wtorek, 30 grudnia 2014

Rozdział XI

          Miałam całkowicie wolny dzień. Zero treningów, głupich spotkań z pracownikami Modest!, a nawet żadnego spotkania z Zaynem. Krótko mówiąc- ten dzień należał w całości tylko i wyłącznie do mnie. Z początku sama nie do końca byłam pewna w jaki sposób mam zamiar go spędzić. Kusiło mnie, aby złapać swoją torbę treningową i pojechać do studia, i najzwyczajniej w świecie poświęcić wolny czas na samodzielne ćwiczenie, jednak uznałam, że i od tańca przyda mi się chociażby chwilowa przerwa. Ciągłe treningi i godziny spędzone na doskonaleniu układu powoli dawały mi się we znaki i wyglądało na to, że nie tylko mnie, ponieważ to Charles, mój partner, odwołał dzisiejszy trening, tłumacząc, że kompletnie nie ma dziś siły i potrzebuje się porządnie wyspać. Nie miałam mu tego za złe. Właściwie między innymi właśnie za to tak bardzo go lubiłam. Nie obwijał w bawełnę i nie starał się wymyślić jakiś niestworzonych historii, aby się usprawiedliwić, wolał powiedzieć prawdę i być w stosunku do mnie fair. Wyjątkowo to sobie w nim ceniłam i w takich momentach jak ten, naprawdę doceniałam, że to właśnie on jest moim tanecznym partnerem. Dogadywaliśmy się niespotykanie dobrze, oboje stawialiśmy na szczerość, która okazała się być prawdziwym kluczem do sukcesu, czego zazdrościły nam wszystkie inne pary z naszej grupy.

          Ostatecznie postanowiłam spędzić ten wolny czas na zabawie z Mattym. Ostatnio rzadko kiedy bywałam w domu i nie poświęcałam mu tyle uwagi co zwykle, dlatego jak najbardziej należało mu się to zadośćuczynienie. Rano zwlokłam go z łóżka na śniadanie, aby miał siły na dzień wypełniony figlami. Po kilku godzinach intensywnej zabawy w berka, chowanego i wszystko inne, co tak bardzo cieszyło mojego brata, oboje padliśmy na dywanie w salonie, dysząc ciężko i wciąż cicho chichocząc. Leżeliśmy tak, wpatrując się w śnieżnobiały sufit, a przyjemna cisza rozniosła się po całym domu, kiedy staraliśmy się uspokoić nasze nierówne oddechy.

          - Vera, myślisz, że mama nas widzi?

          Cichy i nieco niepewny głos Matty'ego dobiegł do moich uchu, sprawiając, że w moim gardle momentalnie pojawiła się niewidzialna gula wielkości piłki tenisowej, która skutecznie uniemożliwiała mi wypowiedzenie jakiegokolwiek słowa. Oblała mnie fala smutku i chociaż bardzo nie chciałam dać tego po sobie znać, to w jednej chwili zrobiło mi się naprawdę bardzo żal mojego brata. Nigdy nie dane było mu poznać swojej matki i choć wiedziałam, że jej temat niesamowicie go nurtował i powodował, że na usta cisnęło mu się wiele pytań, to starał się nie poruszać tego tematu. Matty miał jedynie pięć lat, był ciekawski, jak to bywa z dziećmi w jego wieku, jednak jego niewiarygodna intuicja najwyraźniej podpowiadała mu, że z jakiś powodów ani ja, ani tym bardziej ojciec, nie lubimy rozmawiać o Lilian. Był cholernie bystry i zawsze kiedy głębiej zaczynałam się nad tym zastanawiać, dochodziłam do wniosku, że tak naprawdę to wcale nie ułatwia sprawy. Malec rozumiał dużo więcej niż przeciętne dzieci w jego wieku, a co za tym szło, nie mogłam już dłużej unikać wyjaśnienia mu tego co stało się z mamą. Opowieści o aniołkach mieszkających na chmurkach powoli przestawały być wystarczające, a perspektywa tego, że już niebawem nadejdzie czas na poważną rozmowę o mamie, była tak przerażająca, że strach paraliżował mnie na sama myśl o tym.

         - Oczywiście, że tak, skarbie. Widzi i jest dumna, że wyrosłeś na takiego wspaniałego chłopca- powiedziałam spoglądając na jego twarz i zakręcając kosmyk jego jasnych włosków na palec.

         Przez dłuższą chwilę po prostu patrzyliśmy sobie w oczy w kompletnym milczeniu. Czułam jednak jak moje serce pęka kawałek po kawałeczku, kiedy spoglądam w te mądre, dziecięce oczy, które z tak wielką ufnością patrzyły w moją stronę. Matty wyglądał na coraz bardziej przygnębionego, a widok jego zmartwionej twarzyczki był ostatnim jaki chciałabym oglądać, dlatego niewiele myśląc podciągnęłam się na łokciach i bez żadnego wcześniejszego ostrzeżenia przycisnęłam palce do boków chłopca, aby kilka sekund później zaatakować go łaskotkami. Blondyn zawył głośno, a zaraz potem z jego ust wyrwała się fala głośnego, pogodnego śmiechu, który działał na mnie niezwykle kojąco. Nie mogłam sobie inaczej wymarzyć odpoczynku od stresów i ciągłych treningów. Zabawa z Mattym i radość na jego twarzy najlepiej mnie rozluźniła. Gdy na zegarze wybiła godzina piętnasta, postanowiłam, że pora na obiad. Wysłałam brata do pokoju, aby w końcu przebrał się z piżamy, a sama usadowiłam się na kanapie. Od niechcenia zerknęłam na telefon, na którego wyświetlaczu widniała koperta oznaczająca nową wiadomość tekstową.

          Znam Twój brudny sekret. Powinienem go ujawnić, jak myślisz?

          Momentalnie całe moje ciało ogarnęło niewiarygodne ciepło. Czułam jak czerwienieję na twarzy, a moje dłonie niemal w jednej chwili oblały się zimnym potem. Miałam wrażenie, jakby na tamten krótki moment moje serce zaprzestało swojego bicia i po prostu zatrzymało się na kilka sekund, powodując, że zaczęłam denerwować się jeszcze bardziej. Wiadomość została wysłana z nieznanego numeru, a do tego nie była do końca jasna, natomiast ja byłam w stu procentach przekonana o tym, że dotyczy tylko i wyłącznie jednej tajemnicy, a perspektywa tego, że kiedykolwiek mogłaby ona ujrzeć światło dzienne, była cholernie ponura. W głowie niemal od razu zaczęły układać mi się najczarniejsze scenariusze tego, co mogłoby się wydarzyć, gdyby prawda o moim związku z Malikiem dotarła do większej grupy osób i choć naprawdę starałam się jak najszybciej znaleźć jakieś odpowiednie wyjście z sytuacji, to w głowie miałam kompletną pustkę. Gorączkowo myślałam o tym co powinnam była zrobić i jedynym rozwiązaniem, które przyszło mi do głowy, było po prostu zadzwonienie pod podejrzany numer, dowiedzenie się tego, kim jest osoba, która próbuje wpędzić mnie w kłopoty i jak najszybsze powstrzymanie jej przed tym. Nie czekając ani sekundy dłużej, wcisnęłam odpowiednią ikonkę i drżącą ręką przyłożyłam telefon do ucha. Nie wiem czego tak właściwie się spodziewałam. Czy naprawdę sądziłam, że ten ktoś odbierze i że uda mi się go nastraszyć jednym telefonem? Może. Jednak rzeczywistość bardzo szybko wylała na mnie kubeł zimnej wody, kiedy do moich uszu dobiegł komunikat, iż ów numer został wyłączony. Prawdopodobnie mogłam to przewidzieć, jednakże w amoku i totalnej dezorientacji, w której aktualnie się znajdowałam, nie wszystko było takie oczywiste. Kolejne przerażające wizje nawiedziły moją głowę, więc by je odpędzić, pognałam w stronę pokoju Mattego, aby jak najprędzej zabrać jego rzeczy i udać się do Eveline. Potrzebowałam czyjejś rady i wsparcia, a tylko i wyłącznie u niej mogłam je otrzymać.

          Droga do panny Berry zajęła nam dosłownie kilkanaście minut. Możliwe, że w pośpiechu ominęłam kilka znaków stopu i lekko przekroczyłam prędkość, ale wszystko w maksymalnie bezpiecznym tonie, nie zapominając o tym, że wiozę ze sobą dziecko. Matty nie wyglądał na specjalnie przestraszonego, właściwie miałam wrażenie, że całe to łamanie przepisów szalenie go bawi i ekscytuje. Nigdy wcześniej nie zachowywałam się przy nim w taki sposób. Zawsze starałam się jeździć według ustalonych norm i utrzymywać wysokie skoncentrowanie się na drodze, aby ani jemu, ani mi nie stała się żadna krzywda. Jednakże dzisiejsza sytuacja wymagała ode mnie wyjątkowych zachowań, przed którymi jednak mimo wszystko miałam zamiar przestrzegać brata.

          - Wiesz, że nie powinno się tak jeździć?- spytałam ostrzegawczo, odrywając na ułamek sekundy wzrok od jezdni i zerknąwszy na brata, który żywo zaczął kiwać głową.

          - To wyjątkowa sytuacja, więcej się nie powtórzy, więc lepiej nikomu o niej nie wspominaj..

          Jak tylko znaleźliśmy się pod domem mojej przyjaciółki, wyskoczyłam z samochodu jak oparzona. Biedny Matty próbował za mną nadążyć. Poczułam lekką ulgę, gdy usiadłam na skórzanej kanapie w salonie Eveline i wyrzuciłam z siebie wszystko. Zupełnie jakby ktoś otworzył tamę i każdy najmniejszy smutek, żal czy strach nagle wypłynęły, zostawiając za sobą odpowiednią ilość emocji. Potrzebowałam tego, aby uspokoić własne sumienie i aby ktoś mnie przekonał, że nic złego się nie wydarzy. W końcu Modest! tego dopilnuje.

***

          Mój wolny dzień skończył się zaraz po dostaniu anonimowego smsa, dlatego cieszyłam się, gdy z powrotem wróciliśmy z Charlesem do treningów. Tamtego felernego dnia odczytałam jeszcze dwie anonimowe wiadomości i każda utwardzała mnie w przekonaniu, że chodzi o sprawę z Malikiem. Oprócz wsparcia Eveline potrzebowałam jeszcze rady kogoś, kto zna się na całym tym bałaganie i „show-biznesie”, dlatego nie myśląc zbyt długo, skontaktowałam się z Liamem. A tak dokładnie to napisałam mu wiadomość tekstową, licząc na to, że znajdzie dla mnie chociaż pół godziny. W międzyczasie siedziałam z Charlesem w studio, trenując układ. Konkurs miał odbyć się za niecałe trzy tygodnie, tymczasem nasza próba przypomniała totalną katastrofę i było to tylko i wyłącznie moją winą. Nietrudno było zauważyć, że jestem kompletnie rozkojarzona, a skupienie się na układzie stało się dla mnie czynnością, praktycznie niemożliwą. Wciąż myliłam kroki, gubiłam rytm i jakoś gorzej niż zwykle radziłam sobie z partnerowaniem. Cóż, sprawa miała się naprawdę fatalnie i doskonale zdawałam sobie sprawę z tego, że nie jestem jedyną osobą, która tak myśli. Charles kręcił głową, pomrukując jakieś nieznane mi frazesy, jednak za wszelką cenę starał się nie dać mi odczuć, że ma mi to za złe. Z jednej strony byłam mu za to naprawdę wdzięczna, ostatnimi czasy nie brakowało mi stresujących sytuacji, a jego niezadowolona mina mogła tylko i wyłącznie dolać oliwy do ognia. Z drugiej zaś miałam wrażenie, że w rzeczywistości potrzebuję prawdziwego kopa w tyłek, który w końcu zmusiłby mnie jakoś do skoncentrowania się na sprawach istotnych i odłożenia innych na dalszy plan chociażby na krótki moment. Charles nie wybrał jednak ani jednej z tych dróg i zdecydował się po prostu na przełożenie treningu, twierdząc, że dziś nic ze mnie nie będzie, z czym najprawdopodobniej miał rację.  

          Nie miałam nawet siły zaprotestować, dlatego posyłając mu jedynie jeden, wdzięczny uśmiech pognałam w stronę szatni. Wpadłam do niej z impetem już po kilku sekundach i pierwsze co postanowiłam zrobić, to sprawdzić swój telefon. Odblokowałam ekran i z ulgą odetchnęłam, zdając sobie sprawę z tego, że czeka na mnie jedna nieodczytana wiadomość. Miałam nadzieję, że nadawcą ów wiadomości jest nie kto inny, jak po prostu Liam, dlatego zaciskając mocno palce na urządzeniu, otwarłam ją.

          Wiedziałam, że zgodzi się na spotkanie. Nigdy nikomu nie odmówiłby pomocy i byłam tego pewna, mimo tego, iż znałam go zaledwie kilka tygodni. Postanowiłam nie czekać ani chwili dłużej i niemal od razu udałam się do parku, w którym postanowiliśmy się spotkać, a kiedy tam dotarłam, Liam już czekał.

          - Hej Vera- chłopak rozpromienił się na mój widok, jego usta rozciągnęły się w szerokim uśmiechu, a sarnie oczy zmierzyły mnie dokładnie, jakby chcąc wybadać mój nastrój. Jego głos był pogodny jak zawsze, natomiast kryła się w nim nuta troski, która z pewnością pojawiła się z powodu mojej nieoczekiwanej wiadomości. Brunet z pewnością nie spodziewał się, że danie mi swojego numeru ma jakiś sens i że kiedykolwiek odezwę się do niego, prosząc o spotkanie lub pomoc. Właściwie sama byłam całkowicie zaskoczona swoim zachowaniem, mimo to postanowiłam nie cofać pochopnej decyzji, którą podjęłam, będąc wciąż całkowicie przerażoną anonimową wiadomością, którą dostałam dzień wcześniej.

          - Liam, cześć- uśmiechnęłam się nieznacznie, unosząc lekko głowę, kiedy chłopak musnął wargami mój policzek.

          Przed spotkaniem najadłam się wielu nerwów, co jak się później okazało, było zupełnie niepotrzebne. Obecność Liama w żaden sposób mnie nie krępowała, nie czułam się przy nim nieswojo

          - Co u ciebie? Może chciałabyś się przejść? Stopy mi trochę odmarzają..- powiedział, zabawnie przestępując z nogi na nogę, jakby chcąc dodać wiarygodności swoim słowom, skinęłam więc głową i ruszyłam wzdłuż alejki, która prowadziła w głąb parku.

          O tej porze roku niewiele osób gościło na terenie parku. Było zimno, najczęściej mokro przez nieustanny, londyński deszcz, a drzewa i krzewy nie zachwycały swoim wyglądem, tak jak to miało miejsce wiosną, czy latem. Ja jednak lubiłam te ponure, późno jesienne krajobrazy, które tylko i wyłącznie przyczyniały się do tego, że park cieszył się pustkami, dzięki czemu można było napawać się ciszą i spokojem. Dobrze było mieć miejsce, w którym można po prostu zaczerpnąć świeżego powietrza i odpocząć od całego tego zgiełku dnia codziennego, a to było jedno z takich miejsc.

          - Wszystko w porządku? Marnie wyglądasz..- po kilku minutach spaceru w kompletnej ciszy, ciepły głos Payne otulił moją twarz, przypominając mi o jego obecności.

          - Tak.. Tak, jestem tylko troszkę przemęczona. Przygotowuję się do konkursu i spędzam godziny w sali treningowej- odparłam częściowo zgodnie z prawdą, choć doskonale zdawałam sobie sprawę z tego, że mój fatalny wygląd głównie jest skutkiem tajemniczej wiadomości, która od dwóch nocy spędzała sen z moich powiek.

          - Jesteś tancerką, prawda? Zayn coś wspominał- słysząc słowa chłopaka, uniosłam brwi wysoko do góry, patrząc na niego zaskoczona.

          Nie wiedzieć kiedy przyjemne ciepło rozlało się gdzieś w okolicach mojego serca, kiedy tylko wyobraziłam sobie sytuację, w której Zayn rozmawia z kimś na mój temat i nie używa przy tym tylko i wyłącznie przekleństw i wyzwisk. Była to naprawdę przyjemna wizja, a uczucie, które jej towarzyszyło było mi kompletnie nieznane, przynajmniej względem Malika.

          - Zayn? Coś wspominał? O mnie?- spytałam z niedowierzaniem, patrząc prosto na twarz Liama, który uśmiechał się nieco nerwowo. Milczał kilka sekund, bawiąc się przy tym breloczkiem zawieszonym przy swoich kluczach, aż w końcu parsknął: - No dobra, wygooglowałem cię.

          Otworzyłam usta ze zdziwienia, po czym wybuchnęłam niekontrolowanym śmiechem. Chłopak przez moment patrzył na mnie z dziwnym wyrazem twarzy, ale zaraz potem dołączył do mnie, śmiejąc się przy tym naprawdę bardzo głośno.

          - Nie sądziłam, że ktoś kiedyś będzie sprawdzał mnie na google- powiedziałam wciąż rozbawiona, kiedy odrobinę się uspokoiliśmy.

          - Jesteś teraz celebrytką, przyzwyczaj się.

          - Nigdy w życiu!

          Przez większość czasu naszej przechadzki po prostu śmialiśmy się i żartowaliśmy, dzięki czemu naprawdę udało mi się choć na chwilę zapomnieć o sprawach, które od jakiegoś czasu mnie trapiły. Liam był świetnym chłopakiem, który nie tylko potrafił zainteresować mnie swoimi opowieściami, ale przede wszystkim potrafił słuchać. Mogłam rozwodzić się na temat największych bzdur świata, ale jeśli tylko uważałabym to za ważne dla siebie, on na pewno uważnie by mnie wysłuchał. Byłam raczej przyzwyczajona do tego, że to ludzie mi się zwierzają, mówią do mnie, a ja po prostu siedzę cicho i ich słucham, natomiast z Liamem było zupełnie inaczej. Biła od niego jakaś nieznana siła, która sprawiała, że w jego towarzystwie mój język po prostu się rozwiązywał, a ja stawałam się dużo bardziej otwarta, niż kiedykolwiek wcześniej.

          - W końcu jesteś Daddy Direction- zaśmiałam się cicho, a widząc jego zdezorientowaną minę, dodałam szybko: - Okej, może ja też was wygooglowałam?

          - To było dawno, teraz nie zawsze jestem w stanie im pomóc.. To stało się dużo bardziej skomplikowane- nie wiedząc kiedy rozmowa nagle zaczęła być całkowicie poważna, a ja nie do końca byłam przekonana o tym, czy chciałam, aby przybrała właśnie taki ton.

          - To chyba trudne? Ta cała sprawa z byciem idolami nastolatek na całym świecie- podsunęłam lekko, aby pociągnąć trochę dalej rozmowę.

          - Łatwo jest się pogubić- odparł posępnie, po czym zamilkł na kilka chwil, posyłając mi nerwowy uśmiech.

          W tamtym momencie na usta cisnęło mi się sporo pytań, na tyle dużo, że nie potrafiłam zdecydować się na żadne z nich. Chciałam wiedzieć, jak to się stało, że Zayn się tak stoczył, a reszta twardo stąpała po ziemi. Przecież nie różni ich zbyt wiele.

          - A jak jest z tobą? –zapytał nagle, spoglądając w moją stronę.

          - Co masz na myśli?

           - Coś cię trzyma przy sprawie z udawanym związkiem. To twój brat, nie mylę się, prawda?
Przełknęłam głośno ślinę i odpowiedziałam:

          - Został sam, ma tylko mnie.

          - To bardzo.. szlachetne, że poświęciłaś się dla niego – Liam lekko się uśmiechnął, jakby chciał mnie zapewnić, że nie potępia mojego zachowania.

          - Nie bardzo, na moim miejscu zrobiłbyś dokładnie to samo – ucięłam krótko, powodując, że między nami nastała kolejna cisza.

          Szliśmy przez chwilę milcząc, aż w końcu Liam postanowił się odezwać.

          - Chodź, postawię ci gorącą czekoladę i odwiozę do Zayna, mówił mi, że jesteście umówieni.

***

          Drogę do domu Malika odbyliśmy praktycznie w kompletnej ciszy, przerywanej jedynie cichymi pomrukami silnika. Liam nucił coś cicho pod nosem, stukając palcami o kierownicę i uważnie wpatrując się w drogę przed sobą, natomiast ja sama całą swoją uwagę skupiłam na widokach za oknem. Wcześniejsza rozmowa z Liamem dała mi trochę do myślenia, a do tego wciąż trapiła mnie myśl o anonimowych smsach, dlatego wzdrygnęłam się nieznacznie, kiedy ciepły głos chłopaka przerwał panującą w pojeździe ciszę. Wyglądało na to, że tak bardzo pochłonęły mnie własne myśli, że nawet nie zauważyłam, kiedy dojechaliśmy na miejsce.

          - Vera, mogę o coś zapytać?- spytał ostrożnie, a ja niepewnie zerknęłam w jego stronę.

          - Jasne, pytaj o co chcesz- odparłam pogodnie, chociaż w środku zaczęłam coraz poważniej się denerwować. Nie byłam już taka pewna tego, iż chce się z Liamem podzielić swoimi problemami, dlatego wolałam odkładać ten moment tak długo, jak tylko się dało.

          - Dlaczego chciałaś się dziś ze mną spotkać?

          Milczałam, wlepiając wzrok w opuszki swoich palców, którymi delikatnie przebierałam po rogu kurtki, zagryzając przy tym dolną wargę. Miniaturowa bitwa odegrała się wewnątrz mnie, starając się podjąć jak najtrafniejszą decyzję.

          Sama nie wiem ile tak siedzieliśmy. Może i było to właściwie kilka krótkich sekund, jednak dla mnie czas ten niemiłosiernie się dłużył, przez co miałam wrażenie, że zdążyły minąć już całe wieki. Dłuższe przeciąganie tej chwili nie miało sensu, dlatego już prawie zabierałam się do opowiedzenia chłopakowi o tajemniczym anonimie, który od kilku dni nie dawał mi spokoju i ewidentnie próbował wpędzić mnie w kłopoty, kiedy nagle zza drzwi budynku wyłoniła się postać Zayna. Brunet żwawym krokiem podążał w naszą stronę, więc nie było mowy, że w tym momencie zdradzę Liamowi swoją tajemnicę. Przełknęłam więc z ulgą nadmiar silny, po czym przenosząc wzrok z powrotem na Payne'a, uśmiechnęłam się przepraszająco, po czym odrzekłam:

          - Pogadamy o tym innym razem.

          Ucałowałam szybko jego policzek i czym prędzej wyskoczyłam z samochodu. Zayn posłał mi dziwnego rodzaju spojrzenie, po czym nieznacznie kiwnął głową w stronę Liama. Nie wiedzieć czemu odczułam, że moja przyjaźń z jego kolegą z zespołu nie bardzo mu odpowiadała, a nasze spotkanie nie do końca było dla niego powodem do zadowolenia. Poniekąd go rozumiałam. W końcu Liam był jego przyjacielem, to on powinien móc z nim zawsze pogadać, więc mógł czuć się przeze mnie lekko zagrożony. Ostatecznie uznałam, że komentowanie tej sprawy na głos nie jest zbyt dobrym pomysłem i najlepszym co mogę teraz zrobić, jest po prostu przemilczenie tego. Wyglądało na to, że mój plan jest nie najgłupszy, bo kiedy samochód Payne'a zniknął za rogiem, twarz Malika minimalnie złagodniała, a ciemne oczy zaczęły przyglądać się mojej twarzy z prawdziwą ciekawością, jakby chcąc odczytać ze mnie czego dotyczyło nasze spotkanie. Najwyraźniej świdrowanie wzrokiem niewiele mu dało, bo po chwili odpuścił i zapraszającym gestem wskazał na posesję, która rozciągała się przed nami.

          - Chodź, wygląda na to, że będziesz musiała kogoś poznać. Cóż.. Um, ja nie planowałem tego, ale najwyraźniej nie mamy wyboru- nie miałam pojęcia o czym on mówi, dlatego nieco zdezorientowana ruszyłam za nim.

          Nie zdążyłam jeszcze pozbierać się po spotkaniu z Liamem i jego tajemniczymi odpowiedziami, więc umysł wciąż miałam lekko stępiały i nie do końca docierało do mnie wszystko co działo się dookoła. Jakże więc ogromne było moje zaskoczenie, kiedy po wejściu do domu chłopaka dobiegł do nas czyjś kobiecy głos i chociaż starałam się uspokoić i wyprzeć tą myśl z głowy, przeczuwałam do kogo mógł on należeć. Moje obawy potwierdziły się moment później, kiedy z salonu wyłoniła się niewysoka kobieta o przyjaznych rysach twarzy i oczach tak łudząco podobnych do tych Zayna, że nie miałam żadnych wątpliwości co do tego, że jest jego matką.

          - Och, to pewnie Vera, cóż za urocza niespodzianka! Już od dawna chciałam cię poznać- kobieta uśmiechając się szeroko, ruszyła w moją stronę, rozkładając ramiona w zapraszającym geście.

          Nie zdążyłam zareagować w jakikolwiek sposób, kiedy brunetka przyciągnęła mnie do siebie, zakleszczając w silnym uścisku. W sposobie, w którym mnie obejmowała było coś, co sprawiało, że miałam ochotę się rozpłakać. To jakby matczyna siła po prostu biła od niej tak bardzo, że ciężko było mi to znieść. Ostatkiem sił zdusiłam w sobie łzy, które niepowołanie cisnęły się do moich oczu, kiedy kobieta odsunęła się odrobinę tak, aby móc swobodnie mi się przyjrzeć.

          - Jestem Trisha, mów mi po imieniu- rzuciła pogodnie, a ja jedynie kiwnęłam delikatnie głową
 - Chodź kochanie, usiądziemy i opowiesz mi jak się poznaliście, znasz Zayna, nie jest skory do takich rozmów- ćwierkała, a ja nie miałam zielonego pojęcia jak powinnam się zachować.

          Jej zachowanie wydawało mi się być kompletnie niedorzeczne. Traktowała mnie w taki sposób, jakbym rzeczywiście była nową dziewczyną jej syna, a co więcej, wydawała się być niesamowicie podekscytowana faktem, że może mnie poznać. Nic się ze sobą nie zgadzało i czułam się naprawdę głupio wobec tego wszystkiego, dlatego postanowiłam nie mówić zbyt wiele, przynajmniej do momentu aż sprawa stanie się dla mnie chociażby odrobię bardziej jasna.

          - Zaynie, zrób nam herbatę, nie stój tak- powiedziała, kierując swoje kroki w stronę salonu i ciągnąc mnie za sobą.

          Zanim Malik zniknął z pola mojego widzenia, posłałam mu zdezorientowane spojrzenie i jestem pewna, że gdyby moje życie odgrywało się w kreskówce, zamiast oczu namalowane miałabym pytajniki. Niestety życie to nie bajka, więc musiałam jakoś stawić czoła sytuacji i niczego nie spieprzyć, co wcale nie było takie łatwe, jak mogłoby się wydawać, szczególnie dlatego, że nie miałam pojęcia na czym tak naprawdę stoję.

          Z początku wszystko było bardzo niezręczne. Byłam onieśmielona, a fakt, że w żaden sposób nie byłam gotowa na to spotkanie, wcale nie pomagał. Trisha zadawała mi dużo pytań, była ciekawa wszystkiego co dotyczyło mojego związku z Zaynem i sprawiała wrażenie, jakby w żadnym wypadku nie pomyślała o tym, że to wszystko jest tylko i wyłącznie jednym wielkim przedstawieniem. Z czasem jednak wszystko zaczynało być coraz łatwiejsze. Po kilku wyczerpujących opowieściach dała sobie spokój z wypytywaniem mnie o Zayna i zaczęła poruszać inne tematy, które już nie wprawiały mnie w tak wielkie zakłopotanie. Tak naprawdę Trisha okazała się być przemiłą kobietą, która nie przejawiała nawet minimalnej niechęci wobec mnie, a co więcej wciąż obsypywała mnie niekończącymi się komplementami. A to o tym jaka jestem śliczna, a to o tym, że taka miła, że otwarta i dobrze wychowana. Te słowa nieco mnie peszyły, ale za każdym razem dziękowałam cicho i szybko zmieniałam temat, próbując nie patrzeć na Zayna, który wydawał się być tak samo zawstydzony jak ja, co po dłuższym przemyśleniu było całkiem zabawne.
Brunet przez większość czasu siedział w milczeniu i po prostu przysłuchiwał się naszej rozmowie. Z początku wydawał mi się być kompletnie niezainteresowanym tym o czym mówimy, ale kątem oka mogłam zauważyć, kiedy marszczy czoło w koncentracji, kiedy rozmowa wybiega na poważniejszy tor, a rozluźnia się, kiedy pleciemy na temat fryzur i kosmetyków.

          Byłabym w stanie zupełnie zapomnieć o jego obecności, gdyby tylko nie fakt, że przez cały ten czas trzymał moją dłoń w swoich, kciukiem kreśląc na niej miniaturowe kółka. Chłopak wyglądał na kompletnie niewzruszonego, natomiast ja przeżywałam osobisty mini zawał serca za każdym razem, kiedy jego kościste palce delikatnie muskały moją skórę. Nigdy wcześniej nie reagowałam w taki sposób na dotyk Zayna, a przecież nie był to pierwszy raz, kiedy okazywał mi fałszywą czułość. W końcu od kilku dobrych tygodni uchodziliśmy za parę i mieliśmy już za sobą to i owo. Jednak tym razem było w tym coś intymnego, coś co kompletnie mnie onieśmielało i chwilami sprawiało, że traciłam wątek. Trisha jednak nie wyglądała na zniechęconą, czy zdegustowaną moim zachowaniem. Powiedziałabym raczej, że jej uśmiech rósł z sekundy na sekundę, kiedy tylko na moje policzki wpływał szkarłatny rumieniec, czy język plątał mi się tak bardzo, że ciężko było zrozumieć o co tak naprawdę mi chodzi.

          Ciężko mi powiedzieć ile czasu spędziłyśmy na rozmowie o wszystkim i o niczym i prawdę mówiąc, przestałam zwracać na to jakąkolwiek uwagę, aż do momentu, kiedy kobieta zakomunikowała nam, że musi wykonać ważny telefon i że na chwilę zostawi nas samych. Jej słowa były dla mnie niczym policzek prosto w twarz, który dość skutecznie otrzeźwił mój umysł i błyskawicznie przywołał do mnie pytania, które przez cały czas siedziały gdzieś tam w mojej głowie.

          - Nie powiedziałeś jej?!- syknęłam, kiedy tylko Trisha zniknęła z pola mojego widzenia, wyrywając tym samym dłoń z uścisku bruneta.

          Zayn wyglądał na kogoś, kto jak najbardziej spodziewał się takiego ataku z mojej strony, co po dłuższym przemyśleniu wcale nie było specjalnym wyczynem w jego wykonaniu. Moje zachowanie było dość przewidywalne w zaistniałej sytuacji, dlatego Malikowi udało się mnie tak dobrze wyczuć. Rzucił odpowiedź w przeciągu jedynie kilku sekund.

          - Po co mam jej mącić w głowie? To nie potrzebne- odpowiedział jakby od niechcenia, choć w jego tonie dało się wyczuć nutę niepewności, zupełnie jakby nie był do końca przekonany o własnej racji.

          - Może po to aby nie okłamywać własnej matki?!

          Traciłam panowanie nad swoimi nerwami, wprost nie mogąc uwierzyć w to, w jaki sposób chłopak podchodzi do całego tematu. Zachowywał się tak, jakby zupełnie nic się nie stało, a jego działania były całkowicie oczywiste i zgodne z normą, choć jak dla mnie, były naprawdę dalece od tego. Nie potrafiłam zrozumieć dlaczego nie wspomniał Trshii o całym tym przedstawieniu, w którym braliśmy udział. Była to dość istotna informacja i raczej nie była czymś, o czym po prostu zapomina się wspomnieć bliskim osobom. Tak wyglądał mój tok myślenia, natomiast ten Zayna znacznie się od niego różnił.

          - Posłuchaj, ona nie wie o całym tym gównie, przez które muszę się z Tobą męczyć.

         Wraz z jego słowami poczułam pewnego rodzaju ukłucie w okolicach serca. Nie powinno było mnie to dotknąć w jakikolwiek sposób, w końcu Zayn bardzo często mówił dużo gorsze słowa, mimo wszystko zabolało i to dużo bardziej niż mogłabym się tego spodziewać. Myślałam, że od ostatniego wspólnego poranka zaszła jakaś zmiana w naszej relacji, że zrobiliśmy krok wprzód i że to wszystko idzie w dobrym kierunku, że może w końcu się dogadamy i wszystko stanie się dużo łatwiejsze. Jednak Zayn po raz kolejny uświadomił mnie, że każdy przejaw jego człowieczeństwa jest jedynie chwilową i niesamowicie kruchą anomalią, która nie trwa zbyt długo. To było przykre, ciągłe rozczarowania i to cholerne uczucie bycia tak głupią i naiwną, że dałam się nabrać kolejny raz.
Nim zdążyłam przemyśleć co robię, szybko podniosłam się z miejsca i poderwałam swoją torbę, wyzywająco patrząc w ciemne oczy Malika.

         - Męczyć? Wiesz co? Pieprz się Zayn!- krzyknęłam rozzłoszczona, po czym ruszyłam w stronę korytarza, mamrocząc cicho pod nosem: - Myślałam, że coś się zmieniło między nami, ale najwyraźniej jeśli ktoś jest sukinsynem, to już zawsze nim będzie. Wychodzę, pożegnaj ode mnie Trishę i powiedz, że miło było ją poznać.

          Na tamten moment moje porywcze zachowanie wydawało mi się wysoce uzasadnione i może to wina okresu, przez który stawałam się emocjonalną sinusoidą, która zmieniała się w tak zawrotnym tempie, że sama miałam problem, aby za sobą nadążyć. Nie miałam jednak wtedy głowy do tego, aby zajmować się myśleniem o tym. Całą swoją uwagę skupiłam na słowach wypowiedzianych przez Malika i przez które poczułam się tak okropnie niechciana i stłamszona. Trochę chciało mi się płakać, ale wylałam już zbyt dużo łez, jak na jednego dupka, dlatego postanowiłam być twarda i jakoś zatrzymać to dla siebie.

          Wybiegłam z domu nim Trisha zdążyła pojawić się z powrotem i w zawrotnym tempie wypadłam na ulicę, zatrzymując nadjeżdżającą taksówkę. W drodze do domu siedziałam cicho, tępo wpatrując się w szybę i dogłębnie analizując wydarzenia ostatnich dni. Pojednanie się z Zaynem, cholerne anonimy, gówniany trening, spotkanie z Liamem, poznanie Trishii i kolejna kłótnia z Malikiem, która, jak mi się wtedy wydawało, doszczętnie zmiażdżyła szanse na to, że kiedykolwiek się dogadamy. Inaczej to ujmując: miałam naprawdę słaby tydzień i wszystko wskazywało na to, że moja zła passa ma znaleźć swoją kontynuację w dalszym życiu, jednak coś się zmieniło, kiedy otworzyłam smsa, który przyszedł, kiedy dojeżdżałam do domu.

          Przepraszam, nie miałem tego na myśli. xx

          Przeczytałam wiadomość kilkanaście razy, aby upewnić się w stu procentach co do jej treści. Nie była ona jakaś porywająca i może nie były to najlepsze przeprosiny jakie w życiu dostałam, ale to wszystko było nieważne. Liczyło się to, że Zayn poczuł się na tyle winny, że postanowił napisać i to zmieniało naprawdę wiele.




















Czy dalej ktoś to w ogóle czyta? 
Dno, ale musicie to jakoś przełknąć, sorka. Mam fatalny czas.
W każdym razie pozdrawiam Was serdecznie i całuję gorąco! Żyjcie dobrze w Nowym Roku! <3

+ Whopper doczekał się również swojej publikacji na WATTPAD :)

26 komentarzy:

  1. Ten twitter to jest jednak dobra rzecz. Inaczej pewnie nie dowiedziałabym się o nowym rozdziale przez kolejny tydzień, a tak to proszę, jestem. I chociaż pora nie jest tą najlepszą do pisania czegokolwiek, postaram się sklecić coś w miarę sensownego, mimo iż emocje mi jeszcze nie opadły, a w myślach wciąż przyduszam Zayna. No ale od początku.

    Ten cały leniwy dzień wydał mi się nieco podejrzany. Nie to, że nie życzę Verze świętego spokoju od jej "ukochanego" i nieco odpoczynku od ciągłych treningów, ale jednak coś zdawało się nie grać.
    Tego jeszcze chyba nie mówiłam, ale kocham małego Matty'ego. Z reguły pięcioletnie dzieci potrafią nieźle dać w kość, ale ten malec jest aniołkiem i jak sobie przypomnę tę urodzinową imprezę, kiedy Zayn kompletnie się na wszystko wypiął - ponownie bierze mnie złość.
    Ja sama nie wiem, jak poradziłabym się w sytuacji, w jakiej znalazła się Vera, nie umiałabym mu chyba wytłumaczyć, co stało się z jego mamą. Oczywiście kiedyś musi się dowiedzieć, ale i tak bałabym się złamać mu serduszko.

    Ten anonim mnie mocno zaskoczył, a z drugiej strony, nie wiedzieć czemu pomyślałam o Marcusie... Te jego ostatnie wybryki wzmogły się na tyle, że stał się dla mnie kandydatem idealnym do tego typu zagrywek. A jeśli to nie on to zaczynam obawiać się o Verę i żałuję, że nie opowiedziała o tym Liamowi. Chociaż ten koleżeński wypad do parku z pewnością popadł i bardzo cieszę się z nawiązania przez nich więzi, rozmowy od serca i tak dalej, uważam, iż mimo wszystko akurat on jest tak zwaną odpowiednią osobą na odpowiednim miejscu i zrobiłby, co w jego mocy, aby dziewczynie pomóc.

    Proszę, czy ja naprawdę muszę się wypowiadać o zachowaniu pana Malika? Jestem w stanie zrozumieć i zaakceptować sporo, ale bez popadania w skrajność. Jego mama nie powinna się w tym miejscu ekscytować nową, być może przyszłą synową. Ma prawo wiedzieć, zresztą chyba widzi, co się dzieje z jej Zaynim. Chyba, że się mylę i chłopak gra przed nią przykładne, kochane dziecko i nie chcąc jej ranić odstawia tę całą szopkę. Z jednej strony to niby zrozumiałe, ale jednak.... No właśnie, jednak. Po ostatnim rozdziale miałam naprawdę szczerą nadzieję, że coś mu się w głowie poprzestawiało, nareszcie wskoczyło na właściwe tory i jego relacje z Verą nieco się ocieplą. O ja naiwna, chyba bardziej mylić się nie mogłam.
    Cóż, nie potrafię podsumować tego inaczej niż przytaknięciem na to stwierdzenie "najwyraźniej jeśli ktoś jest sukinsynem, to już zawsze nim będzie. " Wiadomość od Jaśnie Królewicza jest niby jakimś światełkiem w tunelu, ale bardzo nijakim światełkiem, w niesamowicie długim tunelu. Nie wiem, czym było to spowodowane, chyba nie uwierzę teraz tak łatwo, że on może się zmienić, w każdym razie czekam - a nóż zostanę miło zaskoczona.

    Przepraszam, jeśli to, co zostawiam, to mało ciekawy bełkot, ale chciałam skomentować od razu. <3

    Pozdrawiam cieplutko :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Jasne, że ktoś czyta i to wcale nie jest dno! Czasami mam wrażenie, jakbym czytała bardzo dobrą książkę, a kiedy kończy się dany rozdział, jest mi smutno :(
    Również życzę Ci dobrego Nowego Roku i oczywiście przypływu wielkiej weny ;)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja to czytam dalej to jest świetny blog

    OdpowiedzUsuń
  4. Mało Zayna, ale za to końcówka świetna. Mam nadzieję, że w następnym będzie więcej ich momentów razem. Ps: błagam o dodanie rozdziału szybko, bo strasznie musimy długo czekać :/ xx

    OdpowiedzUsuń
  5. No jasne, że ktoś to czyta bo masz ogromny talent, a ja po prostu już nie mogę się doczekać kolejnej części :* Mam nadzieję, że pojawi się ona w miarę prędko :) Pozdrawiam xx

    OdpowiedzUsuń
  6. czytam, czytam. Już chciałam pisać kiedy rozdział się pojawi. Mnie się podobało, czekam na kolejny <3 ~@heroineNialler

    OdpowiedzUsuń
  7. Super rozdział i czekam na więcej :-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Kocham, kocham, kocham ♥ Już się doczekać kolejnego rozdziału nie mogę :****

    OdpowiedzUsuń
  9. Super rozdział;) Nie mogę się doczekać następnego ; **
    Genialny blok nie możesz go przestać pisać ;)
    Pozdrawiam ;**

    OdpowiedzUsuń
  10. Świetny rozdział. Zayn jest tu taki... wow ! :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Jejku ciekawość mnie zżera :o Przezajebisty rozdział <333 Zayn ♥ OMG! KOCHAM <3 Do następnego :**********

    OdpowiedzUsuń
  12. To już wszystko? Naprawdę? Mogłabym czytać dalej...
    Przy poprzednich rozdziałach nie dodałam komentarzy, bo nie chciałam robić sobie już przerw w czytaniu. Nareszcie skończyłam pisanie notatek na zajęcia, więc mogłam w końcu mu się całkowicie oddać.
    Historia genialna, a to jak wciąga to po prostu magia. Dziś trafiłam na twojego bloga i dziś wchłonęłam wszystko, co na nim umieściłaś, mimo innych obowiązków. Piszesz tak, że oderwanie się od tekstu sprawia niemałą trudność. Masz talent!
    Zayn z palanta skutecznie zmienia się w przyjemnego gościa. Mam wrażenia, że wszystkie wydarzenia, jakie przeżył z Verą, w jakimś stopniu zaczynają na niego wpływać. Na przykład ta rozmowa z jej byłym chłopakiem. Swoją drogą Marcus zachował się wtedy okropnie. Niemniej jak dla mnie to on po prostu w końcu pokazał dziewczynie swoją prawdziwą twarz. Nareszcie nie owijał w bawełnę. Najgorsze jest jednak to, że dwudziestolatka darzyła go uczuciem, a takie słowa od osoby, którą się kocha naprawdę bolą. Ten płacz, zamknięcie się w pokoju, wydało mi się tak naturalną reakcją, że nic nie poradzę na to, że najpierw chciałam do niej w jakiś sposób podejść, pocieszyć, a potem ruszyć w ślad za jej "chłopakiem" i zdzielić go w tą jego durną twarzyczkę. Wiem, wiem trochę ponoszą mnie emocje, ale to też jest "plus" dla Ciebie, bo swoim tekstem potrafisz mnie u mnie wywoływać.
    Polubiłam matkę Zayna i Liama, a w szczególnie tego drugiego. Przyjemne jest to, że w tym "celebryckim" świecie (wiem, że pani Malik nie należy do niego zbytnio, ale zawsze), znajdują się tak ciepłe osoby. Osobiście żałuję, że Vera nie powiedziała nic chłopakowi na temat swoim problemów. Nie ma się ona ostatnio najlepiej i wygadanie się na pewno by w jakiś sposób pomogło, a może nawet zdołałby on jej pomóc? Któż to wie? Mam tylko nadzieje, że ten anonimowe sms-y nie wyrządzą więcej szkód niż do tej pory. Nie mam pojęcia, ile zdoła jeszcze wytrzymać psychika bohaterki, ale takie rzeczy na pewno nie pomagają. Przynajmniej po raz pierwszy (nie pamiętam, aby zdarzyło się to wcześniej), Zayn przeprosił ją za swoje zachowanie. Jak dla mnie to takie światełko w tunelu. Prawdziwy powód do nadziei, że topór wojenny między tą dwójką naprawdę może zostać zakopany. Mam wrażenie, że w końcu zaczyna on postrzegać dziewczynę zupełnie inaczej, ze jego teza, że zrobiła to dla sławy i pieniędzy, powoli zostaje obalona. Chociaż prawdziwe rozwalenie tego muru zdoła nastąpić dopiero wtedy, kiedy chłopak pozna prawdę. Z racji tego, że to już jedenasty rozdział, to mam coraz większe nadzieje, że stanie się to niebawem...
    Może nie było w tym rozdziale Marcusa, ale muszę po prostu o tym napomknąć. Obawiam się tego, co może zrobić w swojej chorobliwej zazdrości i zaborczości. Przeszło mi nawet przez myśl, że to on stoi za tymi anonimowymi smsami. Po tym, jak się zachował i z jaką uporczywością próbował się skontaktować z Verą, nie zdziwiłabym się. Wiem, że jego też obowiązuje jakaś umowa, ale wydaje mi się, że to go nie powstrzymuje...
    Nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału. Wspominałam już, że piszesz niesamowicie? Wydaje mi się, że tak, ale czemu by nie wspominać o tym kilka razy. Dobra przestaje słodzić, chociaż po przeczytaniu wszystkich opublikowanych przez ciebie rozdziałów mam na to ochotę. Swoją drogą bardzo podoba mi się ich długość. Lubię takie obszerne notki, pełne tekstu. Dzięki nim mam okazje dłużej po obcować z bohaterami... Dobra kończę pisanie, bo jeszcze wyjdzie na to, że w jednym komentarzu piszę dziesięć razy o tym samym.
    Tak więc pozdrawiam, życzę dużo weny, wolnego czasu i zapału do pisania, aby następne rozdziały pojawiały się szybko! Do niczego nie zmuszam, ale nawet jeszcze dzisiaj bym przeczytałam dwunastkę xD ^^

    OdpowiedzUsuń
  13. Whooahh..! :D Znalazlam dzisiaj i musze przyznać że te opowiadanie jest genialne! Kiedy next? xxx

    OdpowiedzUsuń
  14. Będzie coś jeszcze? :D Czekam

    OdpowiedzUsuń
  15. Nie będę Cię przepraszała, że komentuję tak późno, bo przecież doskonale wiesz, jak to jest nie mieć czasu/energii/weny, nawet na komentowanie. Ale moje prywatne piekło zwane sesją już się skończyło, więc teraz powinnam być na bieżąco. Z góry Cię przepraszam za jakość tego komentarza, dopiero wracam na stare tory i mam jeszcze tonę zaległości do ogarnięcia.
    Wiesz co bardzo, ale to bardzo lubię w tym opowiadaniu? To, że ani przez chwilę nie zapominasz o podkreśleniu ogromnej więzi łączącej Verę i jej młodszego braciszka. To naprawdę cudowne, że wśród tych wszystkich problemów i obowiązków dziewczyna znajduje czas na beztroską zabawę z Mattym, zwłaszcza że mały potrzebuje miłości: w końcu nigdy nie poznał mamy, a jego ojciec to zwykły drań, łagodnie mówiąc. Żal mi tego dzieciaka, naprawdę. Jest taki bystry, kochany i grzeczny, a nawet jego własny tata nie poświęca mu należytej uwagi. Strach pomyśleć, co by się z nim działo, gdyby nie Vera...
    Te smsy zapachniały mi PLL, a PLL = poplątanie, groza, płacz i zgrzytanie zębów, więc zaczęłam się bać XD A tak całkiem serio: zaintrygowałaś mnie, i to bardzo. Raczej trudno komuś z zewnątrz domyślić się, że Vera i Zayn nie są prawdziwą, zakochaną na zabój parą, ponieważ całkiem nieźle odgrywają swoje role, ja bym się na to nabrała. Podejrzewam za tem, że autor anonimowych smsów jest kimś z bliskiego otoczenia, może podsłuchał rozmowę jakichś pracowników Modest albo był świadkiem jakiejś nieprzyjemnej sytuacji rozgrywającej się między "gołąbeczkami". W każdym razie niezłe z niego ziółko, pisać do dziewczyny i ją nękać groźbami wyjawienia prawdy. Tak swoją drogą wolę nawet sobie nie wyobrażać, jakie piekło rozpętałoby się po odkryciu tego wszystkiego. Zack dostałby przecież białej gorączki, prasa nie dałaby Verze spokoju i najprawdopodobniej dorwałyby ją jakieś oszalałe fanki. Przyczepiono by jej łatkę pijawki łasej na pieniądze i sławę, choć podejrzewam, że już ma taką opinię u niektórych, w końcu wystarczy zobaczyć, co się czasem dzieje w naszym fandomie ;__; Tyle dobrze, że Vera ma Evelyn i może jej się zwierzyć ze wszystkiego. Niestety skojarzenie z PLL sprawiło, że zrobiłam się podejrzliwa i nawet pannę Berry podejrzewam o wysyłanie tych smsów XD
    Nic dziwnego, że Vera była taka rozkojarzona na treningu. Chyba każdy by był... Trochę się martwię, że przez natłok tego wszystkiego bohaterka nie skupi się dostatecznie na tańcu, przez co zawalą z Charlesem konkurs. Wiem, pesymistka ze mnie, ale zawsze wolę zakładać najgorszy scenariusz, żeby potem się nie rozczarować. Tak czy siak muszę powiedzieć, że bardzo, ale to bardzo się ucieszyłam, gdy Vera postanowiła skontaktować się z Liamem. Właściwy człowiek na właściwym miejscu, nie ma co XD Uwielbiam takie osoby, do których można poczuć zaufanie w ciągu zaledwie kilku minut. Dokładnie tak wyobrażam sobie prawdziwego Payne'a: ciepłego, otwartego, a przy tym wytwarzającego ogólną atmosferę bezpieczeństwa. Nic dziwnego, ze Vera zwróciła się do niego, choć trochę mnie zawiodło, że ostatecznie nie powiedziała mu o tych smsach. Jestem pewna, że Li by coś wymyślił, może przy odrobinie jego znajomości udałoby się ustalić tożsamość autora tych wiadomości. Ale przynajmniej Vera na jakiś czas oderwała się od przykrych myśli i spędziła miło czas. Tak się w sumie zastanawiam... Żeby nie wyszło tak, że Liam zabuja się w Verze :o I mean... Jakoś mi do siebie nie pasują. To jak Caroline i Stefan w TVD - nie wiem, jakie masz zdanie o Steroline, ale moim zdaniem oni są świetni jako para przyjaciół, jednak za cholerę nie przekonuje mnie ich romantyczna wizja, z Verą i Liamem byłoby zapewne tak samo. Ale chyba niepotrzebnie wybiegam w przyszłość XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Siłą rzeczy zwróciłam uwagę na dziwną reakcję Zayna, gdy zobaczył Verę w towarzystwie przyjaciela: rozluźnioną, uśmiechniętą. Owszem, pomyślałam o zazdrości, jednak może chodziło mu o dziewczynę? Przez większość czasu zachowuje się jak dupek, więc nie powinien mieć do niej pretensji, że zaprzyjaźniła się z kimś innym, ale może gdzieś głęboko go ukłuło, że w jego towarzystwie nie jest taka zadowolona. Byłoby dobrze, gdyby coś mu to wreszcie uzmysłowiło.
      Byłam totalnie zaskoczona wizytą w domu Zayna, a jeszcze bardziej tym, że ten debil nawet słowem nie wspomniał mamie, że jego związek z Verą ma tyle wspólnego z prawdą, co cycki Pameli Anderson (nie mogłam się powstrzymać przed tym porównaniem). To było co najmniej... Niezręczne. Trisha tak promieniała, była taka szczęśliwa możliwością poznania wybranki swojego syna, na dodatek w pełni ją zaakceptowała i polubiła, o czym z pewnością marzyłaby Vera, gdyby faktycznie coś ją łączyło z Zaynem. Nie dość, że musiała w najlepsze ściemniać tej naprawdę cudownej kobiecie, to jeszcze Malik jak gdyby nigdy nic trzymał ją za rękę, bo myślał, że taka poza jeszcze bardziej podkreśli ich "miłość" przed Trishą, co zresztą się udało. Jasny gwint, nie potrafię pojąć, jak można tak kogoś oszukiwać, zwłaszcza osobę tak bliską jak mama. Ja przed swoją nie byłabym w stanie tak udawać. A im dalej, tym Zaynowi trudniej będzie wyjawić prawdę, skoro Trisha pewnie będzie teraz zapraszała Verę na obiadki i kolacyjki. Cieszyłam się, że przynajmniej Vera nie palnęła żadnej gafy, niestety całą pozornie spokojną atmosferę musiał schrzanić sam Malik. Serio, ja też myślałam, że etap zgryźliwych, nieprzyjemnych komentarzy mamy już za sobą, tymczasem po raz kolejny chłopak pokazał się od tej najgorszej strony. Chociaż i tak dostrzegam spooooooory postęp, czego najlepszym dowodem jest ten późniejszy sms. Może wreszcie zaczęło coś do niego docierać, bo, halo, halo, nie wiem czy słyszałeś, ale nie tylko Ciebie męczy ten cały związek, królewiczu od siedmiu boleści. Jezu, jak on mnie czasem wpienia, no nie masz pojęcia XD
      Nie rozumiem, co się czepiasz tego rozdziału. Jak dla mnie spoko, przyjemnie się czytało, no i akcja się rozpędza. Pewnie niedługo dodasz coś nowego, co jest plusem zaległości - nie muszę specjalnie czekać na kolejny rozdział XD
      Całuję :*

      Usuń
  16. Ty dodasz ten rozdzial w tym roku?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A może tak odrobinę milej? Tak, w tym roku dodam. :)

      Usuń
    2. Tak mniej więcej w grudniu, nie?
      xD

      Usuń
  17. Och, okazuje się, że część mojego cudownie przygotowanego komentarza sprzed blisko dwóch miesięcy przepadła i musisz obejść się smakiem. Wpadłam tylko powiedzieć, że strasznie podoba mi się to co zrobiłaś w ostatniej części rozdziału. Zayn jest dupkiem. Taki jest jego charakter. Wymuszony przez okoliczności w jakich się znalazł, ale nie możemy oczekiwać od niego, że *snap* i nagle zmieni się w przyjaciela wszystkich ludzi i będzie słodki i tulaśny.
    Boże drogi! To nie Liam, do cholery.
    Dlatego bardzo podoba mi się, że był chłodny i uszczypliwy dla Very w tym rozdziale. Ale chyba też nic bardziej mnie nie cieszy niż dostrzeganie tych drobnych postępów. Bo nie jest do końca dupkiem: nie chciał zranić swojej mamy mówiąc jej prawdę o tym w jak bardzo nieszczególnej sytuacji się znalazł, a dwa: powiedział "przepraszam". Myślę, że to dużo. Bo np ojciec Very, pewnie by się zakrztusił i spowodował własną śmierć, niż by zniżył się do takiego poziomu by przyznać się do błędu.

    Brawo Malik! Masz szczęście, dzisiaj nie będzie żadnego wyrzucania Twojego chudego dupska za okno.

    Love,

    M.K

    OdpowiedzUsuń
  18. boże, to opowiadanie wywołało we mnie podobne emocje co youngloovers.blogspot.com ( moze znasz, a jak nie to zajrzyj) bardzo twoje opowiadanie mną ruszyło !!! nie mogę wydobyć z siebie wielu słów, zabiłaś mnie tą historią! czekam na rozwinięcie

    OdpowiedzUsuń
  19. Opowiadanie jest boskie tylko szkoda że tak późno je znalazłam :-( mam nadzieję że jeszcze będą jakieś rozdziały <3 Pozdrowienia i weny życzę :-)

    OdpowiedzUsuń
  20. Och, jestem szczerze zdziwiona, że nic nie napisałaś w czasie mojej 5 miesięcznej przerwy. ; p

    OdpowiedzUsuń