czwartek, 21 listopada 2013

Rozdział III


          Siedziałam na jednej z parkowych ławek i z uwagą przyglądałam się dzieciom, które bawiły się na pobliskim placu zabaw. Właściwie to mój wzrok nieustannie skupiony był na drobnej osóbce, jaką był mój młodszy brat Matty. Nieczęsto mogłam zabierać go gdzieś ze sobą, bowiem nie za bardzo pozwalał mi na to czas, jednak kiedy tylko zdarzała się taka okazja, nie zastanawiałam się ani przez chwilę i od razu przyprowadzałam go właśnie tu. Lubił spędzać w ten sposób czas, chociaż wydaje mi się, że tak naprawdę po prostu lubił go ze względu na to, że spędzał go razem ze mną. Byłam jego starszą siostrą, z pewnością w jakimś sensie autorytetem i kimś bardzo bliskim, nie było więc się czemu dziwić, że zależało mu na mojej uwadze. Ojciec niewiele mu jej poświęca, dlatego widziałam, jak zwykłe "jak się masz, co dziś robiłeś?" z ust taty skierowanych do chłopca potrafiło sprawić, że czuł się potrzebny. Oczy niemal od razu zaczynały błyszczeć, a szeroki uśmiech nie schodził z tych maleńkich ustek. Czasem było mi go najzwyczajniej w świecie szkoda. Z Zacka tata był prawie żaden, a swojej mamy Matty niestety nie miał jakichkolwiek szans pamiętać. Zamiast przygotowywać pierwsze przyjęcie urodzinowe Matty'ego razem z Zacharym musieliśmy zajmować się kwestią pogrzebu. Śmierć Lilian przyszła nagle wprowadzając do naszej rodziny wiele niepokoju. Od momentu, kiedy zniknęła z naszego życia, wszystko się zmieniło. Kiedyś ojciec taki nie był. Fakt, pieniądze zawsze były dla niego bardzo ważne, ale kiedyś to rodzina grała pierwsze skrzypce. Czasem wydaje mi się, że tak starał się poradzić sobie z odejściem żony. Mimo że wciąż doprowadzał mnie do szału, to nie potrafiłam go nienawidzić. Wciąż widziałam w nim tego samego mężczyznę, którym był jeszcze kilka lat temu. Nadzieja matką głupich, ale ja nadal wierzyłam, że to chwilowe, ojciec wróci do swoich starych zwyczajów, a topór wojenny między nami zostanie raz na zawsze zakopany. Wiem, że gdyby mama żyła, nigdy nie dopuściłaby do tak wielkiej kłótni między nami. Brakowało mi jej, a właściwie brakuje do dziś, bo sama mam wrażenie, że straciłam ją rok wcześniej niż to się wszystkim wydaje. Nie była idealna, a raczej nieidealna stała się po porodzie swojego drugiego dziecka i zauważali to dosłownie wszyscy, łącznie ze mną, mimo to nikt nie zareagował. Lily nie była już tą samą osobą. Nie uśmiechała się prawie wcale, a silne bóle głowy, jak twierdziła, towarzyszyły jej częściej niż cokolwiek innego. Rzadko się odzywała, a jaj pogodny ton głosu zniknął bezpowrotnie. Snuła się jedynie po domu niczym zjawa i doglądała Matty'ego. Nie winię jej za to, że zmieniła moje życie w piekło. Myślę, że tak naprawdę bardzo nas kochała, po prostu była cholernie słaba, za słaba dla tego pełnego złości i nienawiści świata. Ja taka nie jestem, nie odpuszczam, dążę do celu i nic nie jest w stanie mnie zatrzymać. Nie chcę być taka jak mama, nie chcę się poddawać.

          Nieczęsto zdarzało mi się o niej rozmyślać, chociaż jej twarz stawała mi przed oczami za każdym razem, kiedy patrzyłam na brata. Takie myśli wprawiały mnie w parszywy nastrój, wyzwalały uczucia, które od wielu lat starałam się tłumić i kryć gdzieś głęboko w sobie. W odróżnieniu do Lily ja wszystko zatrzymywałam dla siebie. Niewiele było osób, które potrafiły stwierdzić, kiedy jestem naprawdę smutna. Doszczętne okazywanie emocji, łez stało się dla mnie okazywaniem swoich słabości, dlatego starałam się tego nigdy nie robić. Jedyny moment, w którym zapominałam o swoich zasadach był ten, w którym leciała muzyka, a ja tańczyłam. Taniec wyzwalał we mnie wszystko co najlepsze, a zarazem wszystko co najgorsze. Tylko wtedy niczego nie ukrywałam. Byłam sobą od początku do końca. Sobą z masą problemów i ogromnym bagażem smutków, do którego w normalnych chwilach kompletnie się nie przyznawałam.

          Gdyby nie fakt, że w oddali dostrzegłam zbliżającą się postać Eveline, pewnie jeszcze przez długi czas siedziałabym na tej ławce i dołowała się, jednak widok mojej uśmiechniętej od ucha do ucha przyjaciółki zdecydowanie mi na to nie pozwalał.

          - Wybacz spóźnienie, ale znasz moją mamę.. Kiedy gdzieś wychodzę nagle mam milion spraw do mnie.- powiedziała lekko zdyszana, po czym musnęła ustami mój policzek, na co na mojej twarzy pojawił się delikatny uśmiech. Nie odezwałam się, milczałam i wciąż spoglądałam w stronę placu zabaw. Myślami jeszcze nie do końca wróciłam do siebie, stąd też moje zachowanie.

          - Vera wszystko w porządku? Pewnie martwisz się tą cholerną umową.. Powiesz mi w końcu co dokładnie w niej było?- kolejny drażliwy temat, właściwie miałam wrażenie, że o cokolwiek nie zagadnęłaby mnie Eve, na pewno nie byłabym z tego zadowolona. Zły humor towarzyszył mi ostatnio niemal bez ustanku, dlatego nawet rozmowa o pogodzie mogła doprowadzić mnie do niesamowitego zdenerwowania. Nie chciałam jednak karać za to swojej Bogu winnej przyjaciółki. Swoją drogą od podpisania umowy minął już jakiś czas, a Eveline ani razu nie poruszała tej sprawy. Wydaje mi się, że chciała zaczekać na moment aż sama zechcę jej o tym opowiedzieć, jednak najwidoczniej i jej cierpliwość miała swoje granice, których koniec właśnie nadszedł. Chciałam jej o tym wszystkim opowiedzieć, wyjaśnić swoje zachowanie, ale nie potrafiłam z siebie wydusić kompletnie ani słowa.

          - Ciężko opisać to w kilku słowach..- powiedziałam cicho zakładając jeden zabłąkany kosmyk włosów za ucho.

          Przelotnie zerknęłam w jej stronę i odetchnęłam głęboko próbując jakoś zebrać się w sobie. Miała poważny wyraz twarzy, nie naciskała na mnie, po prostu czekała, a ja nie wiem dlaczego mówienie na ten temat sprawiało mi aż tyle trudności. W gruncie rzeczy jeszcze nic złego się nie wydarzyło. Póki co byłam jedynie podejrzewana o jakiekolwiek kontakty z Malikiem za sprawą kurtki, którą dostałam od Grega i zdjęć, które pojawiły się w sieci dzień później. Jeden ze znanych portali plotkarskich zestawił ze sobą dwie fotografie- jedną, na której było widać, jak Zayna w kurtce i drugie, na którym ja opuszczam ten sam budynek w dokładnie tej samej kurtce. Sprytne. Szczerze przyznam, że kiedy dostałam tę kurtkę nie spodziewałam się, że będzie ona tak istotnym elementem tego ogromnego kłamstwa. Była jego początkiem. Wtedy byłam jedynie "piękną nieznajomą" w kurtce mulata, ale już za kilka dni cały świat miał mnie poznać jako jego dziewczynę, a ja na samą myśl o tym drżałam z przerażenia. Skutki umowy dotykały mnie już wtedy, chociaż tak naprawdę ona nie weszła jeszcze w życie. Jak absurdalną sceną był dla mnie moment, w którym razem z Marcusem musieliśmy udawać zerwanie. Znajomi, sąsiedzi, dalsza rodzina, dosłownie wszyscy musieli uwierzyć, że naprawdę rozstaliśmy się jakiś czas temu. Na pytania przyjaciół gdzie mój chłopak, musiałam kłamać prosto w ich oczy mówiąc, że nie jesteśmy razem już od paru tygodni. Była to zdecydowanie najdziwniejsza i najbardziej chora rzecz jaka kiedykolwiek mi się przydarzyła. Starałam się myśleć o tym w kategorii zadania, któremu muszę podołać, a jeśli mi się uda, to otrzymam wspaniałą nagrodę, spełnienie marzeń. Jednak to również nie było wcale takie łatwe. Nie czułam się z tym dobrze. Z resztą, co ja bredzę! Czułam się fatalnie, a Marcus i jego wieczne niezadowolenie wcale mi w tym nie pomagało. Teraz jedynymi miejscami w jakich mogliśmy się widywać to nasze domy i biuro ojca. To nie była komfortowa sytuacja, aczkolwiek po ostatnich wybrykach Butlera potrzebowałam chwili przerwy. Ograniczona ilość spotkań umożliwiła mi przemyślenie sobie tego wszystkiego i chociaż wiedziałam, że mój związek z Marcusem to jakaś pieprzona fikcja, to wcale nie miałam zamiaru z nim zerwać. Ojciec go lubił, więc zawsze w pewnym sensie mogłam się nim zasłonić, a do tego teraz niewiele mogłam mu poświęcać, co jak najbardziej było mi na rękę. Nie widziałam sensu w psuciu czegoś, co z taką starannością budowaliśmy przez ostatnie dwa lata. Mimo to z zadziwiającą łatwością zobowiązałam się do tej durnej ustawki. Przerażało mnie to, że Zayn miał stać się ogromną częścią mojego życia. Przerażało mnie to, że w końcu będę go musiała przestawić całej rodzinie. I Mattiemu. Nie chciałam tego robić, ale niestety taki zapis widniał w umowie. Nie zapominajmy o tym, że ja sama miałam stać się najlepszą rzeczą, jaka spotkała Malika i jego rodzina miała mnie pokochać, i jak najbardziej popierać nasz związek. Dopiero teraz uświadamiałam sobie ciężar, jaki wzięłam na własne barki. Cały świat miał wierzyć w to małe kłamstewko, które zostało zbudowane z drobnych nici i było takie podatne na najdrobniejsze usterki. Gdyby ktoś przeciął jedną z tych nici, wszystko runęłoby jak mur berliński, a konsekwencji tego nie potrafiłam sobie nawet wyobrazić.

          - Dasz sobie radę. W końcu nazywasz się Vera Stinson. Nazwisko do czegoś zobowiązuje.

          Poważny ton Eveliny na początku mnie zdziwił, a potem dotarły do mnie jej słowa i zaśmiałam się pod nosem. Miała całkowitą rację. Stinsonowie nigdy się nie poddają, nieważne jakie kłody mają pod nogami.

          - Dzięki.

          Uśmiechnęłam się delikatnie i przytuliłam przyjaciółkę. Może nie miałam kolorowo w życiu, ale jakoś sobie radziłam. Co prawda mój ojciec przekraczał wszelakie granice i byłam na wyczerpaniu psychicznym, musiałam jakoś trzymać koniec z końcem. Gdyby nie Matty pewnie dawno już wyniosłabym się z domu, a na pewno po tym, kiedy skończyłam osiemnaście lat. Zack już od dłuższego czasu doprowadzał mnie do szewskiej pasji swoimi durnymi zasadami, planami co do mojego życia i wszystkim innym, czym ewidentnie starał się uprzykrzyć mi dosłownie każdy dzień. Zamiast mi pomagać, utrudniał każde spotkanie z Marcusem, czepiał się wszystkiego i znajdował coraz to nowsze powody, abym tylko nie miała zbyt łatwo. Ostatnie dni wydawały się kumulacją tego wszystkiego i ojciec na siłę próbował trzymać mnie z dala od Marcusa oraz tego, co jego zdaniem Modest mógł uznać za zagrażające ich genialnemu planowi. Zaciskałam zęby i próbowałam to wytrzymać, przynajmniej do pierwszego spotkania z moim udawanym chłopakiem. Nie potrafiłam się doczekać tego dnia, ponieważ miałam cichą nadzieję, że uda mi się dowiedzieć czegoś więcej i jakimś magicznym sposobem będzie mi lżej. Nie mogłam się bardziej mylić.

***

         Niczym w szaleńczym amoku biegłam jednym z korytarzy znajdującym się w budynku, w którym swoją siedzibę miał Modest. Nie miałam pojęcia, która dokładnie jest godzina, ale byłam niemal w stu procentach pewna, że jest już zdecydowanie później, aniżeli bym sobie tego życzyła. Nie lubiłam się spóźniać, bo wiedziałam, jak bardzo może to być denerwujące dla kogoś kto w umówionym miejscu pojawiał się punktualnie. Z resztą sama miałam czasem ochotę zlinczować Eveline, czy Marcusa za ich notoryczne spóźnienia, które doprowadzały mnie do iście szewskiej pasji. Tak czy inaczej spieszyłam się i to bardzo, a mój cholernie długi szal wcale mi tego nie ułatwiał i wciąż plątał się gdzieś pomiędzy moimi nogami, przez co kilka razy zaliczyłabym już naprawdę porządny upadek. Nie jestem pewna, czy bez zębów nadawałabym się na dziewczynę gwiazdy, dlatego Bogu dzięki, za każdym razem udało mi się jakoś złapać równowagę. W końcu dobiegłam do odpowiednich drzwi, które otworzyłam zdecydowanym ruchem. Wchodząc do pomieszczenia omiotałam je wzrokiem, jednak nim zdążyłam się przywitać, odezwał się Greg.

          - O, Vera! Jesteś w samą porę!- jego rozentuzjazmowany głos rozniósł się po sali, a ja szybkim krokiem ruszyłam ku krzesłu, na które mężczyzna wskazał ręką.

          Sama nie wierzę w to co mówię, ale ucieszyłam się na widok Mellarka. Nie chodziło wcale o to, że podczas ostatniego spotkania zdążyłam go polubić, sęk w tym, że dużo lepiej czułam się z myślą, że znam już tego człowieka i w pewnym sensie wiem czego mogę się po nim spodziewać. Było mi zdecydowanie łatwiej poznać teraz tylko jedną osobę, aniżeli zaprzątać sobie głowę kolejnymi problemami. Stres towarzyszący mi przed oficjalnym poznaniem Zayna w zupełności mi wystarczał.

          - Właściwie to jest spóźniona.. Siedem minut.- chłodny ton głosu rozszedł się po gabinecie, a ja nieco skołowana spojrzałam w stronę osoby, która wypowiedziała ów słowa.

          Nietrudno było się domyślić kim ona była. Malik siedział na krześle obok, w mało eleganckiej pozie, która dawała do zrozumienia, że chłopak wcale nie ma ochoty tutaj być, a to spotkanie najzwyczajniej w świecie go nudzi i drażni. Jego zachowanie nie spodobało mi się. Przez to wszystko mulat wydał mi się być nieprzyjemną osobą. Nic mu nie zrobiłam, nie zdążyłam się właściwie nawet przedstawić, a on z góry założył, że jestem jego wrogiem i tak też mnie traktował. Czułam się, jak bezbronna antylopa, która samotnie wkroczyła na teren, którego właścicielem jest wygłodniały lampart, który w każdej chwili może na nią skoczyć i rozszarpać na kawałki. Mimo to próbowałam zachować zimną krew i puściłam jego uwagę mimo uszu. Postanowiłam po prostu nie odzywać się do momentu aż będzie to konieczne. Zajęłam miejsce na fotelu obok niego i siedziałam jak na szpilkach, a cisza, która panowała teraz w pomieszczeniu wydawała mi się wiecznością. Brunet nie patrzył w moją stronę. Teraz zawzięcie pisał coś na swoim telefonie, dlatego miałam chwilę, aby dokładnie mu się przyjrzeć na żywo, ponieważ nigdy wcześniej nie miałam ku temu okazji. Był bardzo przystojny, tego odmówić mu nie można było. Ciemne, gęste włosy niemal prosiły się o to, aby wtopić w nie palce, głębokie pełne blasku oczy przykuwały każde, nawet przypadkowe spojrzenie, pełne malinowe usta zachęcały do ich dotknięcia, natomiast kilkudniowy zarost dodawał mu męskości. Całość dopełniała jego wysportowana sylwetka i masa tatuaży, dzięki której był jeszcze bardziej seksowny. Kompletnym przeciwieństwo Marcusa, który bez względu na wszystko zawsze starał się zachowywać w sposób, którego nie powstydziliby się jego rodzice, tak też się ubierał i wyglądał. Chciał być poprawny, bo tak wypadało komuś kto stara się o miejsce na prawie i w kancelarii adwokackiej. Nie znałam Zayna prawie wcale, ale już wtedy wiedziałam, że był zupełnie inny. Nie miał zamiaru zmieniać się dla kogoś, po to żeby się wpasować. Był osobną indywidualnością i jak najbardziej mu to pasowało. Pomyślałam wtedy, że jego arogancja i niepoprawność mogłaby być pociągająca. Skarciłam się w myślach za to i za to, że w ogóle śmiałam go porównywać do Butlera. Nie powinnam była tego robić wtedy i nigdy więcej.

          - Nie ma co zwlekać, przejdę do rzeczy- z zadumy wyrwał mnie głos Grega.

          Mężczyzna wyraźnie tak jak i my nie miał zamiaru przeciągać tego spotkania, co niewątpliwie dało mi nutkę nadziei na to, że może wcale nie będzie tak źle i że odbębnię co mam do zrobienia i będę mogła się stąd zabierać.

          - Mam nadzieję, że oboje przeczytaliście to, co prosiłem- mówiąc to zerknął w naszą stronę, a kąciki moich ust mimowolnie uniosły się ku górze, kiedy przypomniałam sobie o rzeczach, o których przeczytałam w uzupełnionej przez Zayna ankiecie.

          Zważając na fakt, że niektóre z pytań były naprawdę śmieszne i niedorzeczne, to odpowiedzi chłopaka poziomem wcale od nich nie odstawały. Na pytanie co lubi jeść, mulat odpowiedział „banany”, a na jego ulubione zajęcie, gdy jest w domu „kąpiel z gumowymi kaczuszkami”. Nie mam pojęcia, czy miało mi to przysporzyć kłopotów, czy zdenerwować Modest, jednak czułam, że będę się musiała nieźle przemęczyć, żeby dowiedzieć się czegoś wartościowego o chłopaku.

          - Jest kilka spraw do ustalenia.. Chciałem, abyście mieli w tym swój udział.

          Nie do końca zrozumiałam sens jego słów, ale zaciekawił mnie tym i najwyraźniej nie mnie jedyną, bo kątem oka dostrzegłam, że i Malik odciągnął swój wzrok od ekranu telefonu i zerknął w stronę Grega.

          - Więc zacznijmy od samego początku. Vera jako że jesteś tancerką, zadecydowaliśmy, że wasze pierwsze spotkanie odbyło się w X-Factorze, miałaś przyjemność tam tańczyć, poznaliście się, ale żadne z was nie było zainteresowane głębszą znajomością. Jak wiadomo, ty miałaś chłopaka, z którym zerwałaś, zanim Malik na nowo pojawił się w twoim życiu, a Zayn po prostu nie miał czasu na randki, bo zajmował się karierą..

          W ten sposób zaczęło się cholernie nudne opowiadanie o różnych etapach znajomości, jak co powinno pomiędzy nami wyglądać, jak powinniśmy się do siebie zwracać i ile czasu spędzać w swoim towarzystwie.

          - Zaczęliście się spotykać po tym, kiedy wpadliście na siebie na przyjęciu urodzinowym jednego z pracowników X Factora. Zayn był tam z zespołem, Vera jako jedna z tancerek, która miała za zadanie rozkręcić imprezę. Jako że Malik nie przepadasz za tańcem, zajmowałeś się innymi rzeczami, rozmawiałeś z różnymi ludźmi. Dlatego Vera postanowiła cię zaprosić do tańca. Odmówiłeś i zaoferowałeś jej drinka, próbując ją przekonać, że to lepsze rozwiązanie. Jednak ona nalegała i w końcu się zgodziłeś.

          - Nie ma mowy. Możemy powiedzieć, że po prostu ona tam była, wyglądała seksownie i postanowiłem ją poderwać.

          Skrzywiłam się na słowa mulata i skrzyżowałam ręce na piersi. Przecież nie tak powinno wyglądać nasze romantyczne spotkanie.

         - Nie chcę, żeby wyszło na to, że polubił mnie ze względu na wygląd – zaprotestowałam - Nie możemy ustalić, że tak bardzo spodobało mu się moje poczucie humoru i błyskotliwość, że postanowił zaprosić mnie na randkę?

          Od tego momentu oboje z Zaynem staliśmy się nieznośni. Nie pasowało nam nic, co wcześniej przygotowali pracownicy Modestu i podważaliśmy dosłownie wszystko. Tak jak z początku nie odzywaliśmy się ani słowem, tak teraz oboje mieliśmy sporo do powiedzenia i każdy z nas miał odmienne zdanie co do każdej kwestii. Od razu było widać, jak bardzo zaczęliśmy działaś Gregowi na nerwy. Nie wspomniał na ten temat ani razu, jednak jego mimika i gesty totalnie go demaskowały. Myślę jednak, że wydawało mu się, iż jego zdenerwowanie i podniesiony głos tylko pogorszyłoby sytuację i postanowił być dla nad nadzwyczaj miły, co mnie osobiście zaczynało już irytować. W swoim zachowaniu miałam swój cel, który poprzez determinację Mellarka był coraz bardziej odległy.

          - To tyle..

          Powiedział zamykając swój notatnik, po czym patrząc na nas z tym swoim ohydnym sztucznym uśmiechem dodał:

          - Trochę więcej entuzjazmu dzieciaki, od dziś oficjalnie jesteście parą.

          Klasnął w dłonie, a mnie zrobiło się niedobrze. Wszystkie słowa chodziły po mojej głowie, nie potrafiłam pojąć, z jaką łatwością przychodzi ludziom wymyślanie przekrętów, które tak bardzo mają odciskać piętno na czyimś życiu.

          - Powinniście to uczcić wspólną kolacją..- choć po łagodnym tonie jego głosu można byłoby wziąć te słowa za luźną propozycję, to ja dobrze wiedziałam, że mężczyzna sugeruje nam coś, co mamy zrobić, a nie co możemy.

          W samochodzie po prostu milczałam. Właściwie to nawet nie wiedziałabym co powiedzieć. Żadne słowa nie wydawały mi sie odpowiednie dla tej chwili. Tępo wpatrywałam się w przednią szybę, jak gdyby to miało jakkolwiek pomóc mi w tej iście niezręcznej sytuacji. Kątem oka zerkałam w stronę Zayna chcąc sprawdzić, jak się zachowuje, jednak jego twarz od początku do samego końca nie wyrażała dosłownie żadnych emocji. Obojętność, która biła od jego postaci, sprawiała, że miałam ochotę czym prędzej odpiąć pasy, otworzyć drzwi i wyskoczyć z tego cholernego wozu. Jego wiecznie zaciśnięta szczęka była jedyną rzeczą, która dawała mi jakiekolwiek pojęcie o targających go uczuciach. Był zdenerwowany, chociaż czego ja właściwie się spodziewałam. Po spotkaniu z Gregiem byłam pewna, że Malik nie da mi szansy, abym mogła go jakkolwiek do siebie przekonać. Nie miał najmniejszego zamiaru się ze mną przyjaźnić, wcale nie chciał ze mną rozmawiać, a moja obecność najzwyczajniej w świecie strasznie go drażniła. Kiedy jednak dojechaliśmy pod jedną z bardziej luksusowych londyńskich restauracji jego zachowanie zmieniło się niemal nie do poznania. Nim zdążyłam odpiąć pasy i jakkolwiek zareagować, chłopak wyskoczył z samochodu i już po chwili znalazł się po stronie pasażera, aby otworzyć mi drzwi i pomóc wysiąść z auta. Jego nagła przemiana zaskoczyła mnie tak bardzo, że nie potrafiłam kryć zdumienia, które mnie ogarnęło. Z lekko uchylonymi ze zdziwienia ustami ujęłam dłoń bruneta i wyszłam z pojazdu. Chciałam poprawić swój szalik, jednak po chwili uświadomiłam sobie, że Zayna wcale nie oswobodził mojej ręki ze swojego uścisku i wciąż delikatnie, aczkolwiek stanowczo ją trzymał. Wszystko działo sie dla mnie zdecydowanie za szybko, przyswajanie każdej pojedyńczej informacji sprawiało mi wiele trudności i trwało dużo dłużej niż zawsze, ale nic nie mogłam na to poradzić. Może dla Malika wkładanie tej emocjonalnej maski było łatwe, ale ja byłam inna. Nie potrafiłam udawać, że kogoś lubię. Z resztą ja nawet nie potrafiłam pokazać tego, jeśli naprawdę na kimś mi zależało, jak więc miałam poradzić sobie z tym zadaniem? Byłam emocjonalnym wrakiem. Zepsutym mechanizmem, który nie sposób naprawić. Nie okazywałam uczuć, bo tak było mi zdecydowanie łatwiej. Obojętność była prosta, to uczucia były skomplikowane i zawiłe, a ja kompletnie się w nich gubiłam. Sprawiały ból, dlatego dużo wygodniej było po prostu się ich pozbyć.

          Nie było mi dane dłużej rozmyślać na ten temat, ponieważ lekkie szarpnięcie ocuciło mnie i skutecznie sprowadziło na ziemię. Nieco zdezorientowana spojrzałam w stronę mulata, który nie zważając na to, że wcale nie przygotowałam się do marszu, ruszył ku wejściu do lokalu ciągnąc mnie za sobą. W innej sytuacji z pewnością uraczyłabym go kilkoma niekoniecznie przyjemnymi epitetami, ale teraz niestety zmuszona byłam trzymać język za zębami. Awantura na pierwszej randce raczej nie spodobałaby się Modestowi.

          Nigdy wcześniej nie byłam w tej restauracji, mimo iż z ojcem i Matty'm często wychodziliśmy zjeść coś na mieście, bo przecież kto miał nam gotować. Czasem robiła to za nas Molly, ale nie miałam serca tego od niej wymagać. W końcu była nianią mojego brata, a nie gosposią. W każdym razie knajpa, do której przywiózł mnie Zayn nie była mi znana, a uznałam to za doskonałą okazję do poznania choć rąbka tajemnicy, która bez wątpienia owijała tego chłopaka. Wybór tego miejsca z pewnością nie był przypadkowy, musiał tu być wcześniej i co najważniejsze polubił ten lokal. To mogło chociaż odrobinę pokazać mi prawdziwe oblicze Malika, a przynajmniej taką miałam nadzieję. Weszliśmy do środka, a do moich nozdrzy błyskawicznie dotarł przyjemny zapach cynamonu, który jak nic kojarzył mi się ze świętami. Lubiłam ten krótki moment w roku, co prawda od kilku lat nasze święta bardzo odbiegały od ideału, ale i tak był to jedyny czas, kiedy ojciec był w domu, kancelaria zamknięta, a Matty po prostu szczęśliwy.

          - Stolik dla państwa.

          Młody, swoją drogą bardzo przystojny kelner, posłał nam subtelny uśmiech wskazując na niewielki stoliczek stojący w samym rogu sali. Spodobało mi się, że wybrał dla nas akurat ten. W miejscu, w którym stał panował lekki półmrok przez co czułam się nieco swobodniej i może nieco mniej.. obserwowana?
Usiedliśmy, a ja natychmiastowo wlepiłam swój wzrok w menu, a zrobiłam to tylko i wyłącznie po to, aby uniknąć spojrzenia kelnera, który był wyraźnie zainteresowany naszą dwójką. Musiał widocznie rozpoznać wielką gwiazdę i właśnie myślał o tym, jak wielką sensację udało mu się zwęszyć, choć tak naprawdę to sensacja sama podała mu się na tacy.

          Nie byłam głodna, a właściwie to było mi niedobrze ze zdenerwowanie, nie wiem więc jakim cudem miałam zamiar udawać, że świetnie bawię się w towarzystwie swojego udawanego chłopaka zajadając się przy tym jakimś wykwintnym jedzeniem. Kiedy zaczynałam się głębiej nad tym zastanawiać, odczułam strach. A co jeśli przez ten cały stres zwymiotuję? Nie dość, że upokorzyłabym się przed chłopakiem, który i tak ma mnie za nic, to jeszcze spieprzyłabym całe wyjście, które ma wyglądać, jak idealna randka dwójki zakochanych w sobie ludzi. Te niespokojne myśli skłoniły mnie do tego, aby zamówić jedynie sałatkę. Była lekka, więc uznałam, że może uda mi się jej nie zwrócić.

          Kiedy oddaliśmy karty i złożyliśmy swoje zamówienia, poczułam, że właśnie teraz rozpocznie się największa katorga tego wieczoru. Jakoś musieliśmy przełamać te pierwsze lody i rozpocząć jakąś rozmowę, nieważne, czy mieliśmy na to ochotę, czy nie. Przecież nie mogliśmy przez cały wieczór siedzieć w ciszy, bo z pewnością nie uszłoby to uwadze ludzi, którzy co jakiś czas z zainteresowaniem zerkali w naszą stronę. Ja jednak nie byłam w stanie odezwać się jako pierwsza. Zazwyczaj byłam bardzo pewną siebie osobą, jednak przy Maliku stawałam się kimś zupełnie innym. Jego wrogość sprawiała, że czułam się nikim. Swoim surowym wzrokiem odbierał mi swobodę wypowiadania się i zachowywania w taki sposób, na jaki mam ochotę. Dlatego w milczeniu czekałam na ruch z jego strony. Nie trwało to zbyt długo, bo chłopak chwilę po oddalaniu się kelnera, nachylił się nad stolikiem, po czym wymownym wzrokiem sugerując mi abym zrobiła to samo.

          - Teraz zacznę opowiadać ci historię, ty tylko patrz na mnie i uśmiechaj się, a kiedy skończę zaśmiej się tak, jakbym właśnie skończył opowiadać coś naprawdę bardzo zabawnego.

          Powiedział półgłosem i bez jakiegokolwiek ostrzeżenia, czy skrępowania wpił się w moje usta zupełnie tak, jakby było to coś normalnego. Zdawałam sobie sprawę z tego, że zrobił to, aby uwiarygodnić całą sytuację, ale i tak strasznie mnie to rozdrażniło.

          - Postaraj się- syknął cicho, a ja niemal poczułam jak jad, którym ociekały jego słowa, wypala mi dziury na twarzy.

          Byłam cholernie zaskoczona, a do tego można nawet powiedzieć, że nieco zdegustowana jego zachowaniem. Wiedziałam jednak, że nie mogę zareagować w żaden agresywny sposób, dlatego kiedy brunet odsunął swoją twarz od mojej kompletnie nie wiedząc, jak się zachować, od razu sięgnęłam po szklankę wody, po czym upiłam z niej spory łyk spoglądając gdzieś w głąb sali. Reszta potoczyła się w bardzo podobny sposób. Zayn instruował mnie, jak mam się zachowywać, a ja jedynie starałam się wykonywać wszystkie jego zlecenia. Mimo iż tego wieczoru nie zrobił już nic więcej poza złapaniem mnie za rękę, to ja i tak wciąż byłam tak samo spięta, jak na samym początku, a może nawet i bardziej. Marzyłam tylko i wyłącznie o tym, aby wrócić do domu i wymazać te wydarzenia z pamięci. Niestety to co wywoływało we mnie negatywne emocje, siedziało w mojej głowie najdłużej.









Nie chce mi się nawet nad sobą użalać i pisać o tym, jak bardzo nie podoba mi się ten rozdział. Martwi mnie jedna rzecz i o niej akurat chciałabym wspomnieć.. Mam na myśli scenę z pocałunkiem. Boję się, że po tym większość z Was zrezygnuje z czytania tego opowiadania, bo uzna to za badziew, w którym akcja toczy się zdecydowanie za szybko. Ja osobiście tak nie uważam. Napisałam tą scenę, aby pokazać, że oni naprawdę muszą być przekonywujący. Poza tym cała kwintesencja znajomości Very i Zayna nie ma tkwić w ich fizyczności, ma się rozwijać w sferze pokrewieństwa dusz, że tak to śmiesznie ujmę.. Nie wiem, czy wiecie co mam na myśli.. XD Nieważne, koniec gadania! Zapraszam do komentowania, hehz :)
@vespeerr
Stabiliser

21 komentarzy:

  1. To jest genialne.
    Zayn sceptyczny. Nie obchodzi go nic. Vera wystraszona.
    Oboje zmuszeni do udawania.
    Jestem ciekawa jak sie dalej potoczy ta znajomośc.
    Wiem o o tb chodzi. Nie chodzi ci o to żeby para pociągała się fizycznie, lecz umieli rozmawiac ze sb, mieli wieź emocjonalną.
    Pozdrawiam
    @JustinePayne81

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozdział bardzo mi się podobał i jeśli chodzi o mnie, to na pewno nie zrezygnuję z czytania :) Przestań marudzić, bo naprawdę świetnie piszesz i każdy nowy rozdział jest lepszy od poprzedniego, przy końcówce zawsze mam ochotę na więcej i więcej, więc jeśli miałabym się do czegokolwiek przyczepić, to jedynie do długości rozdziałów, które za każdym razem wydają mi się zbyt krótkie :) Po ich pocałunku czułam mały niedosyt, brakowało mi opisu uczuć Very, ogólnego zarysu, jak ten pocałunek wyglądał. Wywnioskowałam, że był chwilowy, ale jednak wiedząc jak dobrze piszesz, żałuję, że nie poświęciłaś temu wydarzeniu większej uwagi. Nie sądzę, żeby akcja toczyła się za szybko i w zupełności popieram jej przebieg :) Zayn i Vera muszą udawać zakochanych, to nie jest zabawa tylko zadanie, któremu muszą za wszelką cenę podołać, nie ma miejsca na marudzenie, wyznaczanie zasad i granic, których będą sumiennie przestrzegać (możesz mnie pocałować, ale tylko w kącik ust, możesz mnie objąć, ale trzymaj rękę na wysokości moich pleców). Podpisali umowę, kurtyna opadła i zaczęło się przedstawienie, w którym muszą być naprawdę przekonywujący. Pocałunek pocałunkiem, ale wydaję mi się, że czeka ich masa trudniejszych zadań. Mam nadzieję, że niedługo Malik trochę złagodnieje, nawiąże z Verą nić porozumienia i wspólnymi siłami spróbują jakoś przez to wszystko przejść. W końcu nie mogą traktować się jak wrogów, bo są po tej samej stronie, czego Malik chyba do końca nie rozumie. Bardzo zaskoczyłaś mnie wiadomością, że matka Very popełniła samobójstwo, przynajmniej tak wywnioskowałam z opisów. Miała depresję poporodową, nie dała rady i postanowiła odebrać sobie życie. Nie powiedziałabym, że była słaba, a po prostu głupia i egoistyczna. Jak można chcieć odebrać sobie życie mając dwójkę wspaniałych dzieci? Nie myślała o tym, jak wiele bólu, cierpienia i problemów im dostarczy? Dorastanie bez matki nie jest łatwe i żaden ojciec, nawet ten najcieplejszy, najczulszy, najukochańszy nie zastąpi dzieciom matki. Nie wiem co miała w głowie matka Very, co skłoniło ją do takiego strasznego posunięcia. Jedną ciążę miała już za sobą, a więc co takiego się stało, że przy drugiej pojawiła się depresja? Ojciec Very też nie podołał, pewnie mocno przeżył śmierć żony i dlatego jest teraz taki, jaki jest, a muszę przyznać, że jest okropny i nie lubię go na równi z Marcusem. Właśnie, jeśli chodzi o Marcusa, to nie ogarniam w ogóle jego związku z Verą. Wiem, że dziewczynie jest szkoda tych dwóch lat, przywiązała się do niego, przyzwyczaiła, do tego jej ojciec go lubi. Marcus wydaję się być dla niej odpowiednim chłopakiem, ale po jego ostatnim zachowaniu powinna go kopnąć w tyłek i przestać tkwić w takich toksycznych relacjach, które w niedalekiej przyszłości mogą naprawdę przysporzyć jej nie lada problemów. Bardzo polubiła to opowiadanie i coś czuję, że moja sympatia z każdym rozdziałem będzie coraz większa :)) Czekam na kolejny rozdział i błagam, żeby był o wiele dłuższy :P
    Pozdrawiam i życzę dużo wolnego czasu i dużo weny :** i bez marudzenia przy kolejnym poście:P

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem pewna, że nikt nie zniechęci się do czytanie tego wspaniałego opowiadanie, gadasz pierdoły :* Widać, że Vera przechodzi przez ciężki okres w swoim życiu. Tak naprawdę ma tylko przyjaciółkę, na którą może liczyć, chociaż tyle. Matka odeszła, pozostawiając po sobie niezbyt piękne wspomnienia. Mimo wszystko dziewczyna za nią tęskni, wspomina ją, co jest normalne - to jej rodzicielka. Ojciec zmienił się po śmierci żony, co faktycznie mogło być następstwem jego smutku. Szkoda tylko, że zapomina o najważniejszej osobie - o swojej córce, która przecież na każdym kroku potrzebuje jego wsparcia, zrozumienia, troski i miłości. Niestety on dostrzega jedynie własne interesy i napływającą z nich gotówkę. Przykre, że do jednego biznesu musiał wykorzystać właśnie Verę. Żałuję też, że dziewczyna się zgodziła, ale pamiętam że nie miała za bardzo innego wyjścia. Szantaż również nie jest dobry w relacjach rodzic-dziecko. Widać, że to całe udawanie związku z Malikiem sprawia jej wiele trudności, no ale wcale się nie dziwię. W końcu są dla siebie obcymi ludźmi. A ta kolacja! Zayn mnie strasznie irytuje. Nie mógł po prostu rozwinąć jakiegoś tematu? Jestem pewna, że rozmowa sama dalej by się toczyła i nie musiałoby dojść do wystawienia tak sztucznego obrazka zakochanej w sobie pary. Ten dziad powinien się przełamać i jakoś zmniejszyć niechęć wobec Very, przecież go nie zje. Mam nadzieję, że jego stosunek się zmieni i jakoś łatwiej będą znosić kolejne kolacje czy jakieś inne wspólne wyjścia. AHA! Jeszcze ten pocałunek! Nie mogę o nim nie wspomnieć! Szkoda, że Zayn nie pomyślał o jakimś romantycznym aspekcie, tylko tak po prostu wykonał to, co należało. No ale tak jak mówiłam - liczę na to, że zmieni ten swój cholerny, bezczelny, arogancki i irytujący stosunek. Ugh, ale mnie zdenerwował! Czekam kochana na rozdział następny, życzę dużo, dużo weny <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Znam Twoje rozterki kochana. Czasem też mam wrażenie, że napisałam coś kompletnie bez sensu. Albo, że akcja za szybko się rozwija. Tutaj jest to niezbędne. Zayn zawsze kojarzył mi się z aroganckim, bezczelnym i irytującym typkiem. Taki ma image. Ale wierzę w to, że ta dwójka pokocha się szczerą i piękną miłością. Śmieszy mnie natomiast co innego, ale to napiszę Ci już prywatnie.
    Co do samej treści odcinka, Malik nie wysila się nawet na bycie romantycznym, co mnie wkurza, bo powinno tak być, nawet wtedy, gdy musi udawać. Nie uwierzyłabym, że są parą jeśli tak się zachowuje.
    To co się stało z matką Very jest straszne. Widać, że Vera kocha braciszka, to mega urocze. Wspomnienia są bolesne, ale teraz może już chyba być tylko lepiej.
    Z niecierpliwością oczekuję kolejnego odcinka.
    I dziękuję za komentarze u mnie :) :*
    [spojrz-w-moje-oczy]

    OdpowiedzUsuń
  5. P.S Odezwij się na gadu 875936 :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie moge sie doczekax nastepnego! :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Co ty chrzanisz? Rozdział nie jest zły. Bardzo dużo dowiadujemy się o mamie Very i o jej relacjach rodzinnych. Co prawda kilka kwestii z pewnością bym rozwiązała inaczej, bo mamy mało akcji w tym rozdziale i strasznie dużo przemyśleń wewnętrznych bohaterki, ale przecież musimy poznać jej sposób myślenia i to jak odbiera świat. Więc żadną miarą nie jest to nic złego.

    -Zaraz dokończę komentarz, bo Meg, próbuje mi zjeść stopę.-

    Rozumiem zachowanie Very przy Maliku. Ciężko jest przebywać z osobami, którym niechęć do nas wycieka niemal każdym porem skóry. A sytuacji nigdy nie poprawia to, że rzeczona osoba jest niebywale atrakcyjna, seksowna, pociągając i tak dalej.

    Co do pocałunku, jakoś mnie nie zraził. Opisałaś wyraźnie, że to na potrzeby kontraktu, część szopki odstawianej dla opinii publicznej. Nie było mowy o żadnym przyciąganiu czy innych aspektach fizycznych.

    Więc nie narzekaj, rozdział dobry, bardzo przyjemnie się go czytało, pierwsza randka Z & V sprawia, że chcę wiedzieć jak dalej ta udawana znajomość się potoczy.

    "Na pytanie co lubi jeść, mulat odpowiedział „banany”, a na jego ulubione zajęcie, gdy jest w domu „kąpiel z gumowymi kaczuszkami”." A tutaj mój ulubiony fragment tego rozdziału. I chociaż czytałam go kilka minut po tym jak go dodałaś, czyli późno w nocy to i tak się zaśmiewałam ile mogłam by nie obudzić współlokatorek. I mimo, że czytam trzeci raz to nadal tak samo bawi.

    Pozdraaaawiam i ściskam,
    M.K

    (http://last-direction.blogspot.com/)

    OdpowiedzUsuń
  8. Na początku pozwól, że pozachwycam się szablonem, bo jest po prostu aazskdcndsiofljrofihwedjuea! Idealnie pasuje, poza tym świetnie wygląda! Chciałabym mieć takie cudo na swoim blogu <3
    A teraz przejdźmy do rozdziału. Zacznijmy od tego, że coraz bardziej lubię Verę. Dziewczyna z każdą kolejną chwilą zdobywa moją sympatię, ponieważ ma naprawdę wiele zalet. Jest pełna siły, energii, potrafi być naprawdę uparta (w tym dobrym sensie), nie poddaje się, a przy tym to wciąż bardzo ciepła, sympatyczna i czuła nastolatka, która pragnie przede wszystkim spokoju. Uwielbiam sposób, w jaki zajmuje się swoim młodszym bratem, Matty ma naprawdę szczęście, mając taką starszą siostrę. Skoro Zack nie jest najlepszym ojcem - mówiąc łagodnie, bo tak szczerze to nie znoszę dziada - a mama nie żyje, Vera zastępuje Matty'emu całą rodzinę. Podziwiam ją za to, bo ma przez to ograniczony czas i zamiast imprezować, jak wiele dziewczyn w jej wieku, ma wiele obowiązków.
    Ta jej przyjaciółka też wydaje się bardzo miła, przede wszystkim widać, że naprawdę wspiera Verę i nie zamierza ją zostawić w żadnym wypadku. Eveline jest jedną z tych osób, dla których główna bohaterka znajduje w sobie siłę każdego dnia. Naprawdę życzę każdemu, żeby miał taką osobę w swoim życiu. Dzięki temu nawet łatwiej się oddycha, jakkolwiek to brzmi.
    Te wymagania Modestu są naprawdę idiotyczne, ale muszę przyznać, że idealnie to sobie wszystko wymyślili. Najpierw, jak sama wspomniałaś, ten motyw "pięknej nieznajomej", wzbudzającej sensację wśród mediów, a potem oficjalne ukazanie Zayna i Very jako pary. Swoją drogą jestem zdziwiona, bo nie sądziłam, że ta dwójka będzie musiała oszukiwać absolutnie wszystkich. Myślałam, że ich znajomi będą wiedzieli, że ten cały związek to zwykła ustawka, tymczasem Modest postanowił totalnie zawładnąć ich życiem. To naprawdę straszne. Przecież oni nie mogą zrobić nic bez ich wiedzy... Cóż, Zayn jak na razie zachowuje się jak zwykły buc, ale trzeba przyznać, że jest przez to strasznie pociągający XD No i jak ma się zachowywać, skoro ktoś go zmusza do spotykania się z zupełnie obcą dziewczyną? Musi być strasznie wkurzony, w sumie to się dziwię, że tak posłusznie zabrał Verę do tej restauracji. Jeśli zaś chodzi o pocałunek, według mnie wcale się nie pospieszyłaś, wprost przeciwnie, ten element właśnie idealnie pasował do sytuacji. Trochę szkoda, że jak na razie Malik traktuje tylko Verę jak manekina, który ma wykonywać jego polecenia, a nie usiłuje je poznać, przez co lepiej by im się razem pracowało. "Pracowało", jakie to głupie określenie na to, co robią ;o
    Rozdział niesamowity, wciąga od pierwszych słów i nie pozwala się oderwać. To opowiadanie coraz bardziej mnie intryguje, już nie mogę się doczekać, co będzie dalej <3

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie, no Whoppper to najpiękniejsze i najbardziej genialne dziecko, jakie wyszło z naszych głupich łbów, nie mam wobec tego absolutnie żadnych zastrzeżeń!!!!! Uwielbiam to opowiadanie, ten pomysł tak banalny, ale w istocie jaki cudowny! Nigdy nie przestanę się tym podniecać, haha :D wysłałam Ci na fejsie kilka z moich ulubione cytatów, a w tym rozdziale było ich wyjątkowo dużo. Nie do końca umiem dobrać odpowiednie słowa, aby opisać jak bardzo podoba mi się ta historia, a przynajmniej nie takie, które opisałyby to dobitnie i w pełni. Końcówka rozdziału jest po prostu fenomenalna!!! Pierwsze spotkanie, ach.. Nie wiem, no nie wiem co powiedzieć, jak Boga kocham XD Dagette, pisz kolejny rozdział, bo jestem rządna kolejnych genialnych i epickich scen (bo doskonale wiem, że takie będą). Mimo to, że wiem co się wydarzy i co jej istotą tej historii, każdy kolejny rozdział czytam z ogromna przyjemnością i radością. Tak w ogóle to po raz drugi czytałam odcinek dopiero po dodaniu :D (wcześniej tylko pierwsze dwa akapity) Powiem Ci, że wolę czytać właśnie tak, tutaj. Czuję się wtedy bardziej zaskoczona i jakoś lepiej mi się wszystko wyobraża + miałaś rację co do szablonu. Ten mroczny lepiej się spisuje :D

    Kocham, czekam, życzę weny <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurwa... Jestem "rządna" [*] widzisz co ze mną robi to opo xD

      Usuń
  10. Wow... rozdział świetny! :D Nie mogłam się doczekać pierwszego spotkania z Zaynem i wiesz co? Nie zawiodłam się! :)

    OdpowiedzUsuń
  11. A mnie się rozdział bardzo podobał, szczególnie fakt, że zawarłaś w nim dużo informacji na temat mamy Very, a od początku byłam ciekawa, co się z nią stało. No i jak najbardziej masz plusa za to, że nie robisz z nich wielce zakochanej pary na samym początku, a umieszczenie w rozdziale pocałunku biorąc pod uwagę sytuację bohaterów jest ok, więc się nie przejmuj :D na pocałunki z własnej, nieprzymuszonej woli pewnie jeszcze przyjdzie czas, a póki co jest naturalnie i bez sielankowania ;) moment porównywania Zayna do Marcusa sprawił, że sama zaczęłam myśleć o Maliku jak o bardzo pociągającym facecie, yszty! xD w ogóle jestem ciekawa jak wykreujesz postać Zayna, bo póki co jest nam serwowany jako wycofany gość, który ma dosyć całej sytuacji, zobaczymy, jak wszystko się potoczy i jak rozwinie się jego znajomość z Verą :)
    Życzę weny i przepraszam za zwłokę w dodaniu komentarza <3
    Pozdrawiam,
    Iw

    OdpowiedzUsuń
  12. Mnie się ten rozdział bardzo podobał. Jesteś zbyt marudna, haha. Doskonale rozumiem przekaz tej sytuacji z pocałunkiem. Właśnie tego się spodziewałam. Ich relacja będzie (przynajmniej na początku, bo później oczekuję, że to się zmieni) czysto fizyczna, chłodna i na pokaz. To na pewno nie będzie łatwe, ale z pewnością ciekawych momentów nie zabraknie.
    Uwielbiam to opowiadanie. Głównie za to, że jest zupełnie inne. Czegoś takiego nigdy nie czytałam i jest to miła odmiana od cukierkowych romansideł (takie jak to mojego autorstwa, ale cicho, haha).
    No nic, kończę, życzę dużo weny i mam nadzieję, że na następny rozdział nie będziesz nam kazała tak długo czekać. ♥

    OdpowiedzUsuń
  13. Ach, kiedy tu weszłam zachwyciłam się szablonem! O mój Boże, jest fantastyczny! Nie potrafię się na niego napatrzeć!
    A teraz przejdźmy do kwintesencji opowiadania. Chciałabym się rozpisać jak koleżanki wyżej, ale raczej nie podołam, ale mam nadzieję, że zadowoli Cię fakt, że zakochałam się w twoim opowiadaniu.
    Vera jest postacią ..., że tak ujmę bez cudzysłowia, trafioną w dziesiątkę. Potrafi postawić na swoim, ale wie kiedy ulec. Stawia marzenia ponad wszystko i jest ewidentnie zakochana w tańcu. Tak, uwielbiam ją!
    Pomysł z uczestniczeniem w projekcie Modestu jest niesamowity *.* Jesteś niesamowita! Malik na starcie pokazał, ze ma wszystko w dupie włącznie z Verą. Boże, zapowiada się fantastycznie.
    Lubię całkiem postać Eve - najwierniejsza przyjaciółka od serca, któa zawsze wysłucha i poradzi. Cóż, zazwyczaj takie przyjaźnie trwają krótko, ale w przypadku Very i Eve to nieprawda!
    Nie lubię chłopaka naszej bohaterki - dla mnie jest arogancki i .. niech go potrąci autobus!
    Kurczę, naprawdę to opowiadanie jest wyśmienite! Zazdroszczę talentu! Czy mówiłam, że kocham twój szablon? :)
    Czekam na czwórkę <3
    Pozdrawiam serdecznie,
    Heyley xxx

    OdpowiedzUsuń
  14. Jejku, szablon, który tutaj masz jest po prostu fenomenalny. Chciałabym umieć zrobić dla siebie coś podobnego, bo przecież szata graficzna jest równie ważna, a u ciebie wszystko wygląda idealnie i to tylko podkreśla to, jak bardzo dobre jest samo opowiadanie. Bo w prawdzie to ono ma tutaj najistotniejszą rolę. Wiem, że czytałam już kiedyś coś twojego, chyba Stabiliser. Bardzo mi się spodobało i teraz mam zamiar do tego wrócić. Ale Whopper - cudo.
    Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział. <3

    http://undead-fanfiction.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  15. Nominowałam Cię do Liebster Awards !
    SZczegóły znajdziesz na onedirectionworld-1d.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  16. Wow :) Niezmiernie mnie zaciekawiłaś tym opowiadaniem ♥
    Czekam na następne losy bohaterów :)

    Gdybyś miała chwilę wolnego to zapraszam do siebie ♥
    http://to-win-dreams-fanfiction.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  17. Przepiękny....

    OdpowiedzUsuń
  18. I zaczęło się. W sumie to nie mam jakiś specjalnych pretensji do Malika, że jest nieprzyjemny. Bo czy mi by się podobało granie w takiej szopce? Pewnie nie. Ma pełne prawo do złości, bo przecież Very nie zna i pewnie dopiero jak to się zmieni, to zrozumie, że miała swoje powody, aby zgodzić się na udawanie jego dziewczyny. I zaskoczyły mnie uczucia Verki do producenta. W prologu wydawał się raczej bezdusznym imbecylem. Czyżby próbował zwieść pozorami tę niewinną duszyczkę? W showbizie to pewnie normalka, dzień jak co dzień.

    Rozdział bardzo mi się podoba. Przyjaciółka Very jak zwykle niezastąpiona i ten pocałunek... haha, Malik od razu skacze na głęboką wodę ^^

    OdpowiedzUsuń
  19. Zachowanie Zayna jest nieco denerwujące. Nie mógłby się choć trochę postarać, aby dziewczyna nie czuła się, jak jakiś niechciany osobnik, który musi wykonywać pracę, okazującą się coraz gorszą w ciągu każdej kolejnej chwili? Z jednej strony zupełnie ją olewa, a potem nadaje tempo rozwojowi ich relacji dla mediów na niby randce. W zasadzie to nawet dobrze, że nakierowuje dziewczynę, ale mógłby być przy tym trochę mniej oschły. Wiem, wiem, że i ona nie czuje się komfortowo w tej sytuacji, ale...
    Eh... Co ja będę się tu rozwodzić? Najbardziej ciekawi mnie, jak to wszystko potoczy się dalej, więc będę zabierać się za czytanie :)

    OdpowiedzUsuń