki pocałunek gdzieś w moich włosach, poprowadził mnie w stronę czarnego Mercedesa mojego ojca. Z boku cała ta scena musiała wyglądać naprawdę uroczo, natomiast mnie chciało się wymiotować na samą myśl o tym. Mimo wszystko odczuwałam pewnego rodzaju satysfakcję. Tym razem udało mi się odstawić wszystkie swoje emocje i uczucia gdzieś na bok. W końcu przestałam być słaba i krucha, jaka byłam przez ostatnich kilka tygodni. Wtedy miałam wrażenie, że głupie docinki i dziwaczne zachowanie Zayna od tego momentu nie mają na mnie kompletnie żadnego wpływu. Znów stałam się panią własnego losu i postanowiłam wykorzystać ten nagły napływ siły w stu procentach. Przecież robiłam to wszystko po to, aby spełnić swoje marzenia i to właśnie na tym miałam zamiar się skupić. Z tą pozytywną, jak na mnie, myślą wsiadłam na tylne siedzenie pojazdu, wlepiając swój wzrok w ekran telefonu. Zaraz potem Mulat pojawił się tuż obok mnie, natomiast Zachary zasiadł za kierownicą i bezceremonialnie odpalił silnik. Pierwsze kilka minut drogi odbyliśmy w kompletnej ciszy, co uznałam za dobry omen. Nikt nikogo nie atakował, nie warczeliśmy też na siebie, dlatego pojawiła się we mnie malutka iskierka nadziei na to, że uda mi się dotrzeć do domu, bez wcześniejszego rozpętania trzeciej wojny światowej.

          Przez cały miniony dzień nie miałam zbyt wiele czasu dla siebie i swoich spraw, a co za tym szło, nie skontaktowałam się z Marcusem ani razu. Sprawy pomiędzy nami miały się ostatnio nie najgorzej, dlatego uznałam, że napisanie do niego krótkiego smsa będzie czymś właściwym. Zabierałam się właśnie za wysyłanie wiadomości, kiedy kątem oka dostrzegłam, że Zachary z prawdziwym zainteresowaniem przygląda się moim poczynaniom. Staliśmy akurat na światłach, więc miał co do tego spore możliwości. Spojrzałam na niego pytająco, ale on po prostu odwrócił wzrok, wbijając go gdzieś na drogę przed sobą.

          - No co?- spytałam w końcu nieco bardziej ostro, niż bym tego chciała.

          - Nic.. Po prostu dziwi mnie, że wciąż myślisz o Marcusie w ten sposób, w końcu nie będziecie się widzieć przez sześć miesięcy, to kupa czasu- odparł tak swobodnym tonem, jak gdybyśmy właśnie rozmawiali o pogodzie.

          Pomijając fakt, że nie miałam zielonego pojęcia, co właśnie próbuje mi insynuować mój ojciec i tak poczułam się niespokojna. Cokolwiek to było, wiedziałam, że nie jest to nic dobrego, w przeciwnym razie Zack na pewno by mi o tym nie wspomniał.

          - O czym ty mówisz do jasnej cholery? Jakie sześć miesięcy?- wyrwało mi się, zanim zdążyłam ugryźć się w język.

          Najwyraźniej sprawiłam mu tym wyjątkową przyjemność, ponieważ uśmiechnął się w ten specyficzny dla siebie, cyniczny sposób, po czym jakby od niechcenia rzucił:

          - Zaproponowałem mu staż w Nowym Jorku, a on się zgodził, nie mówił ci nic?

          W jednej chwili poczułam, jak cała krew napływa mi do twarzy i dałabym sobie rękę uciąć za to, że wyglądała ona wtedy niczym dojrzały pomidor. Byłam wściekła na Zacka za ten lekceważący ton głosu, którym się posługiwał i którym przy okazji kompletnie wyprowadzał mnie z równowagi. Po raz kolejny pokazał, że moje nieszczęście go bawi i choć teoretycznie powinnam się już do tego przyzwyczaić, to wciąż tak samo doprowadzało mnie to do szału. Poza tym tutaj nie chodziło o jakąś błahostkę, ale o chłopaka, na którym szczerze mi zależało, a który swoją drogą znowu mnie rozczarował. Nie zastanawiałam się zbyt długo, niemal od razu wybrałam numer Butlera i przyłożyłam telefon do ucha. Ta sprawa nie mogła czekać, a ja potrzebowałam natychmiastowych wyjaśnień, na które najwyraźniej musiałam jeszcze trochę poczekać, ponieważ szatyn najzwyczajniej w świecie nie odbierał. Próbowałam dodzwonić się do niego jeszcze kilka razy, ale żadna próba nie przyniosła mi oczekiwanego sukcesu. Z bezsilności miałam ochotę się rozpłakać, a cichy rechot mojego ojca sprawiał, że coraz poważniej zaczęłam rozważać rzucenie się na niego i gdyby nie to, że aktualnie prowadził i mógł nas wszystkich zabić, z pewnością zrobiłabym to.

          - Spokojnie Vera, na pewno chciał ci o tym powiedzieć, tylko zapomniał, przecież to nic takiego..- dodał rozbawiony Zayn.

          - Och, zamknij się- mruknęłam rozeźlona.

***

          Od powrotu do domu próbowałam się skontaktować z Marcuem, jednak wyglądało na to, że zapadł się pod ziemię. Nie odbierał moich telefonów, nie odpisywał na smsy ani na żadne inne wiadomości. Zupełnie jakby mnie unikał. Wierzyłam jednak, że jest to spowodowane nadmiarem pracy w kancelarii. Po południu miałam zamiar zrobić mu niespodziewaną wizytę w pracy, żeby go wyciągnąć na lunch, ale jakaś telepatyczna siła przyciągnęła go do mnie i w porze lunchu stanął w moim progu. W ręce trzymał tort i dwa kubki kawy, uśmiechając się przy tym od ucha do ucha. Nie było mi do śmiechu i miałam ochotę zwyzywać go od najgorszych, mimo to powstrzymałam swoje nerwy i postanowiłam dać mu szansę na wytłumaczenie się.

          - Przepraszam - powiedział nagle, robiąc skruszoną minę - Dowiedziałem się o tym dwa dni temu i nie wiedziałem, jak mam ci o tym powiedzieć. Dopiero teraz jest między nami dobrze, a ja robiłem duże kroki, aby to znowu zepsuć. Nie chcę cię stracić, Vera.

          Stałam i tępo patrzyłam w tort, który chłopak miał w ręce. Słowa Butlera odbijały mi się w głowie, przetwarzałam je i chciałam jakoś odpowiedzieć, jednak żadne słowa nie wydawały mi się odpowiednie. Z jednej strony wiedziałam, co czuje i w stu procentach rozumiałam jego obawy, ale z drugiej myślałam, że jesteśmy już na takim etapie, na którym mówimy sobie wszystko, nieważne jak bardzo miałoby to zaboleć drugą osobę. Szczerość miała być podstawą naszego związku. Nie miałam prawa wściekać się na chłopaka, bo sama zrobiłam dokładnie to samo gdy podpisałam kontrakt z Modestem. Wierzyłam, że ta sytuacja nas czegoś nauczyła i oczekiwałam, że Marcus zachowa się lepiej niż ja wtedy. Szczególnie, że dobrze wie, jakie to uczucie, gdy ktoś kogo kochasz ukrywa przed tobą tak ważne sprawy.

          - Mam nadzieję, że ten tort jest czekoladowy - powiedziałam, uśmiechając się lekko.

          Nie byłam w stanie zrobić tego lepiej, bo nie chciałam udawać, że wszystko jest w jak najlepszym porządku. Bo nie było. Mimo to zaprosiłam go do środka i po chwili siedzieliśmy przy blacie w kuchni, jedząc tort i popijając najlepszą kawę pod słońcem. Powoli się rozluźnialiśmy i nasza rozmowa nabrała sensu. Marcus miał rację: to tylko sześć miesięcy. Damy radę. Przetrwaliśmy pakt z diabłem, więc jakiś głupi staż nie powinien być dla nas problemem. Zac jak zwykle nie powiedział mi wszystkiego, powodując nieporozumienie pomiędzy mną i moim chłopakiem. Powinnam się już nauczyć, jednak za każdym razem dawałam się złapać w tą pułapkę. Czas mijał i w końcu Marcus musiał wracać do kancelarii. Jednak zanim to się wydarzyło, mój telefon dał o sobie znać, gdyż mój kochany ojciec po raz kolejny potrzebował czegoś ode mnie. Jak dobrze wychowany piesek poszłam do gabinetu Zaca, aby znaleźć dokumenty, o które prosił. Zajęło mi to parę minut, jako że sterta teczek i papierów była tam ogromna. Przerzucałam kartki, nieźle się przy tym irytując, aż w końcu odnalazłam to, czego szukałam. Szybkim ruchem pociągnęłam za zieloną teczkę, a razem z nią wypadły inne dokumenty. Westchnęłam głęboko i wzięłam się za zbieranie kartek, gdy przed oczami mignęło mi nazwisko Marcusa. Przez chwilę zastanawiałam się, czy zobaczyć owe papiery. Zdawało mi się, że jest to przekroczenie pewnej granicy. Nie powinnam się tym interesować, gdyż były to sprawy pomiędzy Butlerem, Zackiem i kancelarią. Jednak ciekawość wzięła górę. Przeleciałam kartkę wzrokiem, wyłapując najważniejsze informacje. Staż w Nowym Jorku, sześć miesięcy, wszystko opłacone, podpisane dwa miesiące temu. W jednej chwili poczułam zbierającą się we mnie złość. Rzuciłam wszystkie papiery, które dotychczas trzymałam w ręce i z tą jedną konkretną kartką zbiegłam po schodach na dół, aby moment później cisnąć ją na blat, przy którym nadal siedział szatyn.

          - Dwa dni? Naprawdę Marcus? Co ty sobie w ogóle wyobrażałeś? Że się nie dowiem?!- zawyłam wściekle, zakładając ręce na piersi.

          Chłopak z początku wyglądał tak, jakby rzeczywiście nie miał zielonego pojęcia o co mi chodzi, jednak po kilku sekundach wodzenia wzrokiem po kartce najwyraźniej wszystko do niego dotarło, bo momentalnie pobladł na twarzy. Z zniecierpliwieniem obserwowałam, jak jego jabłko Adama unosi się ku górze i ciężko opada, kiedy on głośno przełyka ślinę, z pewnością obmyślając kolejną, durną wymówkę. Trwało to na tyle długo, że miałam wrażenie, iż Butler dał za wygraną i skończył już z wymyślaniem niestworzonych historyjek, które miały za cel załagodzić narastające między nami napięcie. Niespodziewanie twarz chłopaka przybrała zupełnie nowego wyrazu i w tamtym momencie zdawało mi się, że stanęła przede mną kompletnie inna osoba. Teraz to on wyglądał na wyprowadzonego z równowagi, a jego zaciśnięta szczęka tylko i wyłącznie utwierdziła mnie w przekonaniu, że z nieznanego mi powodu jest cholernie zdenerwowany.

          - Nie udawaj, że tak cię to boli, tak naprawdę pewnie cieszysz się, że w końcu nie będę stał na drodze do twojego szczęścia z Malikiem- splunął, a gdyby z jego oczu mogły ciskać błyskawice, byłabym już martwa.

          Stałam i patrzyłam na niego, próbując zrozumieć o co mu chodzi. Skąd nagle wyczarował takie oskarżenia? Przecież dobrze wiedział, jaki mam stosunek do Zayna i całej tej sytuacji. Dlaczego do cholery znowu zaczął mnie atakować? Myślałam, ze ten temat mamy już za sobą.

          - Nie patrz tak na mnie. Widziałem twoje zdjęcia w telefonie z tym pajacem. Mogłaś przynajmniej je zablokować.

          Jego głos był tak okrutnie szorstki i przepełniony jadem, że nie wiedziałam, jak mam zareagować. Dopiero po chwili dotarło do mnie to co powiedział. Po części miał rację- w moim telefonie rzeczywiście było kilka zdjęć, na których byłam razem z Malikiem, ale to tylko i wyłącznie ze względu na to, że zarząd kazał mi dodawać coś związanego z nami na różne portale społecznościowe. Tak dla wiarygodności, jak nazywał to Greg. Niestety Marcus po raz kolejny nie wziął takiej możliwości pod uwagę. Z pewnością wyjaśniłabym mu całe to nieporozumienie, gdyby nie to, że uderzył mnie fakt, że przeszukiwał mój telefon. Tak nie wygląda zaufanie, a on mówił o tym, jak gdyby była to najnormalniejsza rzecz na świecie, tymczasem ja nie mogłam zrozumieć, jak mógł być na tyle bezczelny, aby bez mojej zgody i wiedzy dotykać coś tak osobistego jak komórkę.

          - Grzebałeś w moim telefonie?! Masz paranoję!

          - Nie taka znowu paranoję skoro znalazłem te zdjęcia. Od początku wiedziałem, że lecisz na tego brudasa, ale myślałem, że została ci chociaż odrobina godności. Puszczasz się z nim na lewo i prawo, a kto wie, może z tymi jego koleżkami też. Jestem ciekaw, czy twoja matka byłaby dumna z córki dziwki- wycedził przez zaciśnięte zęby, a ja po prostu zamarłam.

          Nie mogłam uwierzyć w to co wygadywał ten człowiek. To było jakby ktoś zdzielił mnie z ciężkiego obuwia prosto w twarz. Usłyszeć coś takiego od kogokolwiek nie byłoby zbyt miłym doświadczeniem, natomiast takie słowa wypływające z ust własnego chłopaka- to dopiero był cios.

          - Jak możesz być aż takim idiotą Marcus?! Nie chcę cię więcej widzieć! Wynoś się stąd i nigdy więcej nie pokazuj mi się na oczy! Masz rację, cieszę się z twojego wyjazdu, mam nadzieję, że już nigdy stamtąd nie wrócisz- syknęłam oburzona, po czym wybuchnęłam go z kuchni.

          Czułam zbierające się w moich oczach łzy, ale w tej sytuacji Butler był ostatnią osobą, przed którą chciałam pokazać swoją słabość, dlatego w całym tym letargu zaczęłam szarpać jego koszulę i wyrzucać go z domu. Było przy tym dużo krzyku i obelg, a cała nasza wymiana zdań stała się jedną wielką szarpaniną. W tamtym momencie nie dbałam o nic. Miałam gdzieś to, że za chwilę ktoś może się pojawić pod domem i wszystko zobaczyć. Chciałam jak najszybciej pozbyć się Marcusa i zapomnieć o tym, że ktoś taki jak on kiedykolwiek był w moim życiu.

          W jednej chwili szatyn przytrzymał mnie za oba nadgarstki i przycisnął mnie do ściany i mimo, ze nadal próbowałam się wyrywać, to na niewiele mi się to zdało. Miotałam się pod jego ciałem, wyrzucając z siebie coraz to nowsze bluzgi.

          - Puść mnie i wyjdź!- wrzeszczałam, jednak chłopak jak zwykle za nic miał moje słowa i jedynie jeszcze mocniej docisnął swoje ciało do mojego, na dobre przygważdżając mnie do ściany.

          - To jeszcze nie koniec Vera, nie pozwolę na to, żebyś przyprawiała mi rogi z kimś takim jak Malik. Pożałujesz tego- mruknął mi prosto do ucha, po czym poluźnił uścisk na moich nadgarstkach tak, że w końcu byłam w stanie go od siebie odepchnąć.

          Chłopak odsunął się ode mnie, po czym rzucając mi ostatnie, zawistne spojrzenie opuścił mój dom. Ja natomiast stałam niczym słup soli, z niedowierzaniem wpatrując się w drzwi, które dosłownie kilka sekund wcześniej zamknęły się z głośnym hukiem. Nie wiedziałam co mam myśleć i co zrobić. Byłam w tak ciężkim szoku, że jakakolwiek najprostsza czynność była wtedy dla mnie naprawdę niewiarygodnym wyzwaniem. Trudno było mi uwierzyć, że to wszystko rzeczywiście się wydarzyło. Ta scena była taka abstrakcyjna i niedorzeczna, że całkiem podświadomie zaczęłam ją wypierać ze swojej głowy. Czułam się, jak w jakimś paskudnym koszmarze, z którego mimo szczerych chęci, nie potrafiłam się wybudzić.

          Bóg jeden wie ile jeszcze bym tak stała, gdyby nie głośny dzwonek mojego telefonu, który uporczywie drażnił moje uszy. Otrząsnęłam się z tego dziwnego amoku i lekko drżącą ręką chwyciłam urządzenie. Byłam tak zaaferowana tym co się stało, że nawet nie zerknęłam na ekran, po prostu odebrałam, wyczekując czyjegoś głosu po drugiej stronie słuchawki.

          - Mój kumpel Mike ma dzisiaj urodziny, wybieramy się z kilkoma znajomymi do klubu, będę po ciebie około dziewiątej- chłodny ton głosu Zayna dotarł do mnie po kilku sekundach i choć w innej sytuacji na pewno byłabym z tego niezadowolona, to teraz właściwie było mi wszystko jedno.

          Nie miałam siły na słowne przepychanki z Malikiem, dlatego kiwnęłam jedynie głową na znak, że się zgadzam. Sprawa z Marcusem tak bardzo mnie pochłonęła, że przez to nawet nie zdawałam sobie sprawy z tego, że Zayn nie może zobaczyć przez telefon mojej reakcji i najzwyczajniej w świecie wypadałoby coś odpowiedzieć. Ja jednak milczałam, tępo wlepiając spojrzenie na ulicę za oknem.

          - Vera? Jesteś tam?

          - Tak, tak.. Ja.. Bądź o dziewiątej, na razie.

          Nie czekając na reakcję chłopaka, po prostu się rozłączyłam i niczym zahipnotyzowana ruszyłam w stronę swojego pokoju, gdzie bez zastanowienia ułożyłam się na łóżku i zwijając się w kłębek, przymknęłam powieki. Nie chciałam płakać, naprawdę nie chciałam tego robić i wszystko było dobrze do momentu, kiedy w jednej sekundzie słowa Marcusa wróciły do mnie niczym bumerang. Próbowałam wyprzeć to obrzydliwe wspomnienie ze swojej pamięci, a ono jak na złość wciąż do mnie wracało i to ze zdwojoną siłą. Jedna łza spłynęła po moim policzku, tworząc na nim delikatną stróżkę wody, a zaraz za nią pojawiła się cała fala kolejnych. Z następną sekundą coraz bardziej zatapiałam się w swojej rozpaczy, aż w końcu zaczęłam szczerze wątpić w to, że ten lament jest związany tylko i wyłącznie z dzisiejszą kłótnią. To tak jakby puściły we mnie jakieś zawory, które do tej pory były bardzo silnie zakręcone. Wszystkie przykrości, które przydarzyły mi się w ostatnim czasie gromadziłam gdzieś w sobie, aż w końcu czara goryczy się przelała z chwilą, kiedy Marcus wspomniał o mojej matce. To był cios poniżej pasa, uderzenie z całej siły prosto w najbardziej wyczulone miejsce. Na coś takiego nie zasługuje nawet największy wróg, tak mi się przynajmniej wydawało. Natomiast Butler najwyraźniej miał inne zdanie na ten temat, skoro bez skrupułów zaatakował mnie w taki sposób.

          Histeria, w którą wpadłam, trwała jeszcze przez dość długi czas, aż w końcu całkowicie wykończona zasnęłam. Po kilku godzinach obudził mnie jednak donośny, dziecięcy śmiech dochodzący z dołu. Od razu zrozumiałam, że to Matty i jego nowa opiekunka wrócili do domu. Nie chciałam pokazywać się bratu w takim stanie, dlatego czym prędzej poderwałam się z łóżka i pobiegłam w stronę łazienki. Przemyłam twarz, po czym uniosłam głowę i spojrzałam na swoje odbicie. Wyglądałam fatalnie. Włosy były potargane i wywijały się we wszystkie strony świata, od ciągłego szarpania za nie w akcie desperacji, natomiast niemal cała moja twarz spuchła i zaczerwieniła się od długiego płaczu. Bogu dzięki tego dnia nie zdążyłam się jeszcze pomalować, bo gdyby się tak stało, z pewnością wyglądałabym dużo gorzej, o ile to w ogóle możliwe. Nie miałam czasu, a tym bardziej ochoty na dalsze użalanie się nad sobą, dlatego wytarłam twarz i poprawiłam fryzurę, po czym z udawanym uśmiechem wyszłam z łazienki. Dziarskim krokiem przebyłam drogę do holu, w którym tak jak się spodziewałam, zastałam Matty'ego wraz z Macy. Chłopiec gdy tylko mnie dostrzegł, podbiegł i rzucił mi się w ramiona. Lubiłam takie powitania, właściwie nigdy nie zdarzyło się, aby Matty przywitał mnie w inny sposób. Zawsze cieszył się tak samo mocno i za każdym razem z takim samym przejęciem opowiadał mi o tym, co wydarzyło się danego dnia. Był jak niewielki promyk słońca, który mimo swoich niedużych gabarytów potrafił rozświetlić każdy mój dzień. Tak było i tym razem. Widok jego uśmiechniętej buzi był niczym miód na moje serce i wiedziałam, że jedyne czego potrzebuję w tej chwili, to jego obecność. Jako że do imprezy z Zaynem i jego znajomymi miałam jeszcze trochę czasu, uznałam, że to dobry moment na to, aby zaopiekować się bratem. To było jak transakcja wiązana: on będzie cieszyć się z mojego zainteresowania, a ja odciągnę swoje myśli od Marcusa i jego niedorzecznego zachowania, a ostatecznie wszyscy będą zadowoleni.

***

          Mimo ogromnych starań niestety mój humor nie uległ zbyt wielkiej zmianie. Wciąż byłam rozżalona i smutna, a w okolicach serca nieustannie odczuwałam nieprzyjemny uścisk, który natarczywie przypominał mi o tym, o czym tak usilnie starałam się zapomnieć. Zabawa z Matty'm jedynie na kilka chwil poprawiła mi nastrój. Śmiech chłopca odrobinę ukoił moje nerwy, natomiast ów lekarstwo nie działało zbyt długo, ponieważ niedługo po tym musiałam zacząć się szykować na wieczorne wyjście do klubu. Zayn, tak jak obiecał, pojawił się w moim progu tuż po upływie godziny dwudziestej pierwszej. Wyglądał nieźle, co rozdrażniło mnie jeszcze bardziej. Zdecydowanie dużo łatwiej byłoby mi nie zaprzątać sobie nim głowy, gdyby tylko wyglądał chociaż odrobinę gorzej. Tymczasem jego idealna fryzura, kilkudniowy zarost i ciemne, o przeszywającym spojrzeniu oczy sprawiały, że ciężko było mi oderwać od niego wzrok. Przez moment po prostu stałam, wlepiając oczy w jego przystojną twarz i nie zważając zupełnie na nic innego. Brunet milczał, co zdarzało mu się ostatnio coraz częściej. W przypadku innej relacji z pewnością wzięłabym to za coś, co niezbyt dobrze wróży znajomości, ale z Mulatem było inaczej. Z początku nigdy nie był w stanie powstrzymać się od głupich żartów i docinków, a teraz po prostu milczał, co naprawdę uznawałam za coś dobrego. Bez słowa zabrałam skórzaną kurtkę i wyminęłam chłopaka, kierując się w stronę jego samochodu. Naprawdę nie miałam dzisiaj ochoty na użeranie się z nim, dlatego postanowiłam, że po prostu będę go ignorowała. Biorąc pod uwagę to, jak potraktował mnie dzisiaj Marcus, jakiekolwiek zachowanie Zayna nie wytrąci mnie z równowagi. W milczeniu pokonaliśmy drogę do klubu, co było jakimś naszym sukcesem. Wydawało mi się, że Malik wyczuł, że coś jest ze mną nie tak i postanowił sobie odpuścić, jednak gdy tylko samochód zatrzymał się na parkingu, a brunet otworzył moje drzwi, całe to wyobrażenie runęło.

          - Spróbuj nie przynieść mi wstydu.

          Wzruszyłam tylko ramionami, bo uwaga chłopaka wpadła jednym uchem i wypadła drugim. Splotłam swoją dłoń z jego i zmusiłam się do najlepszego uśmiechu, jaki teraz mógł zagościć na mych ustach. Wszystkie kąśliwe uwagi spływały po mnie, zupełnie jakby nic się dla mnie nie liczyło.

          Jak na złość, gdy tylko weszliśmy do klubu, Butler zaszczycił mnie kolejną wiadomością tekstową. Przygryzłam mocno wargę i mocniej ścisnęłam dłoń Zayna, który prowadził nas przez tłum, próbując odnaleźć znajomych. Pociągnęłam go za rękę, ignorując to, co do mnie mówi i przejęłam kontrolę. Nogi same kierowały mnie w stronę baru. Miałam ochotę pokazać Marcusowi, jak świetnie bawię się bez jego żałosnej i kłamliwej osoby. Zamówiłam kolejkę shotów dla siebie i mojego udawanego chłopaka, po czym szeroko uśmiechnęłam się na widok jego zdezorientowanej miny.

          - Za dzisiejszy wyśmienity wieczór, ostro zakrapiany alkoholem!- powiedziałam, unosząc shota do góry - Nasze zdrowie.

          Połknęłam zawartość kieliszka i napój przyjemnie rozlał się po moim gardle, piekąc mnie lekko. Czułam, że przy Zaynie mogę poszaleć, bo nie będzie moją kulą u nogi. I chwała mu za to.
















Dobra.. Nie będę pieprzyć o tym, że bardzo mi przykro z powodu tego, że tak długo nic nie dodawałam, bo każdy już o tym wie. Niestety nic na to nie poradzę.. Przeżywam ostatnio swój najlepszy, a zarazem najgorszy okres w życiu i ciężko pogodzić z tym inne rzeczy. Sporo podróżuję, spędzam czas ze znajomymi, ogólnie trwonię kasę. Teraz już się trochę uspokoiło, więc wracam do Was z nowym rozdziałem. Wiem, że obiecywałam Wam mega rozpierduchę w tym odcinku, ale niestety musiałam go nieco inaczej podzielić, niż to planowałam. Impreza ze znajomymi Zayna miała być również w tym rozdziale, ale uznałam, że jest zbyt ważna, aby tak bezczelnie ją ukrócić. Jeśli chciałabym ją tutaj napisać w taki sposób, jak planuję, rozdział wyszedłby po prostu kolosalnych rozmiarów i źle by się go czytało, dlatego uznałam, że przeniosę to do rozdziału dziesiątego. :) Mam teraz dużo więcej czasu niż zawsze, więc planuję właśnie swój wielki powrót do blogowania. Zaczęłam od dodania rozdziału, ale już za chwilę biorę się za nadrabianie ulubionych blogów i tak jak obiecałam- za jakieś nowe opowiadania. :) Mam nadzieję, że wakacje spędzacie równie ciekawie jak ja (nie, zupełnie się nie przechwalam XD), a jeśli nie, to oczywiście Wam tego serdecznie życzę! Następny rozdział za około półtorej tygodnia, do napisania! <3

ask
twitter
stabiliser